Dorota Jarecka, czyli gdańskie Dorotatattoo

Dorota Jarecka
Pin It

Dorota JareckaTatuażem zajmuje się od 1998 roku. Zaczynała w domu i śląskich studiach tatuażu. Później, w 2006 roku poświęciła się macierzyństwu. Po czterech latach wróciła do zawodu i osiadła w Gdańsku. Do niedawna była częścią ekipy Pandemonium. Postanowiła się jednak usamodzielnić. Poza tatuowaniem najwięcej czasu poświęca swojej córce. Poza tym lubi rękodzieło i tworzenie czegoś z niczego. Uwielbia też remontować i majsterkować, naprawiać to, co się wydaje nie do naprawienia. Kocha taniec. Z Dorotą Jarecką rozmawiam między innymi o tym, jak kobieta radzi sobie w zdominowanym przez mężczyzn świecie tatuatorskim.


Właśnie opuściłaś szeregi gdańskiego studia Pandemonium. Dlaczego?
Dorota: Pracowałam w Pandemonium od jakichś dwóch lat. O ile z Adamem świetnie się dogadywałam, to z Pawłem miałam problem. Nadajemy na zupełnie innych falach. Byłam już zmęczona i postanowiłam odejść

Co teraz robisz?
– Odeszłam od chłopaków parę dni temu i teraz mam wymarzony urlop. Spędzam go z rodziną, a w wolnych chwilach pracuję w domu. Chcę otworzyć własne studio. Mam nadzieję, że będę mogła w nim gościć ludzi już za miesiąc lub dwa.

Łatwo jest kobietom przebić się na rynku tatuatorskim?
– Łatwo nie jest. Czasami ludzie nie chcą wierzyć, że to moje prace. Usłyszałam ostatnio, że to nie mogą być moje prace, bo kobiety nie tatuują dobrze. Ale przez te lata, od kiedy zaczynałam, zaszły duże zmiany. I to na dobre.

Tatuujesz już około dziesięciu lat. Początki były trudne?
– Zaczęłam tatuować w 1998. W tamtych czasach sprzęt można było kupić tylko od tatuatora. Ci zaś nie chcieli go sprzedawać. Z powodu swojej płci miałam z tym jeszcze większy problem. Tatuatorzy uważali, że baba próbuje wbić się na teren zarezerwowany dla chłopców. Wcześniej zajmowałam się piercingiem, kolczyki kupowałam u Marzana. Zrobił mi też parę tatuaży. Pewnego razu gdy do niego pojechałam, zaproponował, że może mi sprzedać sprzęt. Na tym jednak skończyła się jego pomoc. Sama musiałam polutować sobie igły. Oczywiście nie miałam bladego pojęcia, jak to zrobić i wyszło mi to naprawdę żałośnie. To była prawdziwa masakra i przyznam, że chciałam wtedy zrezygnować. Ale jestem za bardzo ambitną i upartą osobą, do tego wszyscy wkoło trzymali kciuki za to, żeby mi się powiodło. Postanowiłam wszystkim pokazać, że nie poddam się nigdy i będę się zajmowała tatuowaniem.

Sama wzięłam ostatnio z ciekawości maszynkę do ręki i wiem, że tatuowanie łatwe nie jest. Pamiętasz pierwszy tatuaż, jaki robiłaś? Z czym miałaś największy problem?
– Jasne że pamiętam swój pierwszy tatuaż! Patrze na niego każdego dnia. Przeorałam sobie udo. Nie wyszło najgorzej, więc zaczęłam tatuować znajomych. Po pół roku kaleczenia ludzi w domu, zaproponowano mi prace w studiu w Katowicach. Od tego czasu aż do porodu (2006 rok – przy. red.) pracowałam w śląskich studiach. Nie było to miłe przeżycie. Faceci, z którymi pracowałam, zawsze próbowali podkreślać swoją pozycją i zniechęcać mnie do tatuowania. Myślę, że największym problemem był dla mnie brak akceptacji, straszna wrogość i ciągła walka o to, bym mogła tatuować.

Kiedy i jak trafiłaś do Pandemonium?
– Przypadkiem. Akurat przeprowadziłam się do Gdańska. Po dwóch tygodniach przyszedł mój chłopak i oznajmił, że mam iść do Pandemonium, bo jestem umówiona w sprawie pracy. Poszłam i zostałam!

Z Pandemonium współpracujesz również przy organizacji Tattoo Konwentu. Czy teraz, po twoim odejściu ze studia, będziesz nadal współpracować przy organizacji imprezy?
– Jedyną osobą z Pandemonium organizującą Tattoo Konwent jest Adam. Marcin i Mateusz nie są związani ze studiem. Mateusz to mój partner życiowy, a Adasia i Marcina uwielbiam, więc zawsze mogą liczyć na moją pomoc. W tej kwestii nic się nie zmieniło.

Wśród twoich prac dużo jest kolorowych rysunkowych tatuaży, ale są też prace mroczniejsze, bardziej krwawe. Jakie wzory lubisz tatuować najbardziej? Zmierzasz w stronę jakiegoś konkretnego stylu?
– Uwielbiam pracować kolorami. Lubię śmieszne kreskówki, ale zdecydowanie preferuję, jak to nazwałaś, krwawe, mroczne prace. Chyba w tę stronę najbardziej się kieruję. Chociaż nie zamierzam zamknąć się w jednym stylu. Cały czas się uczę, zmieniam i moje preferencje też się zmieniają.

Zajmujesz się też skaryfikacjami.
– Zajęłam się nimi jakiś rok temu. Zawsze mnie fascynowały tatuaże bliznowe i wszelkie modyfikacje ciała. Gdybym nie była takim cykorem, miałabym ich mnóstwo. Jak miałam 18 lat, kupiłam sobie skrzyneczkę pełną różnych skalpeli. Wydalam na nią cała kasę i marzyłam, że kiedyś będę  nimi ozdabiała ludzkie ciała. Mam ją do teraz.

Planujesz rozwijać się w bod mod?
– Owszem! Niedługo będę robiła dziewczynie elfie uszy. Myślę, że na tym się nie skończy.

Rozmawiała KaśkaHCT

http://www.facebook.com/pages/dorototattoo

Tatuaż - Dorota Jarecka

Tatuaż - Dorota Jarecka Tatuaż - Dorota Jarecka
 Tatuaż - Dorota Jarecka  Tatuaż - Dorota Jarecka  Tatuaż - Dorota Jarecka
 Tatuaż - Dorota Jarecka  Tatuaż - Dorota Jarecka  Tatuaż - Dorota Jarecka
 Tatuaż - Dorota Jarecka  

Tatuaż - Dorota Jarecka
 Tatuaż - Dorota Jarecka
   Tatuaż - Dorota Jarecka  

  {googleAds}