Deadi: Jestem urodzonym obserwatorem

Pin It

Piotr Dedel (znany jako Deadi) inspirowany własnym życiem, porusza w swoich pracach „trudne i niechciane” (jak sam twierdzi) emocje, takie jak strach, nienawiść czy nieszczęście. Jego ulubione motywy to wykrzywione, przerażone twarze, zalane krwią lub rozkładające się ciała, czaszki i trupy. Mimo iż jest dopiero na początku swojej tatuatorskiej drogi (robi tatuaże zaledwie trzy lata), wraz z ekipą krakowskiego studia 9th Circle rozpoczyna współpracę ze znakomitym tatuatorem Victorem Portugalem. Już niedługo będą tatuować w Krakowie pod wspólnym szyldem.
Oddajemy głos Deadiemu.

ZOBACZ GALERIĘ PRAC DEADIEGO

Początki mojego tatuowania to nie była sielanka. Tatuując dopiero trzy lata, właściwie nadal jestem na początku. Tatuowanie zaczęło się w bardzo kiepskim okresie mojego życia, kiedy z powodów finansowych musiałem rzucić studia na architekturze krajobrazu. Zresztą nie tylko z powodów finansowych. Jako rysownika zawsze bardziej interesowało mnie artystyczne podejście do tego, co robię, a nie myślenie, gdzie postawić drzewko, a gdzie krzaczek. Studia okazały się więc jedną wielką klapą. W dodatku wszedłem w „dorosłe życie” z wielkim długiem, którym był kredyt studencki. Można sobie więc wyobrazić reakcję rodziny na wieść o przerwanych studiach na rzecz paprania się w cudzej krwi…
Z pomocą przyjaciół udało mi się jakoś przewegetować okres dziarania w domu. Tatuowałem w fatalnych warunkach (osiem przeprowadzek w ciągu roku), kiepskim sprzętem i zestawem sześciu kolorów najtańszej firmy. Na szczęście z biegiem czasu powolutku zaczęło się wszystko układać. Kosztowało mnie to jednak dużo nerwów. Musiałem się też dużo nauczyć o odbiorze krytyki, która jest bardzo cenna w rozwoju, jeśli umie się odróżnić konstruktywną krytykę od dziecinady.

Tematyka moich prac jest bardzo niepokojąca. Dotyka emocji trudnych i niechcianych przez większość osób. Sam już przestałem drążyć w strachu pewnie dlatego, że w końcu jestem szczęśliwszy niż kiedyś. Wcześniej rzadko kiedy mogłem się zdobyć na narysowanie czegoś, jeśli nie dręczyły mnie negatywne emocje spowodowane jakimś drastycznym wydarzeniem w moim życiu. Przez to moje prace są bardzo szczere. Nigdy nikt nie uczył mnie niczego i nie interesowała mnie teoria. Od zawsze jestem urodzonym obserwatorem. Jako najważniejsze cechy każdej dobrej pracy uważam: pomysł (w sensie merytorycznym), umiejętność oddania przestrzeni i wrażliwość. Nie wiem, czy to dobrze, czy źle. Nie próbuję o tym zbyt dużo myśleć i wiem, że ta droga nie zaprowadzi mnie w ślepą uliczkę pod względem kreatywności. Mając bowiem otwartą głowę, można stworzyć dosłownie wszystko, co się chce. Reszta to kwestia samodyscypliny i cierpliwości. Po prostu siadasz i zaczynasz rysować – powolutku i w „miłym klimaciku”, wszystko, co wpadnie ci do głowy w sposób niewymuszony. To idealne zajęcie na wolne dni. Podczas takiej pracy już po 20 minutach odpływasz i nawet o zwykłych rzeczach myślisz w jakiś magiczny, przyjemny sposób. I tak cały dzień, z małymi przerwami na zieloną herbatkę.

Pracuję na rynku w Krakowie okrągły rok – zupełnie przez przypadek. Pewnego dnia dostałem propozycję pracy w Rock’n’Ink, lecz nie wiedząc, w którym miejscu znajduje się to studio, odwiedziłem 9th Circle. Tam pracowali znajomi, którzy również potrzebowali tatuatora. Wybór padł na nich. Po części dlatego, że lepiej pracować w kręgu znajomych, a po części dlatego, że podczas mojego „wybierania studia” Rock’n’Ink znalazł Romana.
Praca to przyjemność, kiedy przychodzisz do studia i widzisz same uśmiechnięte twarze. Szczęśliwy bieg zdarzeń spowodował, że akurat w dniu, w którym wybrałem 9th Circle odezwał się Victor Portugal z propozycją wspólnego założenia studia. Dla mnie, początkującego tatuatora, to było jak grom z jasnego nieba! Osoba, którą uważam za jednego z najlepszych tatuatorów na świecie, wyraziła chęć współpracy! To zdecydowanie podniosło nam wszystkim próg profesjonalizmu. Obecnie jesteśmy w trakcie zmiany lokalu na większy. Jak dobrze pójdzie, do końca roku Victor wykona swoje pierwsze dzieła pod naszym wspólnym szyldem.

W najbliższym czasie mam w planach krótki wyjazd do Hiszpanii. Chciałbym też dokończyć pracę nad moim horrorem „Potwór z dziury”, który kręcimy razem z Albinem, gitarzystą z Violletty Villazz oraz w końcu zarejestrować nowy materiał Violletty (Deadi udziela się w zespole na wokalu – przyp. red.). Ale to już dłuższa perspektywa czasu.

ZOBACZ GALERIĘ PRAC DEADIEGO

Deadi

www.myspace.com/deaditattoo

www.9th-circle.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *