Skontaktuj się z nami!       Studio, Sklep: 534 797 224       Wytwórnia, Portal: 692 703 463 

Sweet Daddy’s Tattoo – nowe wrocławskie studio


Pin It

Studia w Polsce wyrastają w ostatnim czasie jak grzyby po deszczu. Grunt, żeby nie był to grzyb niejadalny, a co gorsza trujący. Na szczęście coraz więcej otwierających się polskich studiów prezentuje konkretny poziom i nadaje się już nie tylko do strawienia, ale nabiera konkretnego smaku. Jednym z takich miejsc jest niewątpliwie Sweet Daddy’s Tattoo, wrocławskie studio, które pojawiło się na tatuatorskiej mapie Polski kilka miesięcy temu.


Właścicielami studia są Grzesiek vel. Blondi/Blondyna i Beata, jego narzeczona. W ekipie są jeszcze tatuator Patryk, ksywa Komar/Gruby oraz Ewa zajmująca się piercingiem.
Grzesiek fascynuje się old schoolem, ale póki co wykonuje wszystkie rodzaje prac. – W studiu nie mamy katalogów z wzorami. Do wglądu są jedynie gazety. Większość wzorów przygotowujemy sami po rozmowie z klientem. Czasem jednak klient przychodzi z własnym wzorem katalogowym i nie trafiają do niego żadne argumenty, że to będzie kolejna kopia. Nie odmawiamy tatuaży, bo na dzień dzisiejszy nie możemy sobie na to pozwolić. Jednak z czasem wiem, że będę mógł trochę powybrzydzać – zapewnia Grzesiek. Sweet Daddy’s Tattoo pojawiło się ostatnio m.in. na II edycji imprezy Suspension we Wrocławiu.
Grzesiek i Beata żyją póki co głównie studiem. Czas wolny spędzają natomiast ze swoimi szczurami.

 

*  *  *

Grzesiek zainteresował się tatuażem w 7 klasie szkoły podstawowej. Korzystał wtedy z maszynki kolegi. Z czasem stwierdził, że jak inni mogą robić maszynki, to on również. – Wydawało mi się, że wiem, co robię, że jestem kozak, jeśli chodzi o tatuowanie. Teraz wiem, że tylko mi się wydawało. Jakiś czas tatuowałem, ale nie przywiązywałem uwagi do tego zajęcia. Bardziej poświęcałem się wtedy piłce nożnej. Najpierw grałem w A klasie, później w okręgówce jako junior – wspomina Grzesiek.
Zaczął z powrotem tatuować, kiedy poszedł do szkoły średniej. Wtedy też, za pieniądze siostry, od Michnowicza kupił zestaw do tatuowania. Grzesiek: – Wtedy myślałem, że mam dobry sprzęt. Niestety, nie miałem okazji zdobyć jakiejś wiedzy na temat tatuowania. Nadal zresztą nie traktowałem tego poważnie. Kolega naganiał mi klientów na piątek po szkole, a później imprezowaliśmy za kasę, którą zarobiłem. Z czasem, zaczęły się imprezy, ostre picie, dragi i tak do 4 klasy technikum. Do czasu kiedy poznałem Beatę… To ona tak naprawdę uwierzyła we mnie i zachęciła do zrobienia kursu dokształcającego w studiu we Wrocławiu, w którym później pracowałem przez 3 miesiące. Beata cały czas była przy mnie i mnie wspierała. Wtedy tak naprawdę zacząłem interesować się tatuażem.

*  *  *

Same chęci okazały się jednak niewystarczające. Praca sprawiła, że tatuaż znów zszedł na drugi plan. – W lipcu 2006 zwolniłem się z pracy i nie miałem planów, co dalej. Aż do czasu, kiedy ojczyzna wezwała… Moja przygoda z tatuażem zaczęła się tak naprawdę w 2007 roku, kiedy byłem na 9-miesięcznym urlopie. Wraz z grupą znajomych wybrałem się na II edycję Tattoofestu i tam zobaczyłem, jaki poziom może prezentować tatuator. Do tego czasu myślałem, że jestem niezły. Niestety myliłem się i to bardzo. Chciałem sprzedać sprzęt i dać sobie spokój. Zafascynowały mnie wtedy kolorowe prace Bartka z Barttattoo. Przeglądałem wykonane przez niego wzory i coraz bardziej wątpiłem w siebie – przyznaje Grzesiek.
Dwa tygodnie później, załatwił u pułkownika pozwolenie na wyjazd poza granice Polski i pojechał na konwencję do Pragi. Poznał tam ludzi, którzy wiele go nauczyli i pchnęli naprzód. Kiedy w lipcu 2007 zakończył służbę wojskową, zaczął pracę we wrocławskim studiu tatuażu. Rozpoczął też tatuowanie się u Ricarda ze Skullmaster oraz u Murasa (podczas konwencji w Szczecinie), wtedy jeszcze tatuatora krakowskiego Kultu. Grzesiek coraz bardziej zaczynał interesować się old schoolem. W studiu na bieżąco uczył się robienia konturu, koloru i cieni. Czerpał wiedzę od Ricarda i Flogina oraz od Murasa. I zaliczał kolejne konwencje.

*  *  *

– W kwietniu dostałem od Murasa zaproszenie do Krakowa na naukę old schoola. Mówił, że chce komuś z Polski przekazać swoją wiedzę, bo on wyjeżdża do pracy do Hamburga. W trakcie pobytu w Krakowie dostałem propozycje pracy w Kulcie. Zostałem jednak we Wrocławiu – mówi Grzesiek.
We wrześniu 2008 wyjechał na konwencje do Cottbus do Niemiec, na której zdobył pierwszą nagrodę. To pchnęło go do otworzenia własnego studia, co jak się okazuje nawet w XXI wieku nie jest takie proste. – Problemy pojawiły się z samym otwarciem działalności gospodarczej.
Urzędy skarbowe i sanepid to było ciężka droga. Dopiero po czterech miesiącach działania możemy powiedzieć, że mamy pełną dokumentację i wszystkie zezwolenia – zdradza Grzesiek.
Beata, współwłaścicielka studia, jest z zawodu kosmetyczką, wizażystką i przyszłą fryzjerką. Teraz uczy się piercingu. – Na początku Beata była przeciwna moim tatuażom. Zmieniła zdanie, kiedy zaczęła poznawać ten nasz mały świat. Dziś sama ma tatuaże i myśli nad kolejnymi, tylko zniechęca się tym, że to bardzo boli – mówi Grzesiek.

*  *  *

Z czasem do studia trafił drugi tatuator Patryk, z którym Grzesiek pracował w poprzednim studiu. Patryk zainteresował się tatuażem w drugiej klasie gimnazjum, kiedy przebywał w ośrodku szkolno-wychowawczym w Brzegu Dolnym za opuszczanie się w szkole. Kiedy kolega zrobił mu pierwszy tatuaż, Patryk też postanowił spróbować. Zaczął robić maszynki, przeglądać wzory, kserować je. Zbierał wszystko, co było związane z tatuażem. Najważniejsze stało się dla niego rysowanie i kombinowanie, jak zdobyć kolejne elementy do maszynki. – Swoją pierwsza maszynkę robiłem miesiąc i testowałem ją na swoim ciele. Potem zrobiłem tatuaż kumplowi. Wyszedł bardzo krzywo, ale i tak miałem coraz więcej chętnych – wspomina Patryk.
Po wyjściu z ośrodka postanowił się dokształcić. Szkolenia były jednak dla niego za krótkie i za drogie. Postanowił popytać w studiach. – Pisałem do większości studiów w Polsce, ale odpowiedź była prosta „nie robimy i nie pomożemy”. Traciłem już siły, myślałem że się nie uda. Chciałem z tym skończyć i nie tatuować. Dopiero Grzesiek zaczął ze mną rozmawiać na temat tatuażu. Kiedy dotarłem do studia, byłem trochę przestraszony. Grzesiek powiedział, że mogę patrzeć, jak się to robi, pytać i wyciągać wnioski. Dostałem dużo cennych wskazówek, które bardzo mi się przydały – wspomina Patryk.
To Grzesiek załatwił mu pierwszą pracę w studiu. Patryk początkowo nie był pewien, czy da radę, ale postanowił spróbować. Pracował w studiu przez rok. – Potem zaczęły się kłopoty, przez które Grzesiek musiał odejść ze studia. Zostałem na jego miejscu. Z czasem jednak ja też zacząłem nie dogadywać się z szefami, aż w końcu studio zostało zamknięte. Wtedy Grzesiek i Beata zaproponowali mi wspólną pracę. W studiu jest fajny klimat i to mi odpowiada – mówi Patryk.

*  *  *

W kwietniu 2009 do ekipy dołączyła Ewa, która zajmuje się piercingiem od 4 lat. Wcześniej wykonywała zabiegi tylko w domu. – Piercing zainteresował mnie w liceum, kiedy zaczęłam spotykać ludzi z kolczykami nie tylko w uszach. W Elblągu (gdzie wcześniej mieszkałam) nie miałam za bardzo możliwości, żeby zdobyć rzetelną wiedzę na temat przekłuwania. Wtedy bardzo lubiłam wyprawy do dużych miast, do Warszawy czy Wrocławia, gdzie poznałam osoby mające większe pojęcie na temat piercingu, niż ja. Obserwowałam ich przy pracy, bardzo dużo rozmawialiśmy. Z drugiej strony, oprócz podróży, źródłem zdobywania wiedzy był internet: różne fora o tematyce piercingu, a także bardzo dobrze znany serwis bmezine.com. Z czasem sama zaczęłam kolekcjonować pierwsze narzędzia do piercingu, takie jak kolczyki, środki chemiczne czy kleszcze. Gdy uznałam, że przyszedł czas na zdobycie własnego doświadczenia, zaczęłam sama przekłuwać. Zazwyczaj jednak były to bardzo standardowe przekłucia, co nie pozwalało mi się rozwijać. Pomoc znajomych okazała się tutaj niezastąpiona. Dzięki ogłoszeniom, które koleżanka rozwieszała w Akademiku w Olsztynie, pozyskałam naprawdę wielu klientów, u których zdarzały się mniej standardowe przekłucia – opowiada Ewa.
Teraz mieszka na stałe we Wrocławiu i wykonuje wszystkie rodzaje przekłuć standardowych, a także powierzchniowe, microdermale i część przekłuć intymnych. Jest w stałym kontakcie z innymi profesjonalnymi piercerami, z którymi wymienia się wiedzą. Należy też do grupy Suspension Team Poland, zajmującej się organizacją eventów, na których podwiesza się ludzi oraz robieniem performance’ów. – Perspektywa czasu i doświadczenie pozwoliły mi wyeliminować wszelkie błędy i niejasności, które zdarzały się na początku mojej pracy jako piercerki – przyznaje Ewa.

GALERIA

www.myspace.com/grigoriblondynaniema

www.sweetdaddystattoo.pl

{googleAds}
<script type=”text/javascript”><!–
google_ad_client = „pub-8321618055603731”;
/* 468×60, utworzono 09-01-18 */
google_ad_slot = „7635850052”;
google_ad_width = 468;
google_ad_height = 60;
//–>
</script>
<script type=”text/javascript”
src=”http://pagead2.googlesyndication.com/pagead/show_ads.js”>
</script>
{/googleAds}    

Have any Question or Comment?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Kategorie