Skontaktuj się z nami!       Studio, Sklep: 534 797 224       Wytwórnia, Portal: 692 703 463 

Przedstawienie musi trwać – wywiad z Titusem z Acid Drinkers


Pin It

Już dziś podczas wiosennej odsłony Rock Metal Fest zagra w Krakowie czołówka polskiej sceny metalowej. Wśród zespołów zobaczymy między innymi zespół Acid Drinkers. Poniżej prezentujemy rozmowę basistą i wokalistą AD – Tomaszem „Titusem” Pukackim.

Czy zaczynając zabawę w metal, myślałeś o tym, żeby być kiedyś legendą sceny heavy metalowej w Polsce?
Titus:
Byłem młody, pewny siebie, bezczelny, wygadany. Byłem pewien, że tak będzie.

W maju minie 21 lat działalności Acid Drinkers. Zagraliście ogrom koncertów, wydaliście 14 płyt i ciągle macie coś do powiedzenia i energię do gry. Nie macie czasem dość grania?

– Raczej nie. Jak się pojawiają przeszkody, to całkiem zabawnie jest je pokonywać. Gdyby wszystko szło jak z płatka, to mogłoby być nudno. Zresztą każdy album jest dla nas wyzwaniem.


Patrząc teraz ze sceny na publikę, kogo widzisz? Przedstawicieli starej gwardii, którzy słuchali Was 20 lat temu i słuchają nadal czy raczej zbuntowanych małolatów?
– Ze sceny trudno jest cokolwiek zobaczyć. Światło jest tak ustawione, że widać tylko pierwszy rząd i ciężko mi powiedzieć. Dalej to już tylko ciemnia, czarna, wrzeszcząca, dzika masa. Jestem w stanie tylko określić po natężeniu głosów, czy są bardziej męskie, czy bardziej chłopięce. Wydaje mi się, że jest po połowie.
A tak na serio, to co pięć lat widzę coś w rodzaju wymiany pokoleniowej. Kilka dni temu na koncert przyszedł mężczyzna z synem i powiedział, że jak był młody, marzył, żeby zagrać przed nami jako support. A na przykład w Gdyni para fanów podziękowała mi za to, że podczas jednego z naszych koncertów zamknęli się w małym pomieszczeniu w klubie i poczęli dziecko przy kawałku “I fuck the violence”. Taki mieli plan.

Po śmierci gitarzysty podczas krakowskiego koncertu dość szybko wróciliście do grania. Łatwo było otrząsnąć się po takiej tragedii?

– Absolutnie nie było łatwo! Najprościej byłoby jednak powiesić gitarę na kołku i usiąść na dupie. W przypadku Acid Drinkers tak jednak nie jest. Freddy (z zespołu Queen – przyp. red.) powiedział kiedyś “show must go on” – przedstawienie musi iść dalej. Wydaje mi się, że to jest dobra metoda. Co mielibyśmy innego robić?

W ostatnich latach coraz mniej słychać o dobrym, gitarowym graniu. Mamy kryzys takiego grania?
– Jeśli chodzi o granie gitarowe, to raz na jakiś czas ktoś wywala je do góry nogami. W historii rock & rolla pamiętam trzy takie wydarzenia. W 1967/68 był to Jimmy Hendrix. 10 lat potem pojawił się Eddy Van Halen. Kolejne 10 lat później byli Stevie Ray i Joe Satriani. W latach 90-tych nie pamiętam, żeby ktoś taki się pojawił. Więc może rzeczywiście jest jakiś kryzys gitarowy? A może gitara ma po prostu za krótki gryf i żadnych nowych wywijasów nie da się na niej zrealizować? Paul Gilbert próbował grać solówki wiertarką… Jakoś się to nie upowszechniło. Jeśli nie pojawi się żaden nowy bóg gitary, to może faktycznie jest jakiś regres? Może rzeczywiście nic nowego nie da się wymyślić?

Nie uważasz, że kiedyś muzyka rockowa była wyrazem buntu, a dziś ociera się o komercję?

– Niewiele się tu zmieniło, to zawsze był element buntu. Jednak od kiedy ludzie zaczęli kupować płyty z rock’n’rollem nabrało to trochę komercyjności. Osobiście ciężko mi jest rozgraniczyć, co jest buntem, a co komercją. Dla części publiki rockowej teksty Sex Pistols są zbuntowane, a Malcolm McLaren stworzył zespół dla jaj i dla komercji. Z kolei płyta “Back in black” AC/DC – dla mnie absolutnie rockova, buntownicza, piękna płyta – zeszła w 40 mln egzemplarzy! Czy to jest komercja czy prawdziwy rock’n’roll? Ciężko tu znaleźć rozgraniczenie. Myślę, że to słychać po dźwiękach. Ja uwielbiam “Angel of Death” Slayera, ale też bardzo mnie rusza “Keep The Faith” Bon Jovi. Przy czym to pierwsze jest podobno niekomercyjne, a to drugie zdecydowanie komercyjne jeśli chodzi o rocka. Ale i w tym, i w tym jest potężny rockovy pazur.

