Skontaktuj się z nami!       Studio, Sklep: 534 797 224       Wytwórnia, Portal: 692 703 463 

FOR: Hardcore to stan umysłu


Pin It

O Face Of Reality przez ostatnie dwa lata nie było głośno. Przez ten czas ekipa z Dzierżoniowa podładowała baterie i teraz przerywa milczenie. Lada chwila ukaże się najnowsza płyta zespołu – “Behind The Silence”. Już 5 listopada chłopaki ruszają w jesienną trasę po Polsce, która ma pomóc w promocji najnowszego materiału. Xzbytx i Dzwon opowiadają o zmianach w składzie, nowej płycie, Jersey Crew i planowanej trasie. Po powrocie podpytam chłopaków o ich wrażenia, które przywiozą z Polski. Trasa organizowana przez One Way Tourbooking odbędzie się pod patronatem Hardcore Tattoo.


Po dość długim czasie milczenia, wracacie z płytą o wymownym tytule „Behind The Silence”. Jakie znaczenie ma dla was ten tytuł?
xzbytx: To prawda, minęło sporo czasu, ale tak do końca nie nazwałbym tego powrotem, bo nigdy nie przestaliśmy grać. Graliśmy mniej i mniej było o nas słychać, ale robiliśmy swoje. Płyta jest efektem i owocem tego co działo się w FOR poza tą „ciszą”.
Dzwon: Działo się wiele, nie chcieliśmy jednak przerywać tej ciszy przedwcześnie, choć mieliśmy na to wielokrotnie szansę. To była solidna lekcja cierpliwości, ale z drugiej strony pewne sprawy musiały dojrzeć, co niektórzy musieli zarobić parę siniaków, by móc milczenie przerwać w odpowiednim momencie. Wracając do tytułu, to rozpatrywać go należy również w odniesieniu do oprawy graficznej wydawnictwa, ale o tym w następnym odcinku…

Roszady w zespole sprawiły, że nowa płyta była nagrywana około trzy lata. Dlaczego Kuba i Potok (a potem jeszcze Krystian) postanowili opuścić szeregi FOR?
xzbytx:
Niestety, każdy kto ma lub miał jakiś zespół, projekt czy jakikolwiek kolektywny twór, wie ile czasu można stracić, jeśli wszystkie mechanizmy nie tworzą jednej maszyny. W sumie warstwa muzyczna na nowy album powstała już w maju 2006 roku. Mieliśmy wtedy już nagrane wszystkie bębny i podstawowe gitary. Kiedy chcieliśmy pchnąć to do przodu, coś zaczęło sie sypać. Najpierw odpuścił Kuba, który nie mógł poświęcać kapeli odpowiedniej ilości czasu. Odszedł, bo nie chciał nas ograniczać. Krystian przestał być członkiem FOR z tego samego powodu. Nadal jesteśmy mega dobrymi przyjaciółmi. Zupełnie inaczej rzecz miała się z Potokiem, ale nie będę tego roztrząsał. Odszedł z własnej woli, nikt nikogo nie wyrzucał. Wybrał inne życie i to była jego decyzja, z kolei my nie upieraliśmy się, by cokolwiek robić na siłę! Ja uważam, że zmiany są zawsze po to, żeby było lepiej. Zamiast dać sobie na luz i płakać z powodu niespełnionych ambicji, błyskawicznie znaleźliśmy z Marecem ludzi, których nie trzeba było prosić, by przyszli na próbę i dla których sama chęć grania, robienia czegoś razem, jeżdzenia na koncerty i nagrywania płyt była wystarczającym argumentem, by uprawiać to hobby.

Z pierwotnego składu FOR, dziś grają w kapeli tylko dwie osoby. Czy te zmiany miały wpływ na zmianę stylu grania. Wcześniej wasza muzyka była bardziej newschoolowa, dziś słychać w niej więcej metalcora…
xzbytx:
Odpowiadając zupełnie szczerze na to pytanie, musiałbym poruszyć kwestie, za które ktoś mógłby się obrazić. Nie do końca rozumiem tę “zmianę” stylu, ponieważ my nigdy nie określaliśmy naszej muzy jakimś konkretnym stylem. Owszem, poruszamy się w tzw. scenie hardcore, ale dla nas hardcore jest wynikiem pewnych postaw a nie muzycznego stylu. To stan umysłu i wyrażanie swoim życiem pewnych spraw i wartości, gdzie muzyka, którą tworzysz jest nośnikiem tego kim jesteś, jak żyjesz i co masz do powiedzenia. Czy pierwsza płyta to był hardcore? Ja uważam że tak, ale był to też punk, był to też metal, newschool i oldschool. My nazywaliśmy to krótko – allschool. Dokładnie tak samo jak teraz, tylko nasz warsztat poszedł bardziej do przodu. Druga płyta jest bardziej świadoma, może bardziej agresywna, ale w 100 procentach w naszym stylu. Jeśli chodzi o zmiany w składzie  i wpływ na muzę, to odpowiem, że zupełnie nie. Z wyjątkiem okresu, gdy graliśmy na jedno wiosło, osoby, które miały największy wpływ na to, co prezentowało FOR, są nadal w składzie, wspierani świeżą krwią i nowymi pomysłami!
Dzwon: Jak już wspomnieliśmy, proces nagrywania materiału był dosyć mocno zaawansowany, w momencie, gdy zespół zmuszony został do zmian. Dlatego też transformacji stylu nie należy dopatrywać się w składzie. Nowa załoga nałożyła swoją warstwę, która ma spore znaczenie, ale nie miała wpływu na podstawy aranżacji. Takich zmian będzie można się spodziewać dopiero w przyszłości. Czy jest w tym coś złego? Nie! Każdy z nas dysponuje przecież swoją niezależną świadomością muzyczną. Konformizm i przeczenie sobie jako jednostce w imię tego, co było kiedyś, śmierdzi mi trupem. Zmiany stylu w sytuacji, gdy 3/5 składu zostaje zastąpione, są raczej naturalne. Bynajmniej powinny. To przecież oczywiste, że mi siedzą w łapach inne riffy niż Kubie, Grzesiek ma inny flow od Potoka, podobnie z Jarohem i Krystianem. Nie wyrzekamy się jednak tego, co było kiedyś. Doskonale bawimy się grając stare numery. Są nadal aktualne i potrzebne. Ich echo odbija się i odbijać będzie w nowym materiale, ale nie mamy zamiaru oglądać się za siebie. Zdajemy sobie sprawę ze swojej postawy i faktu, że ta płyta pewnie bedzie okrzynięta „Zdradą Hardkora”. Ale czy nas to w ogóle obchodzi?

Niektórzy wasi starzy fani mówią, że dzisiejszy FOR to cień dawnego zespołu i starego grania. Co sądzicie o takich opiniach?
xzbytx:
Takie opinie to jakaś totalna kpina. Wypowiadają je zazwyczaj ludzie, którzy nigdy nie mieli z nami do czynienia ani nie poznali tej kapeli „od kuchni”. Oczywiście, komuś może się nie podobać nowe oblicze FOR, co jest zupełnie zdrowe i normalne, choć moim zdaniem na podstawie oceny jednego kawałka nie do końca adekwatne do rzeczywistości. Jednak jest jeszcze coś takiego jak rozwój, poszukiwanie, droga do przodu, ewolucja! A może mieliśmy zrobić na drugim albumie covery z pierwszego lub dać sobie spokój z graniem, bo komuś odechciało się to robić? Ciekawy jest fakt, że cztery kawałki z nowej płyty są grane przez nas od jakichś pięciu lat na koncertach. Ci sami ludzie, którzy po gigach przybijali z nami piątki, mówiąc, że jest super, teraz piszą, że gramy metal, że to już nie to samo i że FOR jest beee.
Dla nas natomiast słabe by było granie tego samego w kółko, odgrzewanie starych kotletów lub porównywanie nas do innych kapel. Zauważ, że wśród tych, nazwijmy to, negatywnych opinii nikt nie porównał nas do jakiejś kapeli, nikt nie napisał, że zżynamy, że jesteśmy jakimś tam polskim trzecioligowym Hatebreedem czy Calibanem! Dla nas to jest najważniejsze. Wolę być zjechany przez 20 osób, którym chciało się posłuchać, obejrzeć to, co mamy do powiedzenia niż być klepanym po dupce przez garstkę znajomków. To zawsze świadczyło o charakterze tej kapeli. Nie chcemy oglądać się na innych, nie chcemy grać tego, co jest akurat modne, nie chcemy zżynać, tylko iść swoją drogą. Jesteśmy otwartymi kolesiami, więc jedne opinie nas śmieszą, inne dają kopa do dalszej pracy, a jeszcze inne skłaniają do przemyślenia pewnych kwestii. Niech muzyka broni się sama. Przeżyliśmy już wielu krzykaczy internetowych przy każdym klipie, płycie czy kawałku. Zawsze oprócz zdrowej, sensownej krytyki była też jakaś dziwna nagonka na nas. Naszym “faworytem” jest opinia, z którą też spotykamy się dość często, że FOR to już nie to samo, bo poprzedni wokal miał tunele, dziary i fajnie wyglądał…
Dzwon: No właśnie! Problem tkwi w tym, że od samej muzy ważniejsze jest często, jak się ubierasz, czy masz na brzuchu wydziarane “dignity” i czy gibiesz się po nowojorsku, czy po wiedeńsku. Podejrzewam, że Pantera w dzisiejszych czasach miałaby przez to zdrowo przejebane… Zbyt często zapomina się dzisiaj, że priorytetem w percepcji zmysłowej muzyki jest słuch. Fakt, można ją oglądać, smakować czy pewnie nawet wciągnąć nosem przez stuzłotowy banknot, ale najpierw powinno się słuchać.
Wracając do FOR… Gram w kapeli prawie trzy lata, ale miałem okazję oglądać to zjawisko od początku. Dlatego też niejako mogę spojrzeć na sprawę trochę bardziej obiektywnie. Wracając pamięcią do dawnych czasów, zespół ten postrzegany był przeze mnie jako przedsięwzięcie ze sporym potencjałem, obciążone jednak pewną “wadą wrodzoną”. Jeden z organów, z tych czy innych względów, wymagał transplantacji. Co ciekawe, nie byłem w tej opinii wybitnie osamotniony, bo miała ona swego czasu powszechny charakter. Teraz nagle, gdy widać owoce zmian, których tak wielu ludzi pragnęło, okazuje się, że, cytując Zbyta, “FOR jest beee”. Dziwi mnie przez to ta cała oportunistyczna nagonka na nowy FOR. Nie jestem wkurwiony czy rozczarowany, tylko zdziwiony. Dlaczego? Obserwując ten zespół od początku, uczestnicząc w próbach, wpierw biernie a od jakiegoś czasu także czynnie, mogę z całą pewnością i szacunkiem do poprzedników powiedzieć, że kapela nie była wcześniej w lepszej formie niż jest teraz. Nie zdążyliśmy nawet w ułamku ukonstytuować swojego oblicza, a już stajemy się w oczach ludzi swoim własnym cieniem. Może dlatego, że w oczach, a nie uszach?

Wracając do nowej płyty, znalazł się na niej jeden kawałek po polsku. Czemu? Możecie na następnej płycie skupicie się tylko na polskim?
xzbytx:
Kawałek nosi tytuł “Police Bastard”. Jest to totalnie punkowy numer, który powstał w pierwszej kapeli mojej i Mareca, gdzieś w 1996 r. Postanowiliśmy go odświeżyć, zrobić nową aranżację i od początku wiedzieliśmy, że aby nie stracił swojej surowości i pierwotnego charakteru, musi być krzyczany po polsku. Jest to też z naszej strony hołd w kierunku takich kapel jak Homomilitia, Cymeon X czy Santctus Iuda, które miały na nas ogromny wpływ. Mam nadzieję, że choć trochę oddaliśmy w nim klimat tamtych czasów. Jest to też numer z przymrużeniem oka, mega prosty, z dużą dawką energii.
Może jeszcze zrobimy jakiś kawałek po polsku… Czemu nie?

Płytę promuje profesjonalnie nagrany klip “God-Fearing”. Kto jest jego realizatorem?
xzbytx:
Młody, zdolny koleś Tomek Kępiński z Wrocławia. Polecamy jego usługi. Oczywiście sami mieliśmy wpływ na scenariusz i tym podobne rzeczy, ale efekt końcowy i realizacja to jego zasługa.

Zdradźcie też coś o jego bohaterach. Mamy tam staruszka na wózku i dwie zgrabne laski. Kim są Ci ludzie?
xzbytx:
W dwóch miejscach jest jeszcze pewna pani, która odgrywa w tym obrazie bardzo ważną rolę. Generalnie numer opowiada o człowieku, który całe swoje życie spędził w strachu, bojąc się sądu ostatecznego; który nie mógł być sobą przez narzucone nakazy, zakazy, przykazania, normy moralne czy to religijne, czy wynikające z mentalności, środowiska, wychowania. Kiedy wreszcie u schyłku swego życia postanawia złamać schematy, którymi się kierował, uświadamia sobie, że jest już za późno i tak na prawdę spędził swoje życie na oczekiwaniu tego, co rzekomo ma nadejść. Zresztą myślę, że każdy, analizując tekst,  mógłby zinterpretować ten obrazek na swój sposób. Jeśli pytasz, kim są ci ludzie prywatnie, to wszystkie trzy panie są modelkami, a staruszek – dziadkiem realizatora. Korzystając z okazji, dziękujemy mu, że zgodził się zagrać w tym klipie.

Bardzo ważna jest dla was lokalna scena. Jak narodziła się Jersey Crew, kto tworzy ekipę i czy jest dziś tak silna jak kiedyś?
xzbytx:
Niestety złote czasy Jersey Crew już chyba nie wrócą. Wiele osób wyjechało, wiele osób “zapomniało” o swoich korzeniach i o tym, kim byli jeszcze parę lat temu. Niestety w Dzierżoniowie od niemal trzech lat nie ma już żadnego klubu, gdzie można zrobić choćby mały koncert, a co za tym idzie, mniej ludzi interesuje się sceną w naszym rejonie. Gdy zaczynaliśmy organizować koncerty, przychodziło na nie po 250 osób, klub pękał w szwach. Wyjeżdżaliśmy też mocną ekipą na gigi do innych miast. Była tutaj naprawdę silna i zgrana załoga. Oczywiście nadal jest spora grupa w Jersey, która interesuje się tym, co robimy, a przede wszystkim tym, co dzieje się na tzw. “rynku” szeroko pojętej ciężkiej muzy. Jednak to, że nie możemy organizować gigów, ogranicza w znacznym stopniu rozwój lokalnej sceny. Wiem, że sporo ludzi przychodziłoby na gigi, bo od kilku lat zwyczajnie nic się tu nie dzieje. Nie mamy też niestety silnej grupy internetowego wsparcia, hahaha.

W listopadzie ruszacie w trasę promującą nowy album. Zapowiadacie dużą niespodziankę… Zdradzicie mi co to za niespodzianka? 😉
xzbytx:
Wkrótce sama zobaczysz… Pewnie dla wielu będzie to kolejna okazja do kręcenia nosem. My w każdym razie jesteśmy podjarani 😉

Czego w ogóle spodziewacie się po tej trasie?
xzbytx:
Liczymy na dobrą zabawę i chcielibyśmy bardzo, żeby na każdy gig przyszło jak najwięcej osób. Niestety ostatnio różnie z tym bywa i nie ma na to reguły. Czasem jest dobry skład i super klub, a mimo to na gigu pusto. Innym razem, gdy spodziewasz się grania dla kilku osób, jest totalna zabawa i pełna sala! Zobaczymy. Szkoda, że nasza płyta jeszcze nie wyszła, ale z drugiej strony będzie okazja, by ruszyć w kolejną traskę, gdy każdy zainteresowany będzie znał nowy materiał.
Dzwon: Ja liczę bardzo na dżonego łolkiera w kranach 🙂 A tak serio, to nigdy się nie nastawiamy na coś konkretnego. Skoro na przykład na ostatnim Show No Mercy, które moim zdaniem operowało potężnym składem, lud wypełnił tylko połowę sali, to coś jest chyba nie tak. Poza tym nikt nas przecież nie lubi 🙂 Mamy jednak skrawek nadziei, że kwiat alternatywnej młodzieży polskiej oderwie się w końcu od RedTube’a i uraczy nas swoją obecnością. Zapraszamy!

Przepytywała Kaśka

 

www.faceofreality.org

Listopadowa trasa FOR:

5.11.2009 Bydgoszcz, klub Estrada +Bed Sores
6.11.2009 Piła, klub Peron Cafe +Bed Sores
7.11.2009 Torun, klub Bunkier +Bed Sores
8.11.2009 Kraków, klub Underworld +Bed Sores
9.11.2009 Lublin, klub Tektura
10.11.2009 Gdynia, klub Rockz (ex Anawa)
11.11.2009 Poznań, klub Pod Minogą

Have any Question or Comment?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Kategorie