Skontaktuj się z nami!       Studio, Sklep: 534 797 224       Wytwórnia, Portal: 692 703 463 

Suspension promocją neoprymitywizmu


21 czerwca, w Noc Świętojańską, miała miejsce w Krakowie kameralna impreza suspension zorganizowana przez grupę Blissful Pain. Była to impreza wyjątkowa, nie tylko dlatego, że odbywała się w najdłuższy dzień w roku, ale również ze względu na klimat, jaki wytworzył się wśród zgromadzonych osób.

„Wisielcy”, którzy lądują na ziemi, często nie są w stanie opisać tego, co czuli. Nie potrafią opowiedzieć, jakie emocje, im towarzyszyły podczas „dyndania” na hakach. Nie umieją nazwać stanów, w jakich się znajdowali. Jedni schodzą z haków szczęśliwi i usatysfakcjonowani, inni zawiedzeni. Jedni dobrze się bawią, inni czują ból. Jedno jest pewne – żeby wiedzieć o co chodzi, trzeba tego spróbować. Przynajmniej takie jest zdanie większości osób podwieszających się. Tak też było tym razem. Mnóstwo emocji, czasem mniej, czasem bardziej pozytywnych, ale całościowo niezapomnianych.

Chcemy umożliwić ludziom oderwanie się od zgiełku współczesnego świata i przypomnieć o symbolach, rytuałach i przeszłości – podkreślają organizatorzy imprezy, którzy od ponad roku działają pod szyldem Blissful Pain. Tomek Rogowski, MaRTWy, od którego team wziął swój początek, zajmuje się podwieszaniem od kwietnia 2008 roku. Wraz z Szamanem z Suspension Team Poland współorganizował pierwsze w Polsce suspension, którego przygotowanie trwało kilka miesięcy. Impreza odbyła się na skłocie we Wrocławiu i trwała 2 dni, 5 i 6 czerwca 2008 r. – Podczas tego weekendu na hakach zawisły 23 osoby, głównie w pozycji suicide, ale także vertical chest, ressurection czy podwieszone za kolana. Warsztatów związanych z podwieszaniem udzielał nam znany i szanowany Håvve Fjell, założyciel grupy zajmującej się podwieszaniem – Wings Of Desire z Oslo, autor książki „Ten Years Of Pain” – wspomina MaRTWy.
Po tej imprezie MaRTWy zrezygnował z kooperacji z Szamanem i stworzył grupę Blissful Pain.
W lutym 2009 roku, tuż przed imprezą suspension w Zielonej Górze, ścisła współpracę z Tomkiem rozpoczął Przemek „Nikt” Polek. Początkowo jego pomoc miała się ograniczać do asystowania przy podwieszaniu oraz patronatu medialnego portalu bodymodifications.pl, którego Przemek jest administratorem. Szybko okazało się jednak, że z tej współpracy rozwinie się w coś więcej. I że Tomek z Przemkiem doskonale uzupełniają się wiedzą, doświadczeniem i zaangażowaniem. Udana zielonogórska impreza zaowocowała kolejnym spotkaniem, tym razem pod Wawelem.

Krakowska impreza była niezwykle kameralna. W klubie Underworld podwiesiło się tylko sześć osób. Nie było zbędnych i przypadkowych ludzi. Pojawili się tylko ci, którzy mieli się tam pojawić. Oprócz tradycyjnej pozycji suicide (podwieszenie się za plecy), były też takie podwieszenia jak superman, coma czy lotos. Niewątpliwie osobą, która najlepiej się bawiła był Kaktus, który podwieszał się w pozycji lotos. Podwieszał się jako przedostatni i z niecierpliwością czekał na swoją kolej. Jak sam przyznaje, czuł każdy wbity podczas imprezy hak, a podnoszenie z ziemi kolejnych osób przeżywał w pewnym sensie, jakby sam był podnoszony. Wiedział już, o co w tym wszystkim chodzi, bo było to jego drugie suspension. Wcześniej wisiał w pozycji krucyfiks. – Mimo iż była to dla mnie pozycja mniej bolesna, nie dawała mi takich możliwości zabawy jak lotos – wyznaje na forum bodymodifications.pl. W górę, w dół, ręce w poziomie, ręce w pionie, kręcenie się w kółko – to było dla niego za mało. Nie wahał się więc długo, kiedy Przemek zaofiarował się, że go dociąży. Kaktus jest dumny. Na sześciu hakach wbitych w jego ciała udźwignął prawie 150 kg.
Sporą wytrwałością wykazał się Morbid, który wisiał w pozycji suicide blisko pół godziny. I mógłby tak jeszcze sporo dłużej. Duże osiągnięcie, tym bardziej, że był to jego pierwszy raz. – Jak już się człowiek oswoi z myślą, że jest nad ziemią, uczucie bólu zmienia się diametralnie. Tak przynajmniej było w moim przypadku. Śmiesznie, bo na początku bałem się ruszyć rękoma, skóra z brzucha ściągnęła mi się na plecy… Ale jak już się odważyłem, było wręcz zajebiście – wspomina.

Byli też jednak tacy, którym, mimo szczerych chęci, nie udało się pokonać bólu i swojego ciała.  Jedną z tych osób była Paulina, która podwieszała się po raz drugi. Ostatnio, we Wrocławiu, jako pierwsza osoba w Polsce wykonała pozycję ressurection – podwieszenie za brzuch. Jednak reakcji ciała nigdy nie da się przewidzieć. Tym razem próbowała pozycji coma. Bardzo bała się przekłucia ud, które w praktyce okazało się nie takie straszne. Wzniosła się jednak w górę tylko na kilka sekund. Ból okazał się zbyt silny. Jak sama przyznaje nigdy w życiu nie czuła się tak bezsilna i tak zła na siebie.
Reguł w podwieszaniu nie ma. Nawet jeśli decyzja o tym, że chcemy to zrobić będzie przemyślana, nawet, jeśli dojrzejemy do tego wydarzenia fizycznie i psychicznie (albo będzie nam się tylko tak wydawać), nigdy nie będziemy wiedzieli do końca jak zareaguje nasze ciało. Liczą się jednak emocje.
– Impreza w Krakowie była wyjątkowa pod wieloma względami, ale szczególnie dlatego, że po raz pierwszy podwieszaliśmy ludzi, którzy już wcześniej mieli okazję zawisnąć na hakach. Naszą główną ideą jest promowanie neoprymitywizmu i rytuałów z nim związanych, ale też stworzenie świadomości społecznej dotyczącej dziedzictwa oraz bogactwa kulturowego powiązanego z modyfikacjami ciała i obrzędami – komentuje MaRTWy krakowską imprezę.
BP odcina się od performanców. Grupa stawia na niekomercyjny charakter imprez. Wychodząc naprzeciw stale rosnącemu zainteresowaniu podwieszaniem, team zdecydował się organizować kolejne spotkania w różnych częściach Polski. Dzięki temu chłopaki mają nadzieję jeszcze szybciej dotrzeć do wszystkich, którzy zechcą spróbować suspension. W miniony weekend spotkanie odbyło się w Gdańsku. Teraz organizatorzy zapowiadają kolejne.

Od autorki słów kilka:
Kolejna impreza suspension zaliczona. I kolejna dawka pozytywnych wrażeń. Coś jest w tych imprezach, coś jest w ludziach, którzy je organizują, coś jest we wszystkich zgromadzonych tam osobach, że wspomnienia są zawsze jak najbardziej na plus. Wydziela się chyba jakiś fluid, który jednoczy te osoby i sprawia, że imprezy stają się niezapomniane. Kluby na co dzień zwyczajne (nie obrażając Underworlda, który często stawia na alternatywne imprezy), stają się miejscem mistycznych przeżyć.
Kilka miesięcy temu suspension było dla mnie całkiem czym innym, niż jest teraz. Wcześniej to były głównie pokazy na europejskich konwencjach tatuażu. Ciekawe za pierwszy razem, ale po dwóch-trzech imprezach już nie szokują, nie intrygują i nie zachwycają. Owszem, chłopaki wbijają sobie wielkie strzykawki w policzki, przybijają takerem spinacze do ciała czy obciążają genitalia beczkami po piwie. Ale to jest zwykłe show, coś, co grupy suspension powielają na kolejnych imprezach. Dlatego te pokazy są dla mnie po prostu nudne. Nie ma tam emocji. Emocji, które w przypadku osób podwieszających się pierwszy lub drugi raz są zawsze. Ci ludzie walczą ze strachem, ze swoim ciałem, pokonują swoje słabości. I nie robią tego na pokaz! Podwieszają sie nie na scenie, gdzie wpatrzonych jest w nich tysiące czy setki oczu, ale w kameralnym gronie, w małej sali, gdzie ukochana osoba trzyma ich za rękę. (I tylko kilku fotografów zakłóca im spokój 😉
W Krakowie emocje towarzyszyły obecnym do ostatniej minuty. Ogromne znaczenie ma tu na pewno profesjonalizm chłopaków z Blissful Pain i wsparcie, którym obdarzają każdą podwieszającą się osobę.
Wielki szacunek dla tych, którzy mają odwagę zawisnąć na hakach. Wielki szacunek dla klubów, które nie boją się robić kontrowersyjnych, niekomercyjnych imprez. Wielki szacunek dla organizatorów. Co do tych ostatnich: dobrze, że MaRTWy jest martwy tylko na afterach 🙂

KaśkaHCT

Obejrzyj zdjęcia z tego wydarzenia.

 

Więcej:
www.suspension.pl
www.myspace.com/blissfulpainsuspension

Have any Question or Comment?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Kategorie