Acid Drinkers dobrze odnajduje się w mediach i polskim show biznesie: liczne wywiady, obecność w telewizyjnych show, Fryderyk. Jak oceniasz oficjalną część rodzimej muzyki?

– Fryderyki bardzo mi odpowiadają, bo mogęspotkaćsięz kumplami z branż. W radiu nie wiem jak to wyglą, bo nie mam radia. A jeśchodzi o telewizyjne show, to wystęłzaledwie w dwóch takich programach. Kuba Wojewódzki robiłze mnie wariata, pijaka i narkomana. Możjestem lekko zwariowany, ale na pewno nie jestem ćani pijakiem, który zatacza sięulicami naszych pięmiast, bęąw transie. Takżnie przepadam za talk show. Nie chcęjednak tego wszystkiego oceniać. To jest częśćdziałośzespoł. Jeśzespółdziała, jest dobry, to media go chcą. Dziennikarze są ciekawi pewnych rzeczy, bo ludzie chcą się czegoś na nasz temat dowiedzieć. Media przychodzą więc do nas, żeby im to przekazać.

A może sztuki niezależnej nie powinno być w mediach, bo to nie miejsce dla niej? Może muzyka metalowa (podobnie jak hardcorowa czy punkowa) z natury rzeczy powinna być niszowa?
– O kurdę… Ciężkie pytanie… To zależy w jakich mediach. Płyta kompaktowa, płyta CD, LP czy kaseta magnetofonowa też są jakimś medium. Jeśli chodzi natomiast o to, czy taka muzyka ma się ukazywać w tv czy radiu, to nie wiem. Wali mnie to, bo nie mam radia, a całą telewizję zabrał mi mój młodszy syn.

Da się w Polsce wyżyć z gitarowego grania?
– Jak najbardziej! Niewiele jest osób, które to robią, ale się da. Nam się to udaje – bez szaleństw, basenów i willi. Chociaż najlepiej jest się wyżyć na gitarze niż wyżyć z gitary! Zdecydowanie wolę to drugie.

Po 14 płytach z AD, postanowiłeś spróbować sił w solowym projekcie. W grudniu 2009 roku ukazała się Twoja płyta. Wyżywanie się w Acid Drinkers przestało Ci wystarczać?
– Tak, zdecydowanie! A tak naprawdę, to ja mam po prostu sporo czasu. Jeśli Acid’s grają w roku 50-60 koncertów, to zostaje mi około 300 wolnych dni w roku, w które praktycznie nie mam co robić i się nudzę. A że uwielbiam grać rocka, uwielbiam występować, to korzystam z tego czasu i robię solowy zespół.

Zmieniając temat: członkowie metalowych zespołów lubią się tatuować. Widać to również po Acid Drinkers. Ty jednak tych dziar nie masz. Jaki jest Twój stosunek do tatuaży?
– Dobrze zrobiony tatuaż jest na prawdę czymś pięknym. Nie toleruję natomiast wytatuowanych kobiet. Nie wiem dlaczego… Odrzuca mnie to.
Ja się nie chciałem dziargać, bo na początku lat 90-tych była moda na tatuaże. Wszyscy zaczęli to robić. Pomyślałem, że będę bardziej oryginalny, jak nie będę się dziargał. Chociaż kusi mnie ostatnio zrobienie czegoś bardzo charakterystycznego… Ale zobaczymy! Podobno to boli! 🙂 Poza tym, to jakaś bzdura… siedzieć i dawać się kłóć igłami… 🙂 Nie wiem, być może kiedyś spróbuję, nie mówię nie. Za to moi koledzy z zespołu tatuują się regularnie i niektórym niedługo zabraknie miejsca na ciele!

Czemu wybraliście do ozdabiania swoich ciał akurat studio Jockers i Demolka?

– Przede wszystkim dlatego, że są to bardzo dobrzy fachowcy. Druga sprawa, są to nasi kumple. Jedno dodać drugie i wygląda na to, że trzeba było tam to robić! 🙂

Rozmawiała Katarzyna Ponikowska

Więcej informacji i zdjęć: www.acid-drinkers.com

{googleAds}
<script type=”text/javascript”><!–
google_ad_client = „pub-8321618055603731”;
/* 468×60, utworzono 09-01-18 */
google_ad_slot = „7635850052”;
google_ad_width = 468;
google_ad_height = 60;
//–>
</script>
<script type=”text/javascript”
src=”http://pagead2.googlesyndication.com/pagead/show_ads.js”>
</script>
{/googleAds}  

Have any Question or Comment?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Kategorie