Grecka cykada nad polskim morzem

Pin It

26 lipca na polskiej mapie studiów tatuażu, pojawiło się nowe miejsce – Tattoo Cykada Parlour. Miejsce szczególne, bo założone przez dwóch świetnych (i niezwykle sympatycznych 🙂 tatuatorów, którzy przez wiele lat szlifowali swoje umiejętności w zagranicznych studiach – Wojciecha Janiszewskiego (Zappę) i Jaromira Mucowskiego (Sida). Postanowili wrócić do kraju i założyć przytulne studio na uboczu w otoczeniu mew i dzików, z dala od ruchliwych ulic i przypadkowych klientów.
Wywiad z Zappą, który prezentujemy poniżej, jest jedynie przystawką przed daniem głównym, które zaserwujemy już niedługo. Wtedy pojawi się dłuższy wywiad z Sidem i Zappą. Chłopki opowiedzą nie tylko o  tatuażu, ale też o anarchii, zamiłowaniu do prac budowlano-wykończeniowych i domu na wsi.
Póki co zapraszamy do poczytania o studiu Cykada.


Kiedy i jak narodził się pomysł otwarcia studia w Polsce?

Zappa: Pomysł kiełkował w naszych głowach już od dłuższego czasu. Mnie męczył brak własnego studia, w którym miałbym miejsce do rysowania, fotografowania i komfortowy pokój do tatuowania. Sid też był już zmęczony wiecznym przemieszczaniem się od studia do studia. Poza tym podświadomie dążyliśmy do tego, żeby zacząć w końcu razem pracować. Tym bardziej, że obaj mamy głowy pełne pomysłów… Być może nie zawsze mądrych, ale Otwarcie studiazawsze pomysłów 😉
Podczas pobytu w Grecji na ateńskiej ulicy tropiliśmy źródło hałaśliwego cykania. Cykady cykają tak jak maszynki do tatuowania. Wtedy jeszcze nic się nie skrystalizowało, ale zgadaliśmy się, że obaj mamy ochotę na współpracę. Pierwszym prototypem Cykady było drukowanie koszulek z wzorami naszymi i znajomych tatuatorów.
Do konkretów przeszliśmy w maju roku 2009. Mieliśmy to szczęście, że pracowaliśmy razem w berlińskim studiu Nightliner. Dzięki temu mogliśmy spędzać dużo czasu na planowaniu tego, co chcemy i jak chcemy robić. Przede wszystkim po latach spędzonych w różnych studiach mieliśmy sprecyzowaną wizję przyszłego miejsca pracy. Poprzeczkę postawiliśmy sobie wysoko. I właściwie można powiedzieć, że kompletną wizję studia – wystrój, logistykę, sposób jego funkcjonowania – mieliśmy przygotowaną już od roku. Lądując z znienacka w Sopocie – musieliśmy znaleźć tylko pasujący do naszej wizji lokal.

Czemu akurat Sopot? I czemu przytulny lokal na uboczu a nie studio w centrum miasta?

StudioWłaściwie to nie wiedzieliśmy, gdzie osiądziemy na stałe. Z grubsza założyliśmy, że  chcemy studio tam, gdzie są  mewy, morze  i plaża. Padło na Trójmiasto. Piękne miejsce z fajną historią. Dokładnie o lokalizacji zadecydował wolny lokal – taki pasujący do naszych planów. Znajdował się właśnie w Sopocie. Niedaleko od plaży… Mewy na dachu… No i gołębie, ale też chciwe i żarłoczne jak mewy. I srają tak samo.
Zależało nam na lokalu, który jest położony z dala od głównej ulicy, gdzie raczej trzeba nas szukać. Doświadczenia wyniesione z Nightlinera (gdzie czasami przez studio przewijało się ponad stu klientów, którymi trzeba było się zaopiekować, poradzić i zrobić kawy, z czego po tatuaż wracała jedna osoba), nauczyły nas, że lepiej, żeby do studia docierali tylko ci, którym naprawdę zależy na naszym stylu. To jest też wygodniejsze dla klienta, który jest aktualnie tatuowany – nie trzeba robić przerw na rozmowę z wizytującymi. Każda przerwa w tatuowaniu i ponowny powrót do pracy, to dla klienta prawdziwa tortura.
Mieliśmy do wyboru albo lokal w centrum Gdańska przy ruchliwej ulicy, albo właśnie naszą twierdzę. Do tego w Sopocie możemy mieszkać razem, co w początkowej fazie rozruchu studia jest bardzo pomocne. Chociaż my i tak właściwie cały czas pracujemy.

Ale koszulek już nie robicie?

Koszulki to był niezły pomysł, ale jakoś się to zbiegło z naszą wyprowadzką z Berlina i projekt się rozmył. Do tego kilka innych firm zaczęło robić podobne rzeczy i zostaliśmy w tyle. Raczej bez żadnych szans na sukces. Teraz mamy nowy pomysł! Malujemy deski! Jako alternatywa do obecnego trendu malowania desek skatowych, my malujemy deski do krojenia chleba. Pomysł pierwotnie miał polegać na malowaniu desek do prasowania, ale te do krojenia są bardziej poręczne, mniejsze i dzięki temu tańsze do  pomalowania.

Wasz lokal jest dość duży. Zamierzacie powiększać załogę studia?

Tak, docelowo zamierzamy powiększyć załogę. Dlatego szukaliśmy większego lokalu. Mamy nadzieję, że w studiu będzie tyle pracy, że starczy jej dla naszego nowego współpracownika, którego nadal szukamy. Chętnych prosimy o wysyłanie portfolio na nasze maile, które znajdują się na stronie. Do tego regularnie zamierzamy zapraszać tatuatorów, którzy będą pracować u nas na gościnnych występach. W studiu jest nawet specjalny pokój przygotowany dla zaproszonego gościa. W planach jest ich wielu. Obecnie prowadzimy rozmowy z kilkoma osobami. Jak na razie zadeklarowali się i mają  już ustalone terminy – Myśków, Daveee oraz Tofi. Mam nadzieję, że lista będzie się zwiększała i wymiana tatuatorów będzie intensywna. Z Myśkowem znamy się już kilka lat. Jest zakręconym, młodym talentem i myślę, że  nasza wpółpraca zaowocuje jakimś fajnym pomysłem.
Wydaje mi się, że dzięki naszemu doświadczeniu mamy coś do zaoferowania ludziom, którzy nas odwiedzają. Jednak to działa też w drugą stronę. Sami możemy się uczyć od innych. Każdy tatuator ma swoje patenty i rozwiązania, które polepszają proces tatuowania. Z chęcią popodglądamy, jak pracują inni – na spokojnie, w przeciwieństwie do konwencji, gdzie nie ma na nic czasu.

 

www.cykada.org

Studio Cykada

Podgórna 1

81-811 Sopot

czynne: poniedziałek – niedziela od 11 do 18

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *