Konwencja we Wrocławiu – wywiad z organizatorami

Pin It

Takiej wiadomości nikt się raczej nie spodziewał. Pomysł z organizacją konwencji we Wrocławiu wypłynął zaledwie kilka miesięcy temu. Pierwsze plotki o imprezie pojawiły się w wakacje bieżącego roku. Minęło niecałe pół roku, a Festung Breslau Tattoo Convention nabrało realnych kształtów. Jeszcze tylko trzy tygodnie i każdy będzie się mógł przekonać na własne oczy, co to za impreza. Za organizacją wydarzenia stoi ekipa wrocławskiego studia Ultra Tattoo – Damian i Sikora.


W tym roku zaskoczyliście wszystkich informacją o konwencji we Wrocławiu. Jak długo planowaliście całe przedsięwzięcie?

Sikora: Sama myśl o organizacji konwencji pojawiła się dosyć dawno. Chyba każdy miłośnik tatuażu chciałby mieć taką imprezę w swoim mieście. Same przygotowania trwają od pół roku.

Jakimi atrakcjami chcecie przyciągnąć ludzi do Wrocławia 16 i 17 października?

Sikora: Zdecydowanie mocną stroną konwencji są goszczące u nas zespoły. Poza muzyką będzie można obejrzeć ciekawy pokaz tańców. Wystąpi grupa Kaioken Crew, od dziewięciu lat tańcząca break dance, posiadająca na swoim koncie wiele sukcesów w krajowych zawodach oraz Himavanti Tribe, którą tworzą dziewczyny tańczące w stylach American Tribal Style w formacie Fat Chance Belly Dance oraz Tribal Fusion w rozmaitych odmianach: gotyk, bałkan, fantasy, fusion z rekwizytami. Osoby kochające adrenalinę zadowoli  bungee jumping. Dla osób interesujących się modą ciekawostką może być pokaz fryzur w stylu pin up. Również miłośnicy sztuki będą mogli znaleźć coś dla siebie, ponieważ we Wrocławiu będzie gościł Czarnobyl oraz Pisa73.Nie można jednak zapominać, że główną atrakcją konwencji tatuażu powinien być sam tatuaż i artyści zajmujący się tą dziedziną. To z myślą o nich organizowana jest cała impreza. Aby rozluźnić atmosferę rywalizacji, postanowiliśmy wprowadzić element humorystyczny – „Latex Shot”, czyli zawody dla tatuatorów w strzelaniu rękawiczką na odległość, w których nagrodą główną będzie maszynka ufundowana przez firmę Workhouse.Lista wystawców cały czas się rozszerza, ale już w tym momencie wiadomo, że będzie to konwencja międzynarodowa. Oprócz uznanych artystów polskich będziemy gościć również studia z Niemiec (Global Custom Shark Tattoos), Hiszpanii (Mystic Body Art) czy Irlandii (Magic Tattoo). Trwają również rozmowy ze studiami czeskimi.

Konwencja odbędzie się w interesującym miejscu…

Sikora: W historycznej i bardzo malowniczej, obfitującej w zieleń części Wrocławia, w hali IASE sąsiadującej z Halą Stulecia oraz ogrodem zoologicznym. Osoby nie znające zbyt dobrze stolicy dolnego śląska będą mogły zwiedzić tę cząstkę miasta i odpocząć przy nowo odremontowanej pergoli oraz fontannie.

Na forach internetowych pojawiły się ataki co do nazwy imprezy. Zarzuca się wam bezsensowne zniemczenie nazwy. Skąd taki pomysł?

Sikora: Przez długi czas zastanawialiśmy się nad nazwą, jednak każda wydawała się zbyt błaha, trywialna, mało wyrazista. Chcieliśmy czegoś, co byłoby zarazem ostre, jak i odwołujące się do historii Wrocławia. Stanęło na Festung Breslau Tattoo Convention – międzynarodowej nazwie dla międzynarodowej imprezy. Odcinamy się od jakichkolwiek nazistowskich idei, ponieważ nikt z organizatorów nie ma takich przekonań. Wrocław posiada bardzo bogatą historię, o której trzeba mówić. Z niektórych faktów nie można robić tematu tabu, nie można o nich zapomnieć, aby już nigdy nie powtórzyć błędów z przeszłości. Z wrocławską konwencją wiążemy spore nadzieje. Stolica dolnego śląska, aspirująca do multikulturowej, otwartej dla każdego metropolii, znajdzie również miejsce dla miłośników tatuażu. Myślimy, że nasze przedsięwzięcie będzie kolejną cegiełką do powstania twierdzy otwartej dla wszelkiego rodzaju kulturalnych przedsięwzięć, pozwalającej swoim mieszkańcom oswoić się z różnorakimi formami wyrazu sztuki i kultury – twierdzy Wrocław.Jeżeli chodzi o zamęt na stronach internetowych, to za każdym razem znajdzie się jakiś „odważny” krzykacz, który zza klawiatury przeprowadza ataki i doszukuje się jakiegoś „ale”. Mieszkańcy Wrocławia są przyzwyczajeni do takiego określenia. Przeprowadzono tu już kilka imprez, również o charakterze antynazistowskim, przebiegających pod takim hasłem. Aby zdusić oskarżenia w zarodku, wystarczyłoby jedynie zapoznać się z programem konwencji oraz z goszczącymi na niej artystami. Jednak do tego, oprócz umiejętności szybkiego pisania na klawiaturze, niezbędna staje się umiejętność czytania ze zrozumieniem oraz myślenia i wiązania faktów. A tego widocznie niektórym osobom brakuje. Należy pamiętać, że to ludzie tworzą imprezę oraz że to oni nadają jej sens i znaczenie. Konwencja tatuażu we Wrocławiu jest imprezą promującą sztukę, skierowaną zarówno do osób szczegółowo znających ten temat, jak i dla zupełnych laików.

Nie boicie się, że w Polsce nie ma miejsca na tyle konwencji i może to wpłynąć na mniejszą frekwencję? W tym samym miesiącu jest jeszcze konwencja w Poznaniu…

Sikora: Zdecydowanie nie. Ilość konwencji organizowanych w Polsce jest odpowiedzią na ogromne zapotrzebowanie na tego typu wydarzenia. Tatuaż na przestrzeni lat wyszedł z podziemia i obecnie jest stawiany na równi z innymi formami sztuki. Ludzie potrzebują tego typu imprez, żeby się zapoznać i oswoić z tym stosunkowo nowym zjawiskiem. Dla wielu mieszkańców Wrocławia może to być pierwsza w życiu okazja do zapoznania się z taką twórczością. Organizacja dwóch konwencji w październiku okazała się zwykłym nieporozumieniem. Po prostu w tym samym czasie w dwóch głowach narodził się ten sam pomysł. Po rozmowie z organizatorem konwencji w Poznaniu stwierdziliśmy, że jednak damy radę. Oczywiście, pojawimy się również w Poznaniu, jednak tym razem bez boksu.

Kto zasiądzie w jury konkursowym waszej konwencji?

Sikora: Grzegorz Małek z Guru Tattoo we Wrocławiu, Maciej Macias Gawlikowski z Leżeć w Gdyni, Karol z Blackstar w Warszawie oraz Sebastian Gonzo Abramczuk z Tattoo Gonzo w Szczecinie.

A kto jest autorem plakatu?

Sikora: Dwie osoby związane ze studiem Ultra Tattoo – Kijanka i Beti. Chcemy zaznaczyć, że główny bohater plakatu jest bezimienny, chociaż niektórzy próbują się w nim doszukać rysów jednego z organizatorów…

Podczas konwencji zagra m.in. kapela Clon. To projekt organizatorów konwencji. Obaj w niej gracie?

Sikora: Owszem, przez kilka lat graliśmy w niej z Damianem. Jednak jak to często się zdarza w takich przypadkach, nasze drogi muzyczne w pewnym momencie się rozeszły. Jednak przyjaźń przetrwała. Damian często odwiedza nas na próbach, czasami nawet gościnnie gra na koncertach.

Jaka jest historia zespołu?

Sikora: W 1997 roku wraz z przyjacielem z podwórka, Mootim, założyłem zespół. Do tej pory stanowimy jego trwały filar. Sama nazwa zespołu ewoluowała na przestrzeni lat. W 2002 roku powstała nazwa CLoN, pod którą zespół istnieje do dziś. Zagraliśmy ok. 100 koncertów na terenie całej Polski, zarówno bardzo kameralnych, jak i dla kilkutysięcznej widowni. Możemy również pochwalić się wygraną na kilku przeglądach. Jednak przestały nas one już bawić i stanowić wartościową i ważną ocenę naszej twórczości. Być może jesteśmy już za starzy, aby rywalizować z młodzieżą. Obecny skład zespołu stanowią Mooti, Tomash, Bebes i ja. Mamy nadzieję, że współpraca nadal będzie się układać tak dobrze, jak dotychczas i zagramy jeszcze wiele koncertów.

Określacie swoją muzykę jako hardcore. Czym jest w ogóle hardcore w waszym życiu?

Sikora: Nie lubimy określania granej przez nas muzyki oraz szufladkowania jej w konkretnych kategoriach muzycznych, ponieważ nasza twórczość, podobnie jak i my sami, ewoluuje na przestrzeni lat w wyniku naszych osobistych przeżyć i doświadczeń. Generalnie, jak już jesteśmy zmuszeni do określenia rodzaju muzyki, którą wykonujemy, nazywamy ją core’n’roll. To połączenie hardcorowej jazdy i rock’n’rollowej zabawy. Hardcore jest dla nas sposobem na życie w zgodzie ze sobą, bez względu na opinie oraz narzucany odgórnie przez społeczeństwo „prawidłowy model”. To bezkompromisowość i realizacja własnych pragnień i celów, połączona z szacunkiem do drugiego człowieka. Nie ukrywamy, że wraz z wiekiem coraz trudniej jest połączyć nasz sposób na życie z przeżyciem ogólnie pojętym. Niektórzy z nas mają już rodziny, które są i zawsze będą na pierwszym miejscu, bez względu na zespół. Jednak tworzona przez nas muzyka w dalszym ciągu pozostaje świeża, szczera. Wciąż jest sposobem na wyrażenie siebie oraz przekazaniem odbiorcy naszego postrzegania świata i jego piękna.

Na waszym myspace można posłuchać tylko jednego kawałka. Ciężko po nim ocenić wasze teksty. Jakie tematy poruszacie? Co jest dla was istotne?

Sikora: Rzeczywiście w ostatnim czasie zmienił nam się skład zespołu i pojawił się nowy wokalista, Bebes. Ta rotacja spowodowała usunięcie z profilu poprzednich kawałków z damskim wokalem oraz przystąpienie do tworzenia nowych.
Jedyny dotychczas opublikowany na naszym koncie utwór jest swego rodzaju przygodą i nie odzwierciedla poruszanych przez nas problemów. Nie odzwierciedla przekazu pozostałej twórczości zespołu. Co ciekawe, powstał w czasie „pomiędzy” zrezygnowaniem z poprzedniego wokalu oraz zdecydowaniem się na nowy – gościnnie zagrał w nim nasz pierwszy wokalista, Ralf, z którym również będziemy grać na konwencji . Utwór „Sparta”, o którym mowa, powstał dla kibiców żużla. Niektórzy z nas są jego fanami. Użyliśmy w nim gotowych przyśpiewek kibicowskich. W chórkach również słychać fanów żużla.
Teksty CLoN’u są inspirowane naszymi doświadczeniami i przekonaniami. Pokazują nasz sposób postrzegania otaczającej nas rzeczywistości. Często pojawiają się takie słowa jak gniew, kłamstwo czy prawda. Teksty są pisane po polsku, aby mogły dotrzeć do jak największej liczby odbiorców. Nasza muzyka ma mocny, bezkompromisowy przekaz, corowe brzmienie z ostrym, wykrzyczanym wokalem. Tegoroczna konwencja tatuażu we Wrocławiu będzie miejscem debiutu zespołu CLoN w jego nowej odsłonie. Wówczas będzie można zapoznać się z ostrymi tekstami  oraz corowym brzmieniem, stanowiącymi kwintesencję muzyki CLoN.

Kiedy możemy się spodziewać wydania waszej płyty i jaka ona będzie?

Sikora: W planie mamy nagranie materiału składającego się z ok. 13 nowych kawałków. Zmiany w składzie zespołu opóźniły realizację nagrań. Teraz potrzebujemy czasu na „zgranie się”, jednak być może już w tym roku wejdziemy do studia. Jedyną barierą do pokonania są finanse, ale nie jest to niewykonalne. Chcemy nagrać pełnowymiarową płytę, a nie demo z trzema utworami, ponieważ już to przerabialiśmy. Powoli i z uporem, a osiągniemy cel!

Oprócz kapeli macie też studio tatuażu. W ubiegłym roku zmieniliście lokalizację na bardziej prestiżową. Odczuwacie w jakiś sposób zmianę miejsca?

Damian: Jest to pierwsza zmiana lokalizacji. Zrobiliśmy to, ponieważ znaleźliśmy lokal, o jakim zawsze marzyliśmy. Decyzja o przeprowadzce zapadła niemal natychmiastowo. Nowe studio jest położone w samym centrum Wrocławia, jednak ukryte  przed miejskim zgiełkiem i hałasem. Komfortowe, czyste i przestronne. Zmiana otoczenia wpłynęła bardzo pozytywnie na wszystkie aspekty naszej działalności, począwszy od zauważalnego zadowolenia naszych klientów, a skończywszy na naszej własnej satysfakcji, która trwa do dzisiaj. Okazując ludziom zaangażowanie i serce wkładane codziennie w te kilka godzin pracy, nie należy bać się zmian i nowych wyzwań.

Ogarniacie studio tylko we dwóch?

Damian: Przez te lata parę osób przewinęło się przez Ultra Tattoo, np. Faja, Pablo czy Cholew. Lecz od dłuższego czasu tworzymy zgrany dwuosobowy team w składzie Damian i Sikora.

Na konwencjach nie da się nie zauważyć waszej aktywności, zarówno jeżeli chodzi o ilość wystawianych prac, jak i zdobywanie nagród. Uważacie, że nagrody są tatuatorom potrzebne?

Damian: Uważam, że nie tylko nagrody powinny przyciągać tatuatorów na takie imprezy. Kiedy w latach 90. otwierałem studio, tatuowałem głównie z powodów komercyjnych. Trwało to do momentu, gdy poznałem kilku tattoo artystów, m. in. Pawła z 3rd Eye. To dzięki nim pojechałem na pierwszą konwencję. Później było już z górki. W czasie tych wyjazdów zauważyłem, że dobry tatuator to człowiek spostrzegawczy, potrafiący wyciągać wnioski ze swoich obserwacji. Konwencje tatuażu uważam za weekendowe szkółki dla ambitnych i wytrwałych kolesi. Można na nich zobaczyć, w jaki sposób pracują najlepsi, w jaki sposób posługują się maszynami –  jakby były wykonane np. z parówki, miękko i wolno czy twardo, bezlitośnie i niegasnąco… Konwencje stanowią kopalnię wiedzy tatuatorskiej i pojawiają się na 2-3 dni w danym miejscu. Czy nagrody są ważne? W pewnym stopniu na pewno tak, ponieważ dają poczucie swoistego spełnienia. Stwarzają okazję do pojawienia się na podium z ludźmi uważanymi za wyjadaczy w kwestiach trwałego zdobienia ludzkich ciał. Znalezienie się wśród „tych najlepszych” jest również nagrodą za pracę i energię wkładaną w wykonanie tatuażu. Myślę, że każda osoba wykonująca zawód związany z modyfikacjami ciała powinna regularnie wyskoczyć na jakiś event. Jest to oczywiście moja subiektywna ocena, ponieważ dla mnie jako tatuatora bardzo ważne jest to, aby tatuaż był wykonany perfekcyjnie w kwestii technicznej. Dla wielu twórców przeszkodę stanowią koszty wyjazdu oraz brak czasu. Jednak zdobycie wiedzy zawsze kosztuje, a konwencje dostarczają dodatkowo dobrej zabawy i rozrywki. Jak dla mnie bomba!

Damian, w jakim stylu tatuażu najlepiej się czujesz?

Damian: Bardzo dobre pytanie, na które nie potrafię udzielić prostej i jednoznacznej odpowiedzi. Kocham wykonywać kolorowe „dziabongi”, ale ostatnio zacząłem  jarać się konturem, począwszy od cienkiego i finezyjnego, aż po grubą, czarną, mocną krechę, która w połączeniu z dobrze położoną powierzchnią koloru lub cienia daje mega wyraźny i czytelny obraz. Poprzez moją fascynację techniką zacząłem dostrzegać piękno tatuaży oldschoolowych i cartoonowych, w których kreska nadaje kontrastu. Wykonanie tego typu prac dostarcza mi ogromnej przyjemności. Niestety rzadko mam okazję je tworzyć. Lubię również tatuaże realistyczne. W swoich pracach unikam zbędnych detali. Zdecydowanie wolę obrazy czytelne i proste od tych bardziej skomplikowanych, którym trzeba poświęcić więcej uwagi, by odkryć, co przedstawiają. Jeżeli chodzi o moje wzorce, to niezmiernie trudno mi się ukierunkować. Istnieje zbyt wiele mistrzowskich dziar i dziabatorów, aby wymienić konkretnie, kto mógłby dla mnie stanowić wzór. Chciałbym być jak Mike Patton, który na przestrzeni muzycznej zrobił wszystko i zamierza jeszcze więcej. To jest gość!. Mam nadzieję, że wystarczy mi siły i życia, żeby osiągnąć poziom, kiedy mógłbym powiedzieć wreszcie: to jest to!

Od jakiegoś czasu poszukujecie chyba tatuatora/-ki. Macie jakiś swój plan na rozwój studia?

Damian: Bardzo długo szukamy odpowiedniej osoby do zasilenia naszego szeregu. Być może mamy za wysokie wymagania… A może jesteśmy za starzy i mamy już własne przyzwyczajenia i nawyki. Dotychczas nie znaleźliśmy jeszcze kolejnego członka ekipy spod przyjaznej czaszeczki!
Przede wszystkim szukamy kogoś, kto na stałe chciałby tworzyć team stacjonarnego, stabilnego studia, jakim jest Ultra Tattoo. Kogoś, z kim żyłoby się nam dobrze zarówno na stopie zawodowej, jak i prywatnej. Musi to być osoba posiadająca dobrą technikę tatuowania, profesjonalista, od którego sam mógłbym się nauczyć nowych rzeczy. Powinna to być osoba otwarta na rodzinną i luźną atmosferę, chcąca wspólnie z nami tworzyć profesjonalne i wypasione studio tatuażu.

Pytała KaśkaHCT

Więcej:
Festung Breslau Tattoo Convention
Ultra Tattoo
CloN

{googleAds}
<script type=”text/javascript”><!–
google_ad_client = „pub-8321618055603731”;
/* 468×60, utworzono 09-01-18 */
google_ad_slot = „7635850052”;
google_ad_width = 468;
google_ad_height = 60;
//–>
</script>
<script type=”text/javascript”
src=”http://pagead2.googlesyndication.com/pagead/show_ads.js”>
</script>
{/googleAds}   

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *