Tatuaż w kraju Drakuli

Pin It

Kilka studiów – jedne lepsze, inne gorsze; mała undergroundowa konwencja i internetowy magazyn tatuażu. Rumuńska scena dopiero się rozwija, ale tamtejsi tatuatorzy mają zdecydowane plany dogonienia zachodu. Z Ovidiu, który jest tatuatorem, właścicielem studia tatuażu, twórcą stowarzyszenia Transilvania Tattoo Club i organizatorem tegorocznej międzynarodowej konwencji tatuażu w Rumunii, rozmawiamy o scenie tatuażu w kraju Draculi.

{googleAds}
<script type=”text/javascript”><!–
google_ad_client = „pub-8321618055603731”;
/* 468×60, utworzono 09-01-18 */
google_ad_slot = „7635850052”;
google_ad_width = 468;
google_ad_height = 60;
//–>
</script>
<script type=”text/javascript”
src=”http://pagead2.googlesyndication.com/pagead/show_ads.js”>
</script>
{/googleAds}

Rumuńskiego artystę Ovidiu ze studia tatuażu Transilvania Tattoo poznałam podczas ubiegłorocznych wakacji. Wyjeżdżając na podbój kraju wampirów, przez chwilę zastanawiałam się nawet, jak wyglądają rumuńskie studia tatuażu i czy w ogóle istnieją. Siedząc w knajpce przy jednej z głównych ulic Sibiu (po polsku – Sybin) i spożywając rumuńskie śniadanie popijane rumuńskim piwem dostrzegłam napis Transilvania Tattoo. Nie mogłam odmówić sobie wizyty w rumuńskim studiu. Spodziewałam się tubylców, nie wiedzących, co to konwencja tatuażu i nie mających pojęcia, że tatuaż to nie tylko czarno-biały stempel na ciele. Tak poznałam Ovidiu – tatuatora, który jest rdzeniem rumuńskiej sceny tatuażu. Zdaje sobie sprawę, że w jego kraju jest jeszcze wiele do zrobienia, ale dzięki uporowi i zaangażowaniu powoli posuwa scenę naprzód. Wielu polskich artystów mogłoby brać z niego przykład, jeśli chodzi o ilość odwiedzanych konwencji. Czy kontakt z zachodnią scena tatuażu będzie miał wpływ na pierwszą międzynarodową konwencję tatuażu w Rumunii, która odbędzie się już w czerwcu w Sibiu? Każdy, kto się tam zjawi, będzie miał okazję się o tym przekonać.

Tatuaż w kraju Drakuli” to pierwsza część wywiadu z Ovidiu. Druga, bardziej osobista część wywiadu już wkrótce. Dotyczyć będzie głównie osoby Ovidiu.

 

Historia tatuowania w Rumunii zaczęła się…

Ovidiu: …po 1989 roku, kiedy to miała miejsce rewolucja, w wyniku której obalono dyktatora Ceauşescu. Zaczęły wtedy powstawać pojedyncze studia, które jednak nie były zbyt profesjonalne i szybko upadały. Było jedno studio w Bukareszcie, jedno w Klużu, z tego co pamiętam jedno w Konstancy, jedno w Tg Jiu, no i moje studio w Sibiu. Było to około 1992 roku. Zaczynaliśmy wszyscy razem. Nie mogliśmy się wtedy pochwalić ani dobrym sprzętem, ani dobrymi pracami.

Które studio było pierwsze?

– To w Klużu. Nazywało się Iakuza Tattoo. Istnieje do tej pory, tylko właściciele się zmienili.

Niektórzy tatuatorzy wyjechali z Rumunii.

– Rzeczywiście. Jest paru dobrych artystów, którzy zaczynali w Rumunii, a teraz pracują w Europie. Kelu zaczynał w 1993 roku i teraz tatuuje w Checker Demon Tattoo w Sztuttgarcie. Castor tatuujący od 1995, teraz pracuje w Portugalii w studiu Queen of Hearts. Jest jeszcze Claudiu, który zaczynał w 1992. Teraz mieszka i tatuuje w Japonii.

Czy z upływem lat scena tatuażu w Rumunii się poprawiła?

– Tak naprawdę w Rumunii nie ma sceny tatuażu. Owszem, mamy dwa stowarzyszenia zrzeszające rumuńskich artystów: A.T.P.R. (The Association of the Professional Tattooers from Romania) i Transilvania Tattoo Club. Jest studio w każdym większym mieście, a w niektórych nawet dwa, trzy czy cztery studia. Mieliśmy cztery lata temu konwencję tatuażu oraz w zeszłym roku małą tatuatorską imprezę Underground Tattoo Show. Ale to wciąż mało. Mamy na szczęście dużo pomysłów i planów.

Od kiedy funkcjonują wasze stowarzyszenia i czym się zajmują?

– Rumuńskie stowarzyszenie tatuatorów A.T.P.R powstało w Tg. Mures. Powołał je do życia Naci Lehel, właściciel studia tatuażu On The Skin. Stowarzyszenie zrobiło konwencję w 2004 roku i nic więcej. W tym momencie jesteśmy bardzo do tyłu ze wszystkimi sprawami. Spotykamy się co rok, ale nie zrobiliśmy nic znaczącego. Teraz chcemy wydać rocznik poświęcony rumuńskim studiom tatuażu i zwerbować do stowarzyszenia jakąś „nową krew”.

Z kolei Transilvania Tattoo Club to mój pomysł. To stowarzyszenie nie tylko dla tatuatorów. Jest dostępne dla każdego, kto kocha sztukę tatuażu. Członkami są tatuatorzy, malarze, muzycy czy po prostu fani tatuażu. Powołałem je do życia w 2007 roku. Naszym najbliższym celem do zrealizowania jest tegoroczna konwencja. Chcemy stworzyć społeczność, żeby pokazać, że razem możemy dużo zrobić. Niektórzy członkowie mają rockowe kapele, inni robią zaprojektowane przez siebie rowery, jeszcze inni malują. A wszystkich łączą tatuaże, piercing i rock’n roll!!! Za pomocą TT Club chcemy pomóc tym ludziom pokazać ich prace dalej. Dla nas to dobry sposób na stworzenie nowego wizerunku starego komunistycznego kraju, jakim jest Rumunia. Niedługo pojawi się strona członków TT Club. Na tegorocznej konwencji pierwszy raz będą mieli okazję zaprezentować swoje prace, wystawy, malarstwo, bodypainting czy zagrać koncert.

Od niedawna TT Club jest też członkiem U.E.T.A. Dzięki tej współpracy mamy nadzieję pójść naprzód i stać się bardziej profesjonalni. Rumuńskie prawo dotyczące studiów tatuażu jest nowe i nasze władze nie wiedzą za bardzo, jak się do niego stosować w praktyce. Dzięki przewodnikowi UETA możemy pokazać zasady, które są stosowane w Europie. Mamy nadzieję, że zadziała to również u nas.

Powiedz coś więcej o pierwszej rumuńskiej konwencji.

– To nie było dobra impreza. Było bardzo mało odwiedzających, bo ludzie nie wiedzieli nawet, co to jest konwencja tatuażu. Nie znali nas, nie wiedzieli, co robimy. Tatuatorzy, którzy się pojawili, nie wiedzieli nawet za bardzo, co mają robić. Ale przynajmniej spotkaliśmy się i poznaliśmy nawzajem.

A jak wyglądał zeszłoroczny Underground Tattoo Show?

– Impreza Underground Tattoo zaczęła się w internecie. Nawet osoby, które pracują w domach, mogły umieszczać tam swoje prace. Potem spotkaliśmy się w Sibiu, gdzie tatuatorzy robili wzory modelom, którzy przyjechali z nimi (nie klientom konwencji). Ale podobnie jak na tradycyjnej konwencji, mogli zdobywać nagrody, m.in. zestawy tatuatorskie, maszynki, farby itp. Chcieliśmy dać im w ten sposób szansę na pokazanie, co potrafią i pokazać, że hobby może stać się pracą. To była mała impreza. Uczestniczyło w niej ok. 15 studiów z Rumunii i jedno z Węgier. Underground Tattoo Show to pierwsza konwencja, jaką zrobiłem. Była ona jakby treningiem przed prawdziwą tegoroczną konwencją.

Jak będzie wyglądała ta impreza?

– Będzie całkiem inna niż Underground Tattoo Show. Chcemy zrobić w tym roku pierwszą Rumuńską Międzynarodową Konwencję Tatuażu, która potem na tyle wyrobi sobie markę, że wszyscy będą chcieli odwiedzić Transilvania Tattoo Expo. Będą zaproszeni rumuńscy artyści, którzy pracują za granicą oraz tatuatorzy z Europy, Kostaryki, USA i zobaczymy skąd jeszcze…

Jaki program macie w planach?

– Będą oczywiście konkursy tatuażu, art fusion, muzyka rockowa, artystyczne wystawy, bodypainting, występy artystyczne, pokazy piercingu i podwieszania. I może część rowerowa… Po konwencji chcemy zorganizować wyjazd do zamku Draculi. Na koniec byłaby impreza na starym zamku z rumuńskim jedzeniem, piciem i pokazem-niespodzianką.

Każdy może wziąć udział w imprezie jako wystawca czy są jakieś ograniczenia jakościowe?

– Ponieważ jest to pierwsza nasza konwencja, nie ma ograniczeń. Każdy, kto jest chętny, może być wystawcą. Oczywiście z wyjątkiem tych najgorszych studiów, gdzie kiepscy tatuatorzy robią beznadziejne tatuaże tylko dla pieniędzy. Na szczęście takie osoby nie są zwykle zainteresowane udziałem w konwencji tatuażu. Tak naprawdę nie znamy wszystkich studiów. Ta konwencja to również okazja do poznania się nawzajem i przyjrzenia się pracom poszczególnych studiów i tatuatorów. Potem pozostaniemy z nimi w kontakcie. Za rok zamierzamy zaprosić tylko tych najlepszych.

Kiedy ostatnio rozmawialiśmy, mówiłeś o planach stworzenia w Rumunii magazynu dla miłośników tatuażu. Jak idzie realizacja tego pomysłu?

– Obecnie mamy tylko internetowy magazyn tatuatorski. Ale chcielibyśmy wystartować z rocznikiem poświęconym rumuńskim studiom tatuażu. Potem mamy nadzieję stworzyć drukowany miesięcznik.

W jakim kierunku zmierza rumuńska scena tatuażu?

– W tym roku chcemy zrobić rzeczy, które na pewno wzmocniłyby scenę: międzynarodowa konwencja tatuażu i magazyn tatuatorski.

Czy widzisz jakieś podobieństwa w rumuńskiej i polskiej scenie tatuażu?

– Wy pierwszą konwencję zrobiliście kilka lat temu. Macie dwa magazyny. Wasi artyści są znani w Europie i bywają tam na wielu międzynarodowych imprezach tatuatorskich. My nic z tego nie mamy. Ale chcemy, aby scena w Rumunii też tak wyglądała. Inspirujecie nas. Pokazujecie, że wschodnie kraje też mogą mieć własną scenę tatuażu, taką samą jak kraje zachodnie. Wierzę, że wschodni artyści mogą być tak samo dobrzy, a nawet lepsi niż wielu artystów zachodnich. Na wschodzie już teraz jest wielu świetnych artystów i dużo wielkich nazwisk z międzynarodowej sceny pochodzi właśnie ze wschodu. Udowadniacie to również wy, dając dwóch wielkich artystów: Hernandeza i Waldiego. My musimy teraz w Rumunii pracować, żeby taką samą scenę mieć też u nas.

Kaśka

 

Więcej:

www.tattooconvention.ro

www.tattoo-magazin.ro

www.atpr.ro

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *