Melodyjne granie The Roosters

Pin It

Jakoś tak się stało, że w naszym kochanym kraju granie melodyjnego punka nigdy nie było popularne. Wszyscy słuchali amerykańskich zespołów, jednak nic z tego na naszej scenie nie wynikało. Może to wina klimatu, jaki u nas panuje, a może przywiązanie do polskiego umpa umpa :). Jednak tamte czasy to już przeszłość. Scena melodyjnego grania coraz prężniej się rozwija. Przykładem tego jest ostatnio wydany album „Guns Up” warszawskiej grupy The Roosters.

{googleAds}
<script type=”text/javascript”><!–
google_ad_client = „pub-8321618055603731”;
/* 468×60, utworzono 09-01-18 */
google_ad_slot = „7635850052”;
google_ad_width = 468;
google_ad_height = 60;
//–>
</script>
<script type=”text/javascript”
src=”http://pagead2.googlesyndication.com/pagead/show_ads.js”>
</script>
{/googleAds} 

Jest to ich pierwsza duża płyta wydana po sześciu latach istnienia zespołu. Poniżej rozmowa z zespołem. Pierwotnie przeprowadzona była oko w oko ze wszystkimi członkami kapeli po ich krakowskim koncercie. Niestety skasowana. Tak więc chłopaki odpowiedzieli mailowo na parę pytań. W imieniu zespołu wypowiedział się perkusista, Piotrek Adamczyk. Oto efekty.

Jak udała się trasa? W Krakowie pod względem frekwencji było średnio.

Piotr Adamczyk: Trasa była dość zróżnicowana. Od super koncertów przez średnie do słabych. W Krakowie rzeczywiście było przeciętnie, ale to chyba wina tego, że całe zdarzenie miało miejsce we wtorek, czyli mało imprezowy dzień. Mimo to wypad zaliczamy do udanych. Głównie dzięki ekipie z zespołu Timmy and the Drugs, którzy towarzyszyli nam w trasie.

Widząc liczbę osób na krakowskim koncercie można odnieść wrażenie, że taka muzyka jak wasza jest w Polsce nadal mało popularna. Jednak wy gracie dość dużo koncertów, wydaliście płytę w sporej wytwórni, powstaje coraz więcej dobrych zespołów. Jak to z tym jest?

– To prawda. U nas w kraju metal czy indie są chyba popularniejsze. Sytuacja z roku na rok wydaje się jednak poprawiać. Coraz więcej zespołów wydaje płyty w wytwórniach a nie samemu, zaczynają grać trasy. Wszystko idzie chyba w dobrym kierunku. Gramy jak najwięcej się da, bo kochamy to robić i wydaje nam się, że koncert jest chyba wciąż najskuteczniejszym narzędziem promocji. A ludzi przychodzi tyle, ile pracy zostało włożonej w promocję. Niestety nie wszyscy organizatorzy, z którymi mieliśmy okazje współpracować, dostrzegają tę zależność.

Płytę dla Lou & Rocked Boys nagraliście w jednym z lepszych studiów w Polsce – Izabelin. Jak do tego doszło?

– Szukaliśmy studia które łączyłoby przyzwoitą jakość z ceną. Warszawski Serakos był zabookowany na chyba rok z góry. Po kolejnych próbach znalezienia nowego studia, wydało nam się że warto uderzyć do Izabelina. Termin nam pasował, praca przebiegała sprawnie i w dobrej atmosferze. Mimo że po osłuchaniu się z tą produkcją wiele rzeczy chętnie byśmy zmienili, to jednak nie żałujemy tej decyzji.

Odnoszę wrażenie, że muzyka na krążku jest trochę łagodniejsza, pozbawiona pazura. Na koncertach dajecie więcej czadu.

– Wynika to z dwóch rzeczy. Po pierwsze, mieliśmy ograniczony budżet. Nie mogliśmy w nieskończoność wszystkiego poprawiać, próbować różnych koncepcji brzmień i miksu. Chcieliśmy po prostu zarejestrować materiał. Drugim powodem jest to, że nie do końca mieliśmy pomysł jak osiągnąć poziom energii występu na żywo. Ciężko jest wydobyć z siebie ten sam, „live-owy” rodzaj ekspresji w studiu, gdzie podchodzi się dziesiąty raz to zaśpiewania tego samego wersu. Jednak nauczyliśmy się wiele w Izabelinie i mamy nadzieje, że następna produkcja będzie bardziej przemyślana i będzie miała więcej czadu.

Kiedy ujrzymy teledysk do jakiegoś kawałka z nowej płyty? Są już jakieś plany?

– W marcu planujemy nakręcić teledysk do pierwszego numeru z płyty – „Of Outlaws & Creepers”.

Pop punk kojarzy się komercyjnie. Wy gracie dość dużo koncertów, ale najczęściej musicie chyba do tego dokładać. Nie nudzi was to?

– Czasami jest ciężko, np. gdy jedziesz gdzieś, olewasz wszystko, a na miejscu jest dziesięć osób, bo klub nie rozwiesił plakatów. To jest dół. Jednak wydaje nam się, że jesteśmy w stanie coś osiągnąć na scenie i wciąż nikt z nas nie liczy pieniędzy, które pochłonął zespół. Gdyby nas to nudziło, pewnie byśmy dali sobie spokój. Na razie się na to nie zanosi.

Jak widzicie polską scenę melodic punk? Idzie w dobrym kierunku?

– Rozwój kapel „melodicowych” jest ogromny. Gdy przypomnimy sobie, na jakim poziomie były zespoły powiedzmy w 2005 roku, a na jakim są teraz, to widać olbrzymi progres. Chodzi tu nie tylko o kompozycje, ale też o bardziej przyziemne sprawy, jak podejście do gry czy sprzęt. Polska scena hc/punk jest jednak wciąż trochę zacofana. Popularne teraz u nas odmiany czy zespoły, miały swój prime time na zachodzie jakiś czas temu.

Jakie polskie kapele ze sceny melodic punk/hc polecilibyście naszym czytelnikom. Poza CF-ami z Krakowa. 🙂

– Przede wszystkim Timmy and the Drugs z Gdyni, których musieliśmy słuchać codziennie podczas ostatniej trasy. Grają zajebiste koncerty, mają świetnego wokalistę i swój styl. Poza tym – Maypole z Milanówka, nazwani gdzieś weteranami polskiej sceny melodicowej, z którymi też zaliczyliśmy już niejeden koncert. Warto również sprawdzić nowe zespoły takie jak np. Hands Resist z Warszawy.

Czy uważacie, że scena warszawska jest bardziej prężna niż w innych miastach?

– Nie bardzo znamy sceny w innych miastach. Fakt, w Warszawie jest sporo bandów, zwłaszcza hardcorowych. Ale czy najwięcej i najlepsze, to ciężko powiedzieć.

Rozszyfrujcie swoją nazwę, bo zwykłemu człekowi, poza laskami z wiadomej restauracji, nic nie przychodzi na myśl.

– Nie bardzo jest co rozszyfrowywać, bo nazwa nie ma jakiegoś głębszego znaczenia. No i oczywiście powstała przed otwarciem sieci restauracji Rooster w Polsce.

Macie swój profil na myspace.com. Kiedy własna strona www?

– Naszą stronę internetową miało już chyba robić z dziesięć osób, jednak wszystkie po jakimś czasie nas olewały. Pracujemy nad tym. Mamy nadzieję uruchomić ją w jak najbliższym czasie.

Na koniec całuski, pozdrowionka i inne lizanie tyłków 🙂

– Pozdrawiamy przede wszystkim wyżej wymienione kapele! Poza tym, korzystając z okazji, przypominamy, że w sklepach jest nasza debiutancka płyta „Guns Up!” która ukazała się nakładem wytwórni Lou And Rocked Boys. Do zobaczenie na koncertach!!!

Ernest

{googleAds}
<script type=”text/javascript”><!–
google_ad_client = „pub-8321618055603731”;
/* 468×60, utworzono 09-01-18 */
google_ad_slot = „7635850052”;
google_ad_width = 468;
google_ad_height = 60;
//–>
</script>
<script type=”text/javascript”
src=”http://pagead2.googlesyndication.com/pagead/show_ads.js”>
</script>
{/googleAds}  

The Roosters

Zespół powstał w 2003 roku w Warszawie. Na początku tworzyli go Bartek, Toy i Jacek. Jednak szybko do ekipy dołączył Faiver. Skład zmieniał się kilka razy. Przez pewien czas wokalistą był Oskar (V/A Team), a Jacka na bębnach zamienił na około 1,5 roku Janek (Blog 27). Podczas wiosennej trasy koncertowej w 2007 roku z zespołu odszedł Toy. Ostatecznie skład tworzą: Faiver (gitara, wokal), Bartek (gitara, wokal), Dere (bass) i Piotrek (perkusja). Na początku 2007 roku ukazała się EPka Roosters Republic wydana dzięki współpracy z Warsaw City Rockers Records. The Roosters wzorują swoje brzmienie na amerykańskim punku. Starają się jednak osiągnąć własny styl, czerpiąc z takich gatunków jak pop, ska, hardcore a nawet electro. Zespól zagrał wiele koncertów w Polsce oraz poza granicami kraju (Niemcy, Węgry, Litwa, Łotwa i Estonia). W czerwcu 2008 The Roosters nagrali debiutancki LP zatytułowany „Guns Up” i podpisali umowę z wydawnictwem Rockers Publishing. (źródło: www.myspace.com/theroosters)

{phocagallery view=category|categoryid=41| limitstart=0|limitcount=28|detail=5|displayname=1| displaydetail=1|imageshadow=shadow1}

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *