Skontaktuj się z nami!       Studio, Sklep: 534 797 224       Wytwórnia, Portal: 692 703 463 

„Jedenastki” zawsze pozostaną „Jedenastkami”


Pin It

12 lat na scenie, siedem nagranych płyt, setki koncertów w kraju i za granicą. 1125 to ikona polskiego hardcora. Właśnie trwają ostatnie przygotowania nowej płyty „For When Tomorrow Comes”, która ukaże się nakładem Spook Records. Premiera planowana jest na 13 grudnia.

O przeszłości, nowym materiale, jedności na scenie i fenomenie Złotowa rozmawiamy z Szymonem Wolnym, członkiem kapeli 1125 i organizatorem letniego festiwalu Open Air. W odpowiedziach wspomagał go czasem perkusista 1125 – Krzysztof Sokołowski.

 

Jesteście na hardcorowej scenie już 12 lat. Jak scena kształtowała się przez te lata?

Szymon: Tak, czas leci… A różnice między tym co było 12 lat temu a tym, co jest teraz są dosyć spore. Przede wszystkim zmienił się dostęp do muzyki. Kiedyś naprawdę trzeba było mocno się kombinować, żeby ją zdobyć. Teraz już takiego problemu nie ma. Wtedy ludzie bardziej osobiście podchodzili do całej sceny i byli mocniej zaangażowani w jej tworzenie. Nie było rywalizacji między zespołami i każdy się wspierał. Nie było toczenia bojów forumowych o sens sceny hc czy hc/punk, o znaczenie tych słów. Większość skupiała się na tworzeniu niż na samym dyskutowaniu. Teraz muzyka mocno ewoluowała. Powstało wiele podobnych nurtów w danym gatunku, a także moda na lansowanie własnej osoby czy zespołu. Media odgrywają teraz większą rolę, przez co niektóre kapele tracą własną tożsamość. Z drugiej jednak strony teraz jest dużo łatwiej trafić do szerszej publiczności. Dużo łatwiej ściągnąć np. zespoły z zagranicy, bo nie trzeba do nich pisać listów…

Jak przez te lata zmieniała się wasza muzyka? Czym różni się 1125 z 1997 roku, z 2002 r. i z 2008 r.?

Krzysztof: Kiedy zaczynaliśmy grać, dostęp do muzyki hc i hc/punk był dość ograniczony. Powszechnie dostępny internet w ogóle nie istniał, a kasety albo płyty z muzyką hc dostępne były tylko w podziemiu. Po płyty trzeba było jeździć do Niemiec albo liczyć, że ktoś mieszkający na Zachodzie coś przywiezie. Wiadomo, nikt z nas „hardkora” nie wymyślił, więc żeby robić muzykę, musieliśmy się czymś inspirować. Pierwszy materiał z 1997 roku powstał pod wpływem kapel, których wtedy słuchaliśmy. Na pewno był to Madball, Sick of it All, Integrity, szwedzkie Raised Fist, Witchin Reach oraz nasze rodzime bandy takie jak Reżim i Rejestracja. Wtedy utwory robił Misiu i materiał był zlepkiem tego, na czym on się wychował i czego słuchał. Później dostęp do muzyki się zwiększył, zaczęliśmy słuchać coraz większej ilości kapel. O ile pierwsza płyta to taki hc/punk, to następne są już bardziej jednorodne, utrzymane w hardkorowej stylistyce. Myślę, że w latach 1999 – 2002 duży wpływ miały na nas takie kapele jak Blood For Blood, Hatebreed, Kickback i dużo szwedzkich zespołów, m. in. Misconduct, Burst, Witchin Reach czy 59 Times the Pain. Później, przy pracy nad płytą „Next War” trochę ulegliśmy wpływom metalu, co było wtedy charakterystyczne dla wielu kapel hc. Obecnie dużą inspiracją dla nas są kapele z Finlandii, przede wszystkim Cutdown, Down My Throat i Breamgod. Poza tym: Terror, Since the Flood, Full Blown Chaos, First Blood. Duży wpływ na naszą twórczość mają także zespoły, których aktualnie słuchamy. Cały czas rozwijamy się i muzyka staje się coraz bardziej urozmaicona, a kompozycje są bardziej przemyślane i rozbudowane. Oczywiście wszystko pozostaje w stylistyce hardkorowej i na pewno nie będziemy robić 10-minutowych kawałków z pięcioma solówkami w środku.

Wcześniej sporo jeździliście na zagraniczne koncerty. Teraz gracie głównie w Polsce. Czemu?

Szymon: Faktycznie, zagraliśmy kilka koncertów za granicą, jednak w większości graliśmy w Polsce. Nigdy nie było tak, że więcej graliśmy zagranicą. Na razie też nie mamy nic zaplanowanego, ponieważ skupiliśmy się na robieniu materiału na nową płytą. Dlatego od kilku miesięcy nie gramy w ogóle koncertów. Dostaliśmy propozycję zagrania w Rosji i Wielkiej Brytanii, ale termin nie jest jeszcze sprecyzowany. Na pewno po nagraniu planujemy zagrać trasę po Polsce promującą naszą nową płytę. W przyszłym roku natomiast chcemy pojechać na małą trasę po Europie, odwiedzić kilka krajów. Na pewno pojawimy się w Anglii, Niemczech i Holandii. Być może dojdą kolejne miejsca, bo jest spore zainteresowanie naszym zespołem. Bardzo nas to cieszy.


Jaki będzie nowy materiał?

Szymon: Przy każdej naszej produkcji towarzyszą nam różne inspiracje muzyczne, dlatego ta płyta na pewno też będzie się różnić od poprzednich. Mam nadzieję, że uda nam się wnieść do naszej muzyki trochę świeżości, troszkę innych pomysłów. Ale „Jedenastki” nadal pozostaną „Jedenastkami”. Nie zmienimy naszego stylu w jakiś znaczący sposób. Wracamy do polskojęzycznej wersji, więc liczymy na dobry odbiór naszej muzyki.

Co do języka: wcześniej wasze teksty były głównie po polsku. Ostatnio coraz więcej śpiewaliście po angielsku. Czy uważacie, że hardcore lepiej brzmi po angielsku niż po polsku? Czy język ma w ogóle wpływ na brzmienie hardcora?

Szymon: To, że najnowsza płyta będzie po polsku, to była nasza decyzja. Nikt nas do tego nie namawiał. Chociaż Wróbel ma podobno problemy z ułożeniem tekstów po polsku. Po płycie „Nieugięci” zaczęliśmy śpiewać po angielsku, bo wydawcy cisnęli, że na zachodzie płyty nagranej po polsku nie można dobrze sprzedać. Poza tym nie ma się co oszukiwać. Hardcore najlepiej brzmi po angielsku. Był taki pomysł, żeby nagrywać płyty w dwóch wersjach: po polsku i angielsku , nigdy jednak nie było na to w studiu wystarczająco czasu. Na pewno wpływ na naszą decyzję miała również publika. Zauważyliśmy, że kawałki śpiewane po polsku lepiej „wchodzą” na koncertach. Poza tym najbardziej znane nasze kawałki są śpiewane właśnie po polsku.

Wydaliście pięć płyt i dwa splity w trzech wytwórniach: Pasażer, Shing, DFF. Najnowsza płyta ukaże się nakładem Spook Records. Czemu ciągle zmieniacie wytwórnie?

Szymon: Tak to bywa w naszych polskich warunkach. Ciężko jest nam znaleźć odpowiedzialną osobę, która sprostałaby naszym niewygórowanym wymaganiom. Współpraca kończy się, kiedy wydawca próbuje nas wydymać na kasę bądź zaczyna nam sugerować co grać, by nasza muzyka się sprzedała. Nie tędy droga!!! Podczas współpracy z Pasażerem, Shingiem czy DFF wszystko na początku układało się super, ale po wydaniu płyty zawsze zaczynało się psuć. Brak zainteresowania promocją, robieniem koszulek itd. Nie może być tak, że jedziemy na trasę, a wydawca nie przysyła nam płyt i koszulek i w żaden sposób nie można się z nim skontaktować. Tak było z płytą „Next War” wydaną w DFF Records. Dostaliśmy 100 sztuk płyt, które zostały szybko sprzedane, a nowych już się nie doczekaliśmy. Doszło do sytuacji, że Adam zamówił sobie tę płytę w internecie! Wydawca musi być zainteresowany promocją zespołu i wspomagać go. Jeżeli tego nie ma, to niestety trzeba się rozstać. Ze Spook Records współpracujemy już od jakiegoś czasu i wszystko dobrze się układa. Dlatego postanowiliśmy nowy materiał wydać właśnie w tej wytwórni. Mamy nadzieję, że to będzie nasz ostatnim wydawca i że nasza współpraca ułoży się w sensownym kierunku.

Część płyt nagraliście w dobrych, zagranicznych studiach, co bez wątpienia miało wpływ na odbiór waszej muzyki. Co sądzicie o polskich studiach? Jest gdzie nagrywać? Jak bardzo różnią się poziomem od zagranicznych?

Szymon: Kiedy zaczynaliśmy grać, w Polsce praktycznie nie było dobrego studia do nagrywania muzyki hardcore. Nie było osób, które potrafiły nagrywać taką muzykę. Dlatego dwie płyty nagraliśmy w Szwecji u „specjalisty” od nagrywania hardkora – Mieszka Talarczyka. Na szczęście ta sytuacja się zmieniła. Teraz i w Polsce można znaleźć dobre studio. Niestety, nadal jest słabo ze specami od dobrego masteringu, ale mam nadzieję, że znajdą się ludzie z „dobrym uchem”. Płytę „Next War” nagraliśmy w renomowanym studiu Hertz w Białymstoku, znanym głównie wśród kapel metalowych. Jesteśmy zadowoleni z jakości. Jedynie właśnie mastering mógłby być lepszy. Potem znaleźliśmy studio blisko Złotowa (ok. 20 kilometrów) i właśnie tam nagraliśmy „Victims of Forgetting”.Tam też powstanie nasza następna płyta.

Często poruszacie w waszych tekstach temat jedności. Czy jedność istnieje na polskiej scenie hc?

Krzysztof: To zależy co się rozumie przez słowo „jedność”. Na pewno nigdy nie będzie tak, że będzie jedność absolutna – wszyscy będą ze wszystkimi trzymali i będzie super. To niemożliwe, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto lubi mieszać i skłócać innych. Dlatego jedności na całej scenie hc na pewno nigdy nie będzie. Ale myślę, że z biegiem czasu zmieniliśmy podejście do tej kwestii. Na pewno nie będziemy na siłę albo na pokaz namawiać, żebyśmy wszyscy tworzyli jedną hardkorową rodzinę. Jak ktoś chce z nami trzymać a my z nim, to jest ok. A jak nie, nikt na siłę nie będzie się z nikim przyjaźnił.

Szymon: Dokładnie. Czarne owce zawsze będą się pojawiać na naszej scenie i psuć to, co inni próbują budować. Często też będą wbijać nóż w plecy w najmniej spodziewanym momencie, nawet własnym znajomym. Scena zawsze będzie się dzielić na tych, którzy próbują się jednoczyć, którzy próbują coś stworzyć i na tych, którzy są na scenie zupełnie przypadkowo.

Z jakim przekazem chcecie trafić do słuchaczy? Co jest dla was najważniejsze?

Szymon: Co do naszych tekstów, to na pewno „Jedenastki” nie mają jakiejś misji do spełnienia i nie chcemy do niczego namawiać ludzi. Może to nie jest jakieś odkrywcze, ale poruszamy tematy dotyczące naszego życia. Każdy może znaleźć w nich coś dla siebie, bo z takimi samymi problemami spotyka się na co dzień. Miło jest później usłyszeć, że ktoś włącza jakiś nasz kawałek zawsze, kiedy ma problem i ta muzyka mu pomaga. Chodzi o to, żeby zawsze walczyć z przeciwnościami losu i nigdy się nie poddawać.

Na waszej oficjalnej stronie czytamy: „Zespół powstał jakieś dwa i pół roku temu…”. Aktualizujecie w ogóle swoją stronę?

Szymon: Hehehehe! Tamta strona została stworzona przez gościa, z którym nie mamy teraz żadnego kontaktu, dlatego brak tam aktualizacji. Nasza nowa strona powstała na popularnym już serwisie Myspace – www.myspace.com/1125hc. Staramy się ją na bieżąco aktualizować.

Szymon, grasz w kapeli, organizujesz koncerty, Open Air, przegląd młodych kapel. Czy nie uważasz, że na polskiej scenie hc jest za mało takich zaangażowanych osób? Jak w ogóle oceniasz polska scenę hc?

Szymon: Stanowczo za mało jest na naszej scenie bezinteresownie zaangażowanych ludzi. To nie oznacza jednak, że w ogóle ich nie ma. Brakuje jednak osób, które potrafią zmotywować do działań siebie i innych. Ludzie nie doceniają tych, którzy próbują coś robić, nawet jeśli początkowo z mizernym skutkiem. Uważam, że to jest przyczyna. Gdyby ich doceniano, zaangażowanych byłoby dużo więcej. Pamiętajmy, że wspólnymi siłami można naprawdę sporo osiągnąć. Tak jak my w Złotowie, budując scenę już od paru lat. Efekty naszej pracy zaczęło być widać dopiero po jakimś czasie. Pamiętajmy o tym!

Jak zagranicą postrzegana jest polska scena hc?

Szymon: Mamy coraz więcej dobrych zespołów, które pojawiają się na zagranicznych koncertach. Myślę, że teraz zainteresowanie naszą sceną będzie się już tylko zwiększać. Wcześniej brakowało kontaktów i wymiany między wydawcami. Teraz wszystko idzie w dobrym kierunku.

Ważnym symbolem polskiej sceny jest Złotów. W czym tkwi fenomen tego miejsca?

Szymon: Myślę, że w ludziach, którzy tu mieszkają. To oni tworzą wspaniałą atmosferę na koncertach, przychodząc na nie tłumnie i bawiąc się naprawdę dobrze przy tej muzyce. Zresztą to widać. Kto był na koncercie w Złotowie, ten wie, o czym mówię. Ta atmosfera przyciąga nie tylko ludzi z całej Polski, ale nawet zespoły z zagranicy, które słyszały o tym miejscu. Wszystkich zawsze witamy tak samo i nikogo nie faworyzujemy! Dla nas wszyscy są równi i każdego traktujemy z należytym szacunkiem.

Jak to się wszystko w waszym mieście zaczęło? Kiedy scena hc zaczęła się formować?

Szymon: Hmmm… Szczerze mówiąc, nie wiem. Odkąd pamiętam, zawsze coś się tu działo. Mnie osobiście zainspirował zespół Reżim. Misiu grał tam na basie, a później stał się jednym z założycieli 1125. To on wziął na siebie tworzenie sceny w Złotowie. Pokazał nam, jak tworzyć muzykę i jak organizować koncerty, by wszyscy byli zadowoleni. Wtedy tylko mu pomagaliśmy. Teraz sami organizujemy imprezy i pomagamy innym.

Czy dzisiaj w Złotowie powstaje dużo kapel hc?

Szymon: No dosyć sporo, bo i zainteresowanie jest duże. Ale jak wiadomo, przeważnie jest to słomiany zapał, więc większość zespołów rozpada się po kilku miesiącach. Nie mniej jednak, na dzień dzisiejszy gra tu sześć zespołów. Tworzą one muzykę od punk rocka do metalowych brzmień. Dla mnie najważniejsze jest to, że w ogóle grają. Cieszę się, kiedy młodzież sięga po instrumenty, bo przynajmniej nie sięga wtedy np. po strzykawki.

A czy jest w Złotowie jakaś scena tatuażu? Jakieś dobre studia?

Szymon: Nie zauważyłem takiego zjawiska, ale pierwsze studio tatuażu już powstało i z tego co wiem, mają powstawać następne, co mnie cieszy, bo nie będę musiał daleko jeździć…

Co z ludźmi związanymi ze sceną hc w Złotowie? Tatuują się chętnie? Widać to na ulicach miasta?

Szymon: Wytatuowanych ludzi widać w Złotowie naprawdę sporo. To oznacza, że samo podejście do zjawiska zmienia się zarówno wśród młodych ludzi, którzy się tatuują, jak również wśród starszych, którzy zaczynają akceptować tatuaże. Nie kojarzą się już tylko z więzieniem i nie trzeba być kryminalistą, by je mieć.

Hc a tatuaż… Widzisz jakieś powiązania?

Szymon: Nie tylko ja to widzę… Ludzie pojawiający się na naszej scenie chętnie się tatuują, co w ogóle mnie nie dziwi. Chętnie ozdabiają własne ciała z różnych przyczyn i z własnymi upodobaniami.

A czym są tatuaże dla Ciebie? Symbolem czy ozdobą?

Szymon: Nie mam ich zbyt wiele, bo finanse mnie troszkę ograniczają, ale z czasem na pewno wzory będą przybywać na mojej skórze. Traktuje tatuaże jako symbol i ozdobę jednocześnie. Powstają przecież w jakimś okresie mojego życia, więc zawsze będą mi przypominały o tych dobrych czasach. Nie pozwalają zapomnieć też o moich znajomych. Troszkę sentymentalnie to brzmi, ale każdy przecież robi sobie tatuaż z różnych, własnych powodów. Nie mają one nic wspólnego z modą i nie wynikają z żadnych nacisków bądź wymuszeń. Wiem, że nigdy nie zrobię sobie kolorowego tatuażu. Jakoś nie pasuje to do mojej osobowości, co nie oznacza oczywiście, że wytatuuję się cały na tzw blachę. Nigdy też nie zrobię sobie tatuażu z gazety. Wzory zawsze będą powstawać indywidualnie i projektowane będą przez moich znajomych. Tatuowało mnie dopiero czterech ludzi, ale jedno wiem już na pewno: Dawid, nasz były gitarzysta, ma pełne przyzwolenie na nanoszenie na mnie swoich wzorków, hehehe.

TVP Kultura planuje nakręcić o was dokument. To będzie film o 1125 czy o scenie w Złotowie? Jak wpadli na wasz trop?

Szymon: TVP Kultura już od jakiegoś czasu interesuje się naszą sceną. Nagrywała już kilka dobrych, polskich zespołów, głównie ich koncerty. Tak to miało wyglądać też w naszym przypadku. Na początek chodziło głównie o nagranie materiału z koncertów, by później ewentualnie przygotować materiał filmowy. Na razie realizacja pomysłu została przesunięta na następny rok, wiec musimy jeszcze trochę poczekać.

Skąd pomysł na organizację przeglądu kapel?

Szymon: Już od dwóch lat zastanawiałem się nad tym. Zainspirowały mnie młode, dobrze grające zespoły, które nie mają finansów, by nagrać własny materiał w studiu ani znajomości, by wydać płytę. Chcę to zmienić, choć trochę pomóc tym zespołom. W tym roku udało mi się pomóc Unity of Blood z Poznania. Nagrają własną płytę zupełnie za free. Celem przeglądu jest głównie promowanie młodych zespołów, pokazanie ich, by nie grali tylko i wyłącznie dla siebie.

Czym zwycięski zespół Unity Of Blood was zaskoczył? Czym się wyróżnił?

Szymon: Mnie osobiście zaskoczyli swoim rozwojem, który obserwuję już od dobrych kilku miesięcy, determinacją i cierpliwością oraz pomysłami na muzykę. Przede wszystkim jednak zaskoczył mnie wokalista, który zrobił największe postępy. Przed przeglądem myślałem, że wygra inny zespół, ale ich występ nie pozostawił złudzeń, kto jest najlepiej przygotowany.

Z 30 przysłanych nagrań wybraliście osiem najlepszych. Jakie były kryteria wyboru?

Szymon: Kryteria nie były zbyt wygórowane. Przede wszystkim braliśmy pod uwagę to, czy zespół gra na przyzwoitym poziomie. Nie liczyła się jakość nagrania, bo wiemy, że te zespoły nie posiadają dobrego sprzętu. Szczerze mówiąc, wystarczyło jak zespół był zgrany. Z góry ustaliliśmy, że będziemy mogli zaprosić tylko osiem zespołów, bo tylko tyle mieliśmy czasu i realnych możliwości, by wszystko w miarę sprawnie przeprowadzić.

Na finał z ośmiu wybranych przyjechały tylko 3 kapele? Nie uważasz, że to trochę niepoważne ze strony tych kapel, które olały sprawę?

Szymon: Trochę na pewno tak, choć nie we wszystkich przypadkach. Część z tych zespołów odwołała swój przyjazd ze względów czysto osobistych. Jedna kapela miała wypadek zaraz po tym, jak wyruszyła w naszą stronę. To jestem w stanie zrozumieć, bo każdemu może się to przydarzyć. Ale nie jestem w stanie zrozumieć, kiedy zespół zna termin od dwóch miesięcy i odwołuje swój przyjazd na dzień przed koncertem, tłumacząc się brakiem urlopu. Ale nie chcę się zagłębiać w ten temat. Wierzę, że wszyscy mieli dobre chęci!

Jak oceniasz poziom, który prezentują młode kapele hc? Było w czym wybierać? Mają pomysły na robienie muzyki/ na teksty?

Szymon: Niestety, muszę stwierdzić, że poziom zespołów, które nadesłały do nas nagrania, był mocno średni. Ciężko było wybrać osiem zespołów. Nie mniej jednak wiem, że te zespoły mają w sobie duży potencjał, dużo dobrych pomysłów na tworzenie muzyki i pisanie tekstów. Choć większość z nich musi przejść jeszcze długą drogę, by to odnaleźć, by pokazać się ze swojej dobrej strony.

Kto zasiadał w finale w jury?

Szymon: W jury zasiadali moi znajomi, którzy mają na co dzień kontakt z muzyką. Ludzie, którzy bardzo dobrze orientują się w naszych polskich realiach, którzy na co dzień tworzą naszą scenę. Odpowiedzialni i obdarzeni moim zaufaniem. Po prostu spoko goście!

W zeszłym roku postanowiłeś wystartować z Open Air Festiwalem…

Szymon: Ten pomysł od zawsze siedział mi w głowie. Na koncerty, które robię w małym klubie, mogę zaprosić góra trzy dobre zespoły, bo ograniczają mnie finanse. Więc kiedy miasto postanowiło mnie wspomóc, od razu wiedziałem, co robić. Wiedziałem, że to ma być fest i dużo więcej zespołów, by ludzie mogli cieszyć się muzyką nie tylko przez trzy godziny. Pozwoliło mi to również zaprosić zespoły z daleka, o czym zawsze marzyłem.

Nie uważasz, że jest w Polsce za mało tego typu festiwali na świeżym powietrzu?

Szymon: Z całą pewnością. Ale wiem, jak długą drogę trzeba przejść, by stworzyć taki fest. By wszystko było ok, trzeba zaangażować w ten pomysł naprawdę sporą ilość osób.

W finansowaniu Open Airu pomaga ci miasto, które również włącza imprezę w obchody ekologicznego festiwalu. W Piasecznie również pomagają organizatorom władze miasta. W Krakowie np. nie ma co liczyć na taki gest miasta. Jak myślisz, skąd się to bierze, że tego typu inicjatywy są doceniane przez władze małych miasteczek, a ignorowane przez metropolie, typu Kraków czy Warszawa?

Szymon: Myślę, że w mniejszych miejscowościach władze miasta mogą dostrzec ludzi, którzy od kilku lat starają się rozwijać własne ambicje, właśnie poprzez organizowanie mniejszych koncertów. Władze większych metropolii tego nie widzą, bo jest tam dużo więcej imprez, niekoniecznie powiązanych z naszą sceną. Ja kilka lat musiałem chodzić do naszego urzędu miasta i prosić o jakąkolwiek pomoc. Zawsze byłem odsyłany z kwitkiem, aż w końcu ktoś zauważył moją działalność, mój upór i determinację. Widzieli, że doskonale sobie radzę nawet bez ich pomocy.

Jak oceniasz tegoroczny Open Air w porównaniu do pierwszej edycji imprezy? Co wypadło lepiej, co gorzej? Co trzeba poprawić, a co jest bez zarzutu?

Szymon: Tegoroczny OEF był o niebo lepszy od poprzedniego. Przede wszystkim mieliśmy do dyspozycji lepsze nagłośnienie. Udało nam się także zdobyć więcej funduszy od prywatnych sponsorów, co zaprocentowało profesjonalnym przygotowaniem zaplecza tej imprezy, a także pozwoliło ściągnąć kilka zagranicznych zespołów. Myślę, że jeżeli chodzi o przygotowanie tego festu, w tym roku postawiliśmy sobie poprzeczkę dużo wyżej. Mam nadzieję, że taka tendencja będzie nam towarzyszyć przy następnych edycjach. Chcemy się rozwijać i realizować własne marzenia, a te wiążą się z zaproszeniem dużo większej ilości zespołów z zagranicy, nie zapominając oczywiście o naszych rodzimych, też dobrze grających bandach. Chcę przypomnieć, że my nie zarabiamy na tym festiwalu, bo wszystkie fundusze uzyskane ze sprzedaży biletów trafiają na konto urzędu miasta.

Jak będzie wyglądał Open Air w kolejnych latach?

Szymon: Nie ochłonąłem jeszcze po tegorocznej edycji, ale mam już kilka pomysłów na przyszły rok. Oczywiście nie zdradzę ich tak prędko, bo wszystko będzie zależało od naszych predyspozycji finansowych i od ilości ludzi, którzy będą chcieli nam w tym pomoc.

Masz pomysły na kolejne inicjatywy?

Szymon: Moje plany na razie opierają się na przeglądzie kapel i kolejnych edycjach Open Air. Głównie na nich muszę się teraz skupić i starać się trochę podciągnąć poziom tych imprez, by zespoły chętniej korzystały z naszej pomocy, a ludzie chętniej odwiedzali nasze miasto i doskonale się bawili przy kapelach, które zaprosimy. Nie mogę też zapominać o własnym zespole!

Kaśka

(Wywiad w nieco krótszej wersji ukazał się we wrześniowym „TattooFeście”.)

KUP PŁYTY ZESPOŁU

1125

Zespół powstał w 1996 r., ale skład ustabilizował się na początku 1997 roku. Na początku kapela nazywała się Despekt. Grali wtedy na dwa wokale: z Sokołem, obecnym perkusistą 1125 i Gonzem związanym obecnie z zespołem Projekt. Na gitarze grał Szymon, Piotrek na basie a bębniarzem był sąsiad z bloku Sokoła – Jankes. W takim składzie zagrali ze 4 koncerty, pierwszy we wrześniu 1996 roku w opuszczonych pomieszczeniach po Przetwórni Owoców i Warzyw. Próby grali wtedy w małej kanciapie przy podstawówce nr 2 w Złotowie. Krzysztof Sokołowski – Sokół wspomina: – Wiadomo jak to początki w tamtych czasach trzeba było grać na Eltronach i Polmuzie. Było ciężko ale brzmienie Eltona setki a gity Aster Rock wszystkich z nóg zwalało. W 1997 roku po początkowych problemach ze sprzętem i składem zmienili nazwę na 1125. Zespół tworzyli wówczas: Rafał Wróblewski- wokal, Szymon Wolny- gitara, Dawid Gappa – gitara, Piotr Michaś – bas, Krzysztof Sokołowski – perkusja. W takim składzie, po około 6-miesięcznym okresie intensywnych prób, w lipcu 1997 nagrali w swarzędzkim studiu „Czad” swoją pierwszą płytę zatytułowaną „1125”. Przez cały okres działalności skład nie zmieniał się w znaczący sposób. Aż do 2005 r., kiedy kapelę opuścił Misiu. Obecnie 1125 tworzą: Rafał Wróblewski – wokal, Szymon Wolny – gitara, Adam Wacyk – gitara, Jacek Wieczorek – bas i Krzysztof Sokołowski – perkusja.

{googleAds}
<script type=”text/javascript”><!–
google_ad_client = „pub-8321618055603731”;
/* 468×60, utworzono 09-01-18 */
google_ad_slot = „7635850052”;
google_ad_width = 468;
google_ad_height = 60;
//–>
</script>
<script type=”text/javascript”
src=”http://pagead2.googlesyndication.com/pagead/show_ads.js”>
</script>
{/googleAds}    

Have any Question or Comment?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Kategorie