Boruta „We Are All Cursed” – recenzja

Pin It

O istnieniu Boruty wiedzą tylko członkowie zespołu, ich rodzice i niżej podpisany autor recenzji. Chłopaki z Białej Podlaskiej zagrali niby kilka gigów, między innymi ze Schizmą, Faust Again i Drown My Day, ale istnieją głównie w internecie, gdzie udostępnili do pobrania swoje najnowsze EP „We Are All Cursed”. To właśnie w wirtualnym świecie dopieszczają swój wizerunek – mają konkretne logo, kozackie okładki dotychczasowych dwóch epek, pro-fotki. Nawet klip nakręcili! Sęk w tym, że za wegetowanie w eterze nie zbiorą oklasków, a jedynie kilka komentarzy na forum.

Muszę przyznać, bez przesadnego słodzenia, że „We Are All Cursed” to zauważalny/ słyszalny progres. Na poprzednim, całkiem niegłupim, EP Boruty „Try To Tread Us” brakowało przede wszystkim jakiegoś urozmaicenia w wokalu. Poprawił się jednak – wyzbył się jednostajnego krzyku, lepiej mieści tekst, potrafi wejść w niskie rejestry, a czasami porywa się nawet na coś quasi śpiewanego („The Great Escape”). Kompozycyjnie, jak na wciąż bardzo młodą kapelę, jest dobrze. W głośnikach hula napompowana shoutami, szybka punkowa sieka („The Key Is The Key”) przeplatana zwolnieniami („Step Back Out”) i 2-stepowymi fragmentami („Tailwind”). Sześcio numerową epkę zamyka tytułowy, post-hardcorowy wałek z gościnnym udziałem bialskiego lokalsa Spooky One, który zdecydowanie wykonuje swoją robotę. Niedociągnięcia brzmieniowe można usprawiedliwić krótkim acz treściwym – 100-procentowym diy. Mnie to wszystko przekonuje i trafia w mój gust. Boruta próbuje przemycać i łączyć smaczki, co nie zawsze wychodzi optymalnie, a jednak sprawia, że nóżka chodzi.

„We Are All Cursed” z pewnością sprawdziłoby się na koncercie. Tych koncertów jednak ani widu, ani słychu. Okazjonalna chałtura w remizie czy nawet, od czasu do czasu, poważniejszy gig, to trochę za mało. Bawienie się w kręcenie teledysku wywołuje u mnie – w tym kontekście – kwaśny uśmiech.

Bez pracy nie ma kołaczy. Czy się podoba, czy nie, w polskim środowisku około punkowym nie ma parcia na szkło i pozowania do „Kerrang!” albo innego „BravoGirl”. Liczy się przede wszystkim żywe pierdolnięcie, bezpośrednia konfrontacja z wiarą, kilka siniaków i ta koncertowo-sportowa złość. Borucie niczego nie brakuje. Nie takie twory grają koncerty i zgarniają brawa. „We Are All Cursed” może nie zachwycać produkcją i kompozycjami, ale w zupełności rekompensuje to szczenięca agresja i hardcorowy bunt chłopaków. Ich epka nie wywróci świata do góry nogami i nie wyrwie nikogo z kapci, za to z pewnością nie sprawi zawodu. To przyzwoicie zagrany, pędzący do przodu i nieskażony mdłymi melodiami hardcore. Możliwości są. Szkoda, że chęci zdają się być w rozsypce.

witcore

Ocena: 3,75/5

Boruta „We Are All Cursed”, 2011, diy:
1. Tailwind
2. The Great Escape
3. Mob Law
4. The Key Is The Key
5. Step Back Out
6. We Are All Cursed (feat. Spooky One)

Więcej: BORUTA

 

{googleAds}<script type=”text/javascript”><!–
google_ad_client = „pub-8321618055603731”;
/* 468×60, utworzono 09-01-18 */
google_ad_slot = „7635850052”;
google_ad_width = 468;
google_ad_height = 60;
//–>
</script>
<script type=”text/javascript”
src=”http://pagead2.googlesyndication.com/pagead/show_ads.js”>
</script>
{/googleAds}         

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *