Empty Playground – muzyka pełna mroku

Pin It

W marcu ukazała się płyta zespołu Empty Playground – “Under Dead Skin”. Kapela łączy w sobie metal z elektronicznymi beatami i hardcorowym brzmieniem oraz takimi wstawkami jak skrzypienie drzwi czy bzyczenie much. Wokalista kapeli dba, by mroczna muzyka, którą tworzą, przekładała się również na image zespołu. Przed koncertami wbija sobie w przedramiona igły, by wyjąć je na scenie i zalewać się krwią, tzw. play piercing. Na co dzień Swampthing jest piercerem, a od listopada 2009 prowadzi swoje drugie już studio – Swamp Ink Tattoo w Świnoujściu. We wrześniu kapela rusza w trasę promujący nowy album.


Wasza płyta nie jest typowo metalowa. Udaje Wam się łączyć wiele stylów. To chyba niełatwe zadanie?
Swampthing: Pierwszyzny kawałek jaki zrobiliśmy wspólnie z Thomem był połączeniem sampli z Hellraisera oraz patern i gitar które wcześniej złożył Thom. Tak powstał pierwszy kawałek i tak do tej pory powstają inne.

Jak i kiedy zaczęliście przygodę z Empty Playground?
– EP założyliśmy razem z Thomem. Na studiach mieszkaliśmy wspólnie przez jakiś okres. W tym okresie powstały pierwsze kawałki. Potem ja wyjechałem do USA po sampler, a Thom złożył band do kupy. Od tamtej pory gramy w niezmienionym składzie: Thom – psycho porno, Hajlig – hater, Jary – agresor, Dave – ckm, Swampthing – psycho dad. Jary doszedł na końcu. Wcześniej na gitarze grał Vandal.

Swoją muzykę określacie mianem połączenia metalu z horrorem. Czym jest dla Was styl horror metal?
– Wiele kapel można określić tym mianem, na przykład Misfits i Psycho Cyborg, Necrophagie i Roba Zombiego – w każdej z tych kapel horror odnosi się do czegoś innego. My poniekąd łączymy w sobie wszystkie te kapele do kupy.

W kawałkach słychać charakterystyczne wstawki z horrorów.
– Na naszej płycie znajdziesz różne dźwięki z różnych filmów grozy mniej i bardziej znanych. Na samym początku były to filmy na których się wychowaliśmy, Thom uwielbiał “Nightmare on Elm Street”, ja “Hellraisera”. Potem dołączyły takie smaczki jak “Return of the living dead”, “Dracula”, “House of 1000 corpses” i wiele innych.

Jakie są inne źródła swoich muzycznych inspiracji, poza horrorami?
– Róże dziwne rzeczy. To co nas przekonało z Thomem do wspólnego grania to zamiłowanie do takich kapel jak Aphextween Prodigy, Rob Zombie, NIN. Ja osobiści słucham różnych rzeczy. Ostatnio magluje stara płytkę polskiego Profanum. Kawałek ”Descent into Medieval Darkness” jest pełen piekła.

Charakteryzuje Was nie tylko oryginalny styl muzyczny, ale również odpowiedni image. Sesja zdjęciowa do nowej płyty to opuszczony zakład psychiatryczny, zakrwawione twarze pełne strupów i ran, kaftany bezpieczeństwa, zimne ściany wyłożone płytkami. Miało być krwawo, przerażająco i tajemniczo?
– Szukaliśmy miejsca na sesję do płyty i kiedyś jeden z naszych znajomych wygrzebał gdzieś stronkę Owińska i mi ja przesłał. Od razu wiedziałem, ze to miejsce dla nas. Naprawdę czuć tam śmierć. Miejscówka jest klimatyczna, a nasza sesja zdjęciowa krwawą stała się dzięki doskonałemu poznańskiemu charakteryzatorowi Grześkowi Gawrysiukowi.

Często wychodzisz na scenę z przekłutym specjalnie na tę okazję ciałem. To element Twojego image’u czy może pomaga Ci to w jakiś sposób podczas koncertu?
– Play Piercing to w jakimś stopniu współczesny fakiryzm. Łączy on w sobie estetykę, sztukę, no i ból. Ja wychodzę na scenę z przebitymi przedramionami na kształt black metalowych pieszczoch. Efekt jest miażdżący. Szczególnie kiedy wyjmuję igły z ciała i zalewam sie krwią!

Ile najwięcej igieł wbiłeś w swoje ciało? Słyszałam o 200…
– To było chyba na koncercie z frontsajdami. 200 igieł to jest nic. Jakbym miał czas, wbiłbym ich więcej.

Ktoś ci pomaga we wbijaniu tych igieł?
– Współpracuje przy tych zabiegach z Blaszakiem z Poznania, który zna się na rzeczy. Wcześniej pomagał mi xronix. W pewnym stopniu rozpocząłem w podziemiu modę. Sam przebijam przed koncertem Michała z Strandhoog.

Lubisz przekłuwanie ciała, to może próbowałeś również kiedyś podwieszania?
– Robiłem już kilka przymiarek do tego tematu. Jestem bardziej niż pewny, że niebawem zawisnę na hakach.

Jako jedyny z kapeli masz widoczne tatuaże. Czy one coś dla Ciebie znaczą czy są po prostu ozdobą?
– Od kiedy skończyłem siedem lat wiedziałem, że będę nosił na sobie tatuaże na sobie. Tatuaż jest dla mnie krótkim zapiskiem życia, który postanawiasz zachować na zawsze. Dla jednych będzie to ulubiona postać z horroru, dla innych imię córki, dla jeszcze innych trybalista. Moje tatuaże to historia.

Jak wygląda ta historia? Gdzie się tatuowałeś?
– Zacząłem się tatuować, jak miałem 16 lat. Pierwszy tatuaż zrobiłem sobie u Gonza w Szczecinie. Pamiętam, że musiałem sprzedać swoją ramoneskę, żeby móc za niego zapłacić. Potem na moim ciele wykluło się parę prac nieudaczników. Potem przez około pięć lat tatuowałem się w swoim pierwszym studio w Poznaniu. A teraz tatuuję się u Egona w Swamp Ink Tattoo, moim drugim studiu w Świnoujściu.

A czym ty zajmujesz się w swoim studiu?
– Głównie piercingiem oraz całością od strony formalnej prowadzenia studia. Organizuję również kursy piercingu. W powie lipca odbędzie się jeden z nich, na który serdecznie zapraszam zainteresowanych.

Czy twoim zdaniem tatuaże i ciężka muzyka mają na siebie wzajemny wpływ?
– Bez dwóch zdań. Muzyka tak samo jak tatuaż jest sztuką, która się nawzajem przenika. Metalowcy tatuują i sa tatuowani. Tak było, jest i będzie.

Pytała Kaśka

Więcej: Empty Playground

{googleAds}
<script type=”text/javascript”><!–
google_ad_client = „pub-8321618055603731”;
/* 468×60, utworzono 09-01-18 */
google_ad_slot = „7635850052”;
google_ad_width = 468;
google_ad_height = 60;
//–>
</script>
<script type=”text/javascript”
src=”http://pagead2.googlesyndication.com/pagead/show_ads.js”>
</script>
{/googleAds}     

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *