Wywiad z Zappą i Sidem, część II

Pin It

Prezentujemy długo oczekiwaną II część wywiadu z Zappą (Wojtkiem Janiszewskim) i Sidem (Jaromirem Mucowskim). Chłopaki opowiadają między innymi o tym, że tatuaż to nie sztuka, ale rzemiosło; o polskich konwencjach i przesycie tatuażem. Zapraszamy do ciekawej lektury.


Jak pod koniec 2009 roku prezentuje się polska scena tatuażu na tle Europy?
Zappa: Jeżeli chodzi o jakość tatuażu, to Polska w ogóle nie różni się powiedzmy od Niemiec. W Polsce zawsze mieliśmy kupę zdolnych ludzi. Media tatuatorskie pomijają jednak często pewne nazwiska. A są to często ludzie aktywni, którzy mieli duży wpływ na scenę niemiecką. W Polsce jest taki dziwny syndrom Małysza.
Sid: Ktoś wypłynie i od razu wszystkie media o nim piszą. Jest trendy. W danej chwili popularny jest pan X i wszyscy chcą się u niego tatuować. Liczy się nie jakość tatuażu, ale to, że będzie zrobiony właśnie przez pana X. W ten sposób można kogoś wypromować w sposób sztuczny. Pisze się, że pan X jest fajny, a tak naprawdę wcale fajny nie jest. Polska scena bazuje na dwóch magazynach. To one „podpowiadają”, gdzie masz się tatuować.
Zappa: Z Cykadą będzie tak samo. Mamy teraz swoje pięć minut. Piszecie o nas wy, napisał o nas “Tattoofest”, potem może jeszcze “Tatuaż”. Później media znajdą sobie nowy temat, a o nas będzie już cicho.
Sid: W Niemczech jest większa „świadomość” tematu. Ludzie wybierają takiego a nie innego tatuatora nie dla nazwiska, ale dlatego, że robi dobre tatuaże.
Zappa: W Niemczech podoba mi się to, że na kiepskich tatuatorach nikt suk nie wiesza. W Polsce jak ktoś zrobi krzywą kreskę lub źle pocieniuje, to od razu wszyscy się na niego rzucają i chcą go zlinczować. Znam w Niemczech kiepskich tatuatorów (w Polsce by ich zastrzelili), którzy mają swoich klientów. Ludzie płacą im, bo chcą mieć kiepskie tatuaże. Nikomu to nie przeszkadza.
Tatuaż od zawsze wiązał się z marginesem i z kryminalistami. A w Polsce nagle pojawiło się przekonanie, że tatuaż jest sztuką i wielkim wydarzeniem artystycznym. Głupek dorwie maszynkę i już jest artystą. Tak przecież nie jest. Tatuaż nadal jest marginesem społeczeństwa. Robią go sobie osoby, które nie chcą wpasować się w obowiązujące ramy. Tak było również w Niemczech. Tylko z czasem forma przerosła treść. Tak dużo ludzi zaczęło robić sobie tatuaże, że stały się one automatycznie akceptowane. A tatuaż jest przecież asocjalny.

GRECKA CYKADA NAD POLSKIM MORZEM

Polska zbliża się do momentu przesytu tatuażem?
Zappa:
Myślę, że tak. W Berlinie właściwie już tak jest. Trudno w tym momencie spotkać tam kogoś bez tatuażu. W Polsce też tak będzie.
Sid: Tatuaż jest modny. A to, co się dzieje, jest właśnie efektem tej mody.

Podążając za modą, Polacy czerpią z zachodnich stylów?
Sid:
Wystarczy spojrzeć, jak, co i dlaczego Polacy sobie tatuują. Rynek jest potężny, a wszyscy wyglądają jak od kalki odbici. Nie mówię, że to jest złe. Tylko dlaczego nie próbować czegoś nowego? Zwiedzając polskie konwencje, można się złapać za głowę. Ludzie podróżują po Europie, a tatuują jedną maszynką, wszyscy taką samą. Nieważne jak ona leży w dłoni.
Zappa: Sam Marc D. ma ponad 600 maszynek.
Sid: Wygląda to tak: pan X robi maszynki, choć nigdy maszynki w ręce nie trzymał. Pan Y mówi w magazynie, że robi tatuaże maszynką pana X i jest zajebista. Po tym tekście dla większości tatuatorów produkty pana X są świetne i tylko tych używają. Czasem trzeba jednak spróbować czegoś nowego, porównać, pomyśleć.

Mówicie o technicznej stronie. A stylistycznie?
Sid:
Jest dobrze, jednak to zawsze kopiowanie. Dlaczego w Polsce teraz wypłynęły pinapówy (z poważnym jak zwykle opóźnieniem), a nie krakowianki czy łowiczanki?

W Polsce coraz więcej tatuatorów pracuje w jednym określonym stylu. To dobrze?
Sid:
Jeżeli pracujesz w jednym stylu, to w pewnym momencie rynek może się tobą przesycić, ale jesteś dobry w tym co robisz. Ja na przykład pracowałem w wielu studiach. W każdym byłem „świeży”, bo nigdzie nie zagrzałem dłużej miejsca. Przez to nie miałem swojej klienteli i stałem się wykonawcą „znaczków”. Jeżeli pracowałbym w swoim studiu, wypracowałbym swój styl i miałbym konkretną grupę odbiorców. Pracowałbym nad wzorami, którymi byliby zainteresowani i klienci, i ja. Taką pracą się rozkoszujesz. Natomiast jak robisz wszystko, co się da, to po jakimś czasie się męczysz.
Jeżeli zamkniesz się jednak w jakimś stylu i nie modyfikujesz go, to twoje prace mogą się znudzić. Można wtedy zostać trochę z boku. Ale każdy styl może ewoluować, można ciągle dodawać do niego coś nowego. Pracujesz wtedy z określonymi ludźmi, z którymi się rozumiesz.
Na przykład Niko z Nightliner Tattoo zapierał się nogami i rękami, aby robić tylko w stylu komiksowym. Doszło do tego, że nie tatuował ludzi przypadkowych, tylko wesołą klientelę, typową dla stylu komiksowego. Szarzy ludzie takich tatuaży sobie nie robią, bo nie są one „poważne”. Zazdrościłem mu, że miał swoich odbiorców, którzy wiedzieli, co robi, znali jego styl i nie ingerowali w to, jak pracować.

Mówisz, że czasem można zostać ze swoim stylem trochę z boku. Co wtedy?
Sid:
Ludzie tatuujący przez lata w swoich stylach, wciąż znajdują jakoś chętnych klientów. U nas były już na przykład osoby, które jechały 600 kilometrów po tatuaż, bo chcieli mieć coś, co wypłynęło w całości spod naszej ręki, a nie było katalogowym wzorem czy kopią.

Sid, teraz pracujesz nad własnym stylem? Jakie tatuaże robisz najchętniej?
Sid:
Ogarnąłem temat liternictwa pisanego odręcznie, stylu chicano czy jak go kto tam zwał.
Zaczynam szufladkować się w biomechanice, bo dla mnie to czysta zabawa wyobraźnią, formą i kolorem, bez ograniczeń i żadnych poważnych zasad. Szukam ludzi chętnych na te wariackie prace i powoli ich znajduje. Jakkolwiek, opanowanie stylu czy też posiadanie własnego to kwestia lat, o ile w ogóle dochodzi do takiego momentu.

WYWIAD Z SIDEM I ZAPPĄ, CZĘŚĆ I

Zappa, ty w swoich pracach malarskich często pokazujesz ludzką brzydotę. Czemu?
Zappa:
Popatrz na to w ten sposób: ile kobiety potrzebują zabiegów, aby się upiększyć? I to praktycznie wszystkie. Ludzie odbierają się jako brzydcy i tacy są. Ja po prostu pokazuję kobiety bez makijażu.

W Polsce pojawia coraz więcej konwencji. To dobrze?
Zappa:
To reguluje rynek. Jeżeli ktoś robi kiepską konwencję, to ludzie po raz drugi nie przyjeżdżają i taka impreza wcześniej czy później pada. Przetrwają imprezy najlepsze. Teraz w Polsce sytuacja wygląda bardzo ciekawie, nie ma na co narzekać. Na północy jest konwencja w Gdańsku, w środku Polski – konwencja w Łodzi i Warszawie i na południu – Kraków. Jest jeszcze Szczecin, ale po ostatniej edycji chyba nie przetrwał. Fajnie wyszła konwencja w Gdańsku. Były koncerty, ale muzyka nie atakowała cię ze sceny, tylko grała obok. Chciałeś posłuchać, to szedłeś do drugiej sali.
Sid: Konwencja w Gdańsku była dobrze zorganizowana. Tym bardziej, że zrobiła ją nie jakaś firma, tylko zwykli kolesie – Marcin i Adam. I ta konwencja naprawdę mi się podobała. Była przemyślana i miała dobrą promocję. Może jedynie tak mi się wydaje, bo jestem na miejscu, ale widziałem na mieście plakaty, ulotki. Wszyscy w Gdańsku wiedzieli, kiedy konwencja się odbędzie. A w Warszawie na przykład sami warszawiacy mówili, że o konwencji dowiedzieli się parę dni przed imprezą.
Dobrym posunięciem jest to, że na polskich konwencjach zaczyna obowiązywać zakaz palenia i picia alkoholu w pomieszczeniu z wystawcami. W Gdańsku i w Warszawie dobrze przemyślano tę kwestię.
Zappa: Zawsze na konwencjach katalog czy koszulki, które miałem na stole, były pochlapane piwem.
Mimo to polskie konwencje mi się podobają. Co prawda przed tegorocznymi konwencjami w Warszawie i Gdańsku, ostatnia konwencja w Polsce na jakiej byłem, to impreza w Katowicach w 2004 roku. W Warszawie i Gdańsku zauważyłem jednak, że każdy ma na imprezie coś do zrobienia, tatuatorzy cały czas pracują. Bywałem na europejskich konwencjach, gdzie boksy kosztują grube euro, a ludzie nic z tego nie odrobili, mimo że na imprezie było 6000 osób. Na konwencjach nie chodzi o to, żeby sobie posiedzieć i popatrzeć, jak się ludzie przewalają przez salę, tylko aby coś zrobić.
Sid: A ja nie jeżdżę po konwencjach. Byłem tylko na kilku: na tegorocznej imprezie w Warszawie i Gdańsku, pięć lat temu w Szczecinie i dwa razy w Berlinie. Odwiedzam je głównie w celu uzupełnienia braków sprzętowych. Nigdy nie pracowałem na takich imprezach i chyba tego bym nie polubił, bo wydaje się to stresujące. Wolę się promować na afterparty :). Poza tym konwencje są nudne. Ile można chodzić w kółko między boksami?

A co sądzicie o coraz częściej powstających w Polsce szkołach tatuażu?
Sid:
Będzie więcej klientów na covery 🙂
Zappa: Niech się ludzie uczą tatuowania tak, jak chcą. Nie można zakazać tych kursów tylko dlatego, że trwają trzy dni. Jeżeli ktoś ma ochotę za to płacić, to jego sprawa. Są różne formy wyłudzania pieniędzy – czy to przez telewizję, internet czy kurs tatuowania. Tak jest skonstruowany świat.
Moim zdaniem najlepiej uczyć się tatuowania tradycyjną drogą. Przyjść do studia i przejść kolejne etapy pracy. Zobaczyć sprzęt, zapoznać się z nim, sprawdzić, co jest dobre i co warto kupować. Nauczyć się technik tatuowania. Taka powinna być kolej rzeczy. A nie sprawić sobie od razu pierwszą lepszą maszynkę i już czuć się artystą.

Uważasz, że bardziej liczy się technika?
Zappa:
Uważam, że nie ma czegoś takiego jak tatuaż artystyczny. Dla mnie tatuaż to jest tylko i wyłącznie rzemiosło. Artyzm tatuażu powstaje na papierze, kiedy robi się projekt. Ale nie przy każdym projekcie. Artyzm jest wtedy, kiedy daję klientowi projekt i on go akceptuje takim, jaki jest. Jeżeli natomiast klient poddaje mi pomysł lub mówi, co mam zmienić, to gdzie tu wtedy artyzm?
Z tatuażem jest jak z kuchnią na wymiar. Tatuaż polega na równych liniach, ładnie dobrze zrobionych cieniach i dobrym wypełnieniu kolorami. Sprawy techniczne. Tak jak mówiłem wcześniej, tatuaż był asocjalny. Tatuowały się punki, skinheadzi, metalowcy, rockersi, kryminaliści i gangsterzy. Tatuażem starano się pokazać, że my się wypisujemy z tego systemu. Jesteśmy skreśleni z tego głównego nurtu. Ja lubię te stare tatuaże wykonane kolką czy innym bardzo prymitywnym sprzętem. One mają często więcej duszy niż ten gładki tatuaż za 500 zł zrobiony w świetnym studiu.
Sid: Często nad pierwszym tatuażem bardzo długo się myśli, co to ma być. Później ważniejsze okazuje się to, u kogo był zrobiony i dlaczego. Najważniejsze jest to, aby tatuaż albo miał historię….albo była kupa zabawy ;).

Przepytywali Kaśka i Ernest

{googleAds}
<script type=”text/javascript”><!–
google_ad_client = „pub-8321618055603731”;
/* 468×60, utworzono 09-01-18 */
google_ad_slot = „7635850052”;
google_ad_width = 468;
google_ad_height = 60;
//–>
</script>
<script type=”text/javascript”
src=”http://pagead2.googlesyndication.com/pagead/show_ads.js”>
</script>
{/googleAds}    

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *