Skontaktuj się z nami!       Studio, Sklep: 534 797 224       Wytwórnia, Portal: 692 703 463 

SusCon i Bod Mod – wywiad z SzamaNem


“W Polsce nie ma zawodu tatuatora czy piercera. Sanepid wrzuca ich do jednego worka z fryzjerami czy kosmetyczkami. Polskie prawo nie wie, jak traktować tatuaż czy kolczyk, więc tym bardziej nie ma pojęcia jak potraktować skaryfikacje, implanty czy suspension. Dopóki sami oddolnie nie stworzymy jakichś jednolitych ram i sami nie będziemy chcieli czegoś z tym zrobić, pozostanie tak, jak jest” – mówi SzamaN, twórca Altered States i organizator pierwszego polskiego SusConu, czyli Suspension Convention. Przeczytajcie co ma do powiedzenia o zbliżającej się imprezie i scenie Bod Mod w Polsce.

W czerwcu (11-13) 2010 odbędzie się trzecia doroczna edycja imprezy suspension. Tym razem potrwa trzy dni i będzie miała formę Suspension Convension. Na czym polega SusCon?
SzamaN: SusCon, czyli Suspension Convension, to nazwa utworzona przez Alena Falknera na określenie miejsca spotkań osób zainteresowanych suspension. Jest to trochę inna forma niż zwykła impreza suspensionowa. Z biegiem lat nabrała trochę głębszego znaczenia niżeli samo spotkanie czy podwieszanie. Jest to jak gdyby konwent dla osób ze środowiska Bod Mod, gdzie Suspension jest głównym aspektem. Chodzi przede wszystkim o spotkanie się w fajnej atmosferze z innymi osobami zainteresowanymi tym tematem oraz ogólnie modyfikacjami ciała;  o wymianę doświadczeń i poglądów; o zdobycie nowej wiedzy oraz podzielenie się nią z innymi. Na takich imprezach odbywają się seminaria, performance i warsztaty. Na świecie przybrało to już aspekt „platform wymiany doświadczeń”. Najbardziej znani przedstawiciele modyfikacji ciała są również mocno związani z suspension.  Na największe SusCony np. w Dallas zjeżdżają się ludzie z całego świata. Oprócz Dallas SusCon, największe tego typu imprezy na świecie to także BMEfest, BMXnet , jak i szereg innych jak np. APTPI, które już nie jest SusConem, a raczej wielką edukacyjną konwencją dla osób zajmujących się modyfikacjami ciała. Podobnie AAP convention.

GALERIA ZDJĘĆ Z II EDYCJI SUSPENSION

Impreza odbędzie się w Krakowie w tym samym czasie co konwencja tatuażu Tattoofest. W jaki sposób 3rd Annual Suspension będzie połączona z Tattoofestem?
– TF zajmuje się tatuażem, a Altered States oraz Bod Mod zajmują się , suspension, seminariami, warsztatami i modyfikacjami ciała. Zdecydowaliśmy się na współpracę, bo wydaje mi się, że obie imprezy uatrakcyjniają się wzajemnie. Poza tym nasza impreza to wbrew pozorom duże przedsięwzięcie i wszelka pomoc finansowa jak i wsparcie medialne są nam potrzebne, aby dobrze wypromować to wydarzenie. Jednak nadal są to dwie osobne imprezy i inicjatywy.
Cały czas pracujemy nad tą imprezą i chcemy, aby była jak najciekawsza. To mnóstwo ciężkiej pracy i wiele godzin poświeconych na organizację. Pracujesz codziennie przez ponad pół roku, szukasz sponsorów i patronów, aby na końcu spotkać się z ludźmi, czerpać satysfakcję z dobrze zrobionej pracy i wspólnie z nimi cieszyć się imprezą. Suspension ma w sobie coś magicznego, coś co daje ci kopa do działania i czujesz, że emocje i gigantyczne pokłady energii wiszą w powietrzu…

Jakich atrakcji możemy się spodziewać na 3rd Annual Suspension?
– Nie nazwałbym tego atrakcjami, są to raczej części tworzące całość. W tej chwili na pewno mogę zdradzić, iż będą seminaria i warsztaty dla piercerów prowadzone przez Marzenę Tkacz – II + III stopień  obejmujące m.in. piercing intymny, dermal anchor, skin diver, surface. Marzena Tkacz, pracującą na stałe w Berlinie i tam prowadząca swoje kursy, od 2003 roku była również autorką szeregu felietonów dotyczących kolczykowania w magazynie „Tatuaż, ciało i sztuka”. Były to jedne z pierwszych prasowych wzmianek na temat piercingu.
Pojawią się też oczywiście seminaria i warsztaty związane z suspension, kavadi, otwarty panel dyskusyjny na temat rytuałów przejścia i jeszcze trochę innych ciekawych inicjatyw, których jeszcze teraz zdradzić nie mogę. Informacje powinny się na bieżąco pojawiać na naszej stronie: www.alteredstates.pl.

Na imprezie znajdzie się również novum w postaci seminariów z pozyskiwania dotacji unijnych, zarządzania finansami czy direct marketing. Do kogo będę one skierowane i kto je poprowadzi?
– Skierowane są bezpośrednio do osób, które chcą założyć własny interes związany z tatuażem albo kolczykami oraz do osób, które już je prowadzą. Nie każdy tatuator musi być ekspertem od pozyskiwania dotacji UE czy zarządzania finansami i nie każdy piercer musi wiedzieć, na czym polega direct marketing i jakie plusy przyniesie on jego działalności. Nie muszą być też specjalistami od marketingu czy public relations. Seminaria będą prowadzone przez europeistów i marketingowców związanych z klimatem Bod Mod.

Czy zainteresowani będą mogli się podwieszać podczas tej imprezy?
– Tak, na pewno! Nie jest to wielka kilkunastohektarowa impreza, ale w ciągu tych trzech dni na pewno osoby zainteresowane seminariami, warsztatami jak i podwieszeniem będą miały czas, aby to zrobić. Nie ma sensu się spinać i śpieszyć. Jest to raczej spokojna, chilloutowa impreza, która toczy się własnym rytmem.

Każdy będzie mógł wejść na imprezę czy trzeba się wcześniej zapisywać?
– Na event jak zawsze ilość miejsc jest ograniczona. Trzeba się z nami skontaktować  i zarezerwować sobie miejsce. W seminarium nie będzie mogło wsiąść udziału 100 osób, bo wtedy byłoby ono bez sensu. Seminaria i warsztaty będą prowadzone w niewielkich grupach, aby były jak najbardziej efektywne. Na samo podwieszanie również nie planujemy zbytnio zwiększać ilości miejsc.
Aby wziąć udział w SusConie, nie trzeba się podwieszać, jeżeli nie ma się takiej ochoty. Tworzymy go z myślą o osobach zainteresowanych tematem, ale wiemy, że nie każdy w danej chwili ma na to ochotę. Również w seminariach z II i III stopnia oraz z dotacji, zarządzania i marketingu będzie można uczestniczyć niezależnie od tego, czy się chce podwieszać. Samo uczestnictwo w evencie bardzo dużo daje. Jednakże zapraszamy wszystkich do udziału w całej naszej imprezie. Zainteresowanych zapraszamy do kontaktu z nami.

Powstaje coraz więcej grup zajmujących się podwieszaniem i coraz więcej tego rodzaju imprez. Jak oceniasz poziom polskiej sceny Bod Mod?
– Oceniam dobrze i zawsze będę tak oceniał. Zależy jednak, co się rozumie przez pojęcie Bod Mod. Dla mnie suspension nie jest modyfikacją ciała. Jest raczej jednym z wielu aspektów modern primitives obok tatuażu, kolczykowania czy skaryfikacji.
Fajnie, że powstają nowe teamy i są organizowane imprezy zarówno w Polsce jak i na świecie –  świadczy to o tym, że coraz więcej osób się tym interesuje. Im jest nas więcej, tym lepiej!
Z tym, że jest tak samo jak w Bod Mod – mamy naprawdę dużo dobrych piercerów, którzy zaczynają pracę z innymi modyfikacjami, interesują się tematem, starają się rozwijać, nie boją się pytać i szukać wiedzy u innych. W trakcie moich zagranicznych wypadów, spotkałem trochę osób z Polski, które nie bały się pojechać np. na seminaria do Steva Hawortha i zainwestować w swoją wiedzę. Praca nad sobą i rozwój samego siebie jest najważniejszy. Dlatego tworzymy taką imprezę w Polsce.
Są jednak również osoby, które uważają się za bogów i że są najlepsi, bo robią modyfikacje od lat i nic nikomu się nie stało. Przy okazji krytykują takie akcje, bo przecież oni sami się nauczyli i im nikt nie pomagał. Chciałbym zobaczyć tych ludzi na takim seminarium, a przede wszystkim zobaczyć ich reakcje. Bod Mod jest czymś co z każdym rokiem się rozwija – pojawiają się nowe rzeczy, metody i techniki. Kiedyś Steve powiedział mi bardzo ważną rzecz: „W momencie, w którym przestajemy się rozwijać, umieramy”.

Nie uważasz, że Bod Mod i piercing jest w Polsce zaniedbany? Dziedziny te funkcjonują zwykle przy studiach tatuażu, często tylko jako dodatek.
– Polska jest nadal biednym krajem, a za naprawdę dobrą pracę i doświadczenie musisz płacić. Dobre materiały kosztują i musisz je w większości sprowadzać do Polski. Tymczasem słyszysz, że ktoś nie pójdzie do studia, bo tam kolczyk kosztuje 120 zł, a u kosmetyczki czy koleżanki kłującej w domu zapłaci połowę tego. Ci ludzie ładują się więc w coraz tańszy sprzęt, żeby zejść z cen i mieć mniejsze koszty. Sam szukałem naprawdę długo w miarę taniego i dobrego sprzętu. I im dalej szukam, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że lepiej wydać te kilkaset euro na lepszy sprzęt niż wymieniać go co chwilę. Ale setki osób nie widzą żadnej różnicy pomiędzy kolczykiem za 2 zł, a takim za 10 euro, za wyjątkiem ceny. Dlatego ciężko się utrzymać na rynku.
Idąc dalej, za granicą  np. w Niemczech, Francji czy Holandii implant to wydatek 300-500 euro, SusCon to następne 300-500, seminarium od 100 do 350 euro za jeden wykład. I nagle polski klient ma problem – skończyły się tanie modyfikacje, na implancie już nie da się zaoszczędzić jak na kolczyku. Seminaria tyle kosztują, bo wiedza jest cenna. Pewne jest jednak, że trafią na nie osoby, którym naprawdę zależy na rozwijaniu się.
Inną kwestią jest też to, że polska scena jest dosyć specyficzna – hermetyczna, broniąca w pewnym stopniu dostępu do siebie.
Dlatego samodzielnie istnieje  niewiele salonów nastawionych tylko na modyfikacje (znam jeden w Warszawie – Vienna Art). Łączą się więc one ze studiami tatuażu. Często te bardziej popularne kolczyki robią sami tatuatorzy. Nie często się zdarza, żeby ktoś szukał miejsca, gdzie może zrobić dobre skaryfikacje czy implanty. A jeśli już jest taka osoba, znika po usłyszeniu ceny.
Kolejną sprawą jest fakt, że w Polsce nie ma zawodu tatuatora czy piercera. Sanepid wrzuca ich do jednego worka z fryzjerami czy kosmetyczkami. Polskie prawo nie wie, jak traktować tatuaż czy kolczyk, więc tym bardziej nie ma pojęcia jak potraktować skaryfikacje, implanty czy suspension. Dopóki sami oddolnie nie stworzymy jakichś jednolitych ram i sami nie będziemy chcieli czegoś z tym zrobić, pozostanie tak, jak jest. Po słynnej „gwiazdkowej aferze” w Belgii liczyłem na jakąś debatę publiczną czy coś w tym stylu. Trąbiły o tym media na całym świecie. Niestety nie było żadnej reakcji ani ze strony państwowej, ani społecznej. I mimo iż z każdym rokiem jest lepiej, nadal czeka nas wszystkich dużo pracy.
Od jakiegoś czasu zastanawiam się nad prozaiczną sprawą i jedno pytanie nie daje mi spokoju, ile jest w Polsce legalnie działających salonów tattoo & piercing? Nie wiesz może?

Niestety nie wiem, ale obawiam się, że jest bardzo dużo takich, które nie działają legalnie. Wracając do tematu, w jakim kierunku twoim zdaniem zmierza polska scena BodMod?

– Nie wiem, ale pewnie w takim samym jak piercing czy tatuaż. Tak naprawdę osoby rzeczywiście zaangażowane w scenę wytyczą jej kierunek. Dla mnie jest ok. Mamy obecnie na rynku dwie gazety tatuażowe, kilka portali internetowych, coraz więcej konwencji. Pokazujemy się za granicą, promujemy Polskę  i naszych artystów. W Berlinie Anabi i Tofi zgarnęli mnóstwo nagród – to jest rewelacja!
Jednak nie jest fajnie do końca. Kiedyś ukazywała się rewelacyjna gazeta „Tatuaż – sztuka i konteksty kulturowe”, która poruszała wiele ciekawych tematów. Szkoda, że już jej nie ma, brakuje mi jej. Brakuje mi też działania w obrębie samej sceny Bod Mod oraz współpracy pomiędzy ludźmi tworzącymi scenę. W Polsce obecnie są  dwie gazety branżowe i super, że są , ale są skłócone ze sobą. Bez jaj! To jak walka Pawła i Gawła. Każdy coś pisze, więc po co wojować? Niech będzie 5 albo 15 gazet. Może wtedy zaczną się ścigać, kto zrobi lepszy materiał. Moim zdaniem, będąc bezstronnym więcej da się zrobić niż wojując z kimś. Potrzeba więcej otwartości ze strony ludzi tworzących to wszystko. Niech każdy robi swoje i nie podkopuje drugiego.

Jakiś czas temu wpadłeś na pomysł stworzenia serwisu BodMod, miejsca gdzie każdy zainteresowany tematem znajdzie niezbędne informacje. Jednym z Twoich zamierzeń było napisanie encyklopedii modyfikacji ciała. Jak idzie?
– Powoli i żmudnie. To dużo ciężkiej pracy – musisz posiedzieć nad tłumaczeniami, poszukiwaniem istniejących publikacji, korespondencji z osobami zajmującymi się tym na stałe. Spędzasz wiele godzin nad książkami i przed komputerem. Dużym utrudnieniem jest to, że mnóstwo książek jest w Polsce niedostępnych. Kosztują po kilkadziesiąt dolarów lub są dostępne tylko na portalach aukcyjnych, co znacznie utrudnia ich zdobycie, bo w ostatniej chwili przebije cię ktoś o tę przysłowiową dychę i już po książce. Czasami bywa tak, że wielu publicystów i badaczy powołuje się na siebie nawzajem, przytaczając konkretne opinie czy stwierdzenia, które i tak są już przelane przez sito oceny autora i bardzo ciężko dotrzeć do materiałów źródłowych. Czasem nadarza się okazja spotkania z konkretnym autorem, np. ostatnio Europę odwiedził V.Vale autor „RE Search: Modern Primitives”. Niestety, nie było funduszy na wyjazd, a takie okazje pojawiają się bardzo rzadko.
Zaczynając pracę nad tym portalem miałem więcej wolnego czasu niż teraz. Tak w ogóle to pracuję nad tym projektem już od kilku lat. Z biegiem czasu zmienił się też charakter tych prac. Oprócz standardowych informacji na temat np. skaryfikacji wraz z kolejnymi książkami i artykułami zacząłem sięgać coraz częściej po publikacje antropologów, socjologów i  etnologów. Pojawiły się m.in. elementy związane z religią i ich wpływem na modyfikacje czy rytuały. Na przykład na Filipinach, w Indiach czy Afryce, gdzie islam i chrześcijaństwo zostało narzucone, a religie miejscowe były tępione, można zaobserwować dwa aspekty: pierwszym jest przeniesienie rdzennych obrzędów na tło chrześcijańskie (np. na Filipinach); drugim – trwanie w niezmienionej formie pomimo wielu lat nacisków. To jest dla mnie fascynujące. Wszystko jest połączone ze sobą aspektem psychologicznym, socjologicznym, duchowym i religijnym. Zacząłem zgłębiać temat rytuałów i ich znaczenia w danej kulturze, jaką rolę pełnią, kiedy i przy jakiej okazji są wykonywane. Pojawiły się kolejne informacje i nasunęły kolejne pytania, więc sięgałem i sięgam nadal po kolejne źródła. Szkoda, że nie można wybrać się w podróż, w jaką wyruszył Lars Krutak, i samemu zweryfikować informacje, które są w książkach.
Ale prace nad encyklopedią trwają cały czas. Zachęcam też innych do jej tworzenia i dodawania nowych haseł. Ma być ona przydatne wszystkim, nie tylko mnie. To otwarty projekt, za który nikt nie pobiera opłat i każdy, kto zechce, może z niego korzystać.

Wcześniej z kilkoma osobami działałeś pod szyldem Suspension team Poland. Teraz stworzyłeś grupę Altered States Suspension. Powiedz coś o samej grupie i jej członkach.
– Altered States, czyli odmienne stany świadomości, to coś, co powstało po moim powrocie z „eurotripu”. Jest to zainspirowane moimi spotkaniami z ekipami z Francji, Niemiec czy Hiszpanii.  Altered States jako takie nie jest grupą albo jest specyficzną grupą. Polega bowiem raczej na wspólnej pracy i pasji wielu ludzi, którzy chcą coś zrobić, czegoś się nauczyć, pokazać innym swoje zainteresowania i spotkać się z kimś, kto interesuje się tymi samymi tematami. Nie skreślamy niczyich pomysłów i śmiało idziemy naprzód, robiąc to, co lubimy. Jeżeli napisze do nas ktoś, kto będzie chciał np. przeprowadzić warsztaty związane z kulturą Indian Ameryki Północnej (a nie jest to suspension) czy pokazać na czym polega fire walking (który też jest jednym z rytuałów przejścia), to czemu nie? Są to na tyle ciekawe rzeczy, związane z tym co robimy, że zbrodnią byłoby się tym nie zainteresować!

W czasie wakacji planujesz jeszcze jedną imprezę – Summer SusCon – tym razem 5-dniowy event poświęcony nie tylko rytuałom przejścia, suspension i pullingowi. Pojawią się też warsztaty z fire walking i fire show oraz seminaria dotyczące plemiennych sposobów zdobienia ciała.
– Praktycznie od samego początku wiele osób bardzo chciało podwiesić się w plenerze, m.in. ja. W tym roku pojawiło się kilka takich inicjatyw, jednodniowych, małych, kameralnych podwieszeń, które były zrobione specjalnie dla zainteresowanych osób. Przyszłoroczny plan, bo na razie jest to tylko plan, polega na swoistym urlopie/wakacjach, wybraniu się nad jezioro, wynajęciu domków, wypożyczeniu jachtu, żeglowaniu, opalaniu się, spędzeniu razem kilku chwil bez stresu, że w poniedziałek trzeba iść do pracy, a za tydzień oddać kolejne sprawozdanie. Wieczorem natomiast byłaby okazja do zrobienia wielkiego ogniska i pobawienia się na hakach. Taki swoisty rootsowy klimat, Suspension nagina czasoprzesteń. Przestajesz patrzeć na zegarek i inaczej odczuwasz upływ czasu.

 Przepytywała Kaśka

ALTERED STATES

Zobacz też:

Podwieszanie się jest jak balet – wywiad z SzamaNem

Relacja z suspension grupy Blissful Pain

Galeria zdjęć z suspension grupy Blissful Pain

 {googleAds}
<script type=”text/javascript”><!–
google_ad_client = „pub-8321618055603731”;
/* 468×60, utworzono 09-01-18 */
google_ad_slot = „7635850052”;
google_ad_width = 468;
google_ad_height = 60;
//–>
</script>
<script type=”text/javascript”
src=”http://pagead2.googlesyndication.com/pagead/show_ads.js”>
</script>
{/googleAds}   

 

Have any Question or Comment?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Kategorie