Maszynka sposobem na życie

Pin It

Złotów to zagłębie polskiego hardcora. To miasto pełne mocnych dźwięków, kapel hc i wytatuowanych ludzi. Do niedawna poważną luką na tamtejszej scenie był brak klimatycznego studia tatuażu. Kilkanaście miesięcy temu luka została wypełniona. Powołano do życia studio My Life My Way. Jego pomysłodawcą i założycielem jest Dawid Gappa, były gitarzysta 1125.

Historia studia nie jest jeszcze długa, bo miejsce to powstało kilkanaście miesięcy temu. Dłuższa jest historia samego pomysłu na otwarcie studia, która zakiełkowała w głowie Dawida już bardzo dawno. W końcu od rozmów postanowił przejść do czynów. Póki co studio jest otwarte dwa tygodnie w miesiącu, ponieważ Dawid nadal pracuje w Berlinie.
Tatuator nie jest zbyt wielkim fanem wystawiania się na konwencjach, dlatego rzadko można spotkać jego boks na tego typu imprezach. Choć czasem się na to decyduje. Był między innymi w ubiegłym roku w Gdańsku. Zdecydowanie woli jednak występować na konwencjach w roli widza, bo wtedy może podpatrywać innych podczas tatuowania.
Skalę swoich wartości określa następująco: Na pierwszym miejscu familia – czyli Kasia i dzieciaki. Na drugim miejscu w równym rzędzie stawia rysowanie, tatuowanie i granie na gitarze.

Jakie znaczenie ma dla ciebie nazwa studia – „my life, my way”?
Dawid:
Nazwa pojawiła się w mojej głowie jakieś 5-6 lat temu. Najpierw była maszynka na szyi. Chciałem ją przedstawić nie tylko jako narzędzie pracy, ale również jako sposób na życie, coś co towarzyszy mi na co dzień. I tak oto wskoczył na maszynkę mały napis. Naturalną koleją rzeczy było, że ten napis stał się potem nazwą dla mojego studia. To jest właśnie mój sposób na życie, który realizuję.

Kiedy i w jaki sposób doszedłeś do takiego wniosku?
– Przygodę z tatuażem zacząłem od tego, że poszedłem pewnego dnia do znajomego i dałem mu się wytatuować. Pogadaliśmy sobie między innymi na ten temat samodzielnej budowy maszynek. Później była chwila zastanowienia i stwierdzenie, że jeżeli rysuję, to powinienem dać radę w tatuowaniu. Zaczynałem na przełomie 1996 i 1997 roku. W tamtych czasach jak wiadomo były braki sprzętowe, ale jak człowiek chciał, próbował ciągle nowych sztuczek z maszynką. Klientów też na początku nie było, odnalazłem więc swoje przedramię i nogi. Jednak powoli moje tatuaże zaczęły się też pojawiać na innych. Potem było już coraz lepiej.

Teraz tatuujesz w rozjazdach: raz w Polsce, raz w Niemczech. Jak trafiłeś do Berlina?

– Wyjechałem do Berlina w 2002 roku. Do studia tatuażu trafiłem przypadkowo, „z ulicy”. Poznałem tam dwóch tatuatorów Matthesa (on wydziubał mi maszynkę na szyi ) i Patricka (wytatuował mi prawe przedramię), którzy swoją pracą i otwarciem pomogli mi osiągnąć to, co dziś potrafię. Pracowałem tam trzy i pół roku. Z drugim studiem mam kontakt od około trzech lat, a pracuję od około dwóch. The Temple to grupa ludzi pozytywnie nastawionych do życia, co się bardzo dobrze przekłada na współpracę z nimi.
W Berlinie żyję już od ośmiu lat. Nigdy nie myślałem o tym, żeby tam zostać na stałe . Zawsze miałem w głowie plan, że wrócę do Polski. Myślę, że i tak długo wytrzymałem. Po prostu brakuje mi tam Polski, a w szczególności Złotowa. Brak częstszego niż raz na kilka miesięcy kontaktu z rodziną i przyjaciółmi nie należy w moim przypadku do ulubionych rzeczy. Dlatego postanowiłem, że coś przydałoby się zmienić. Do tego doszła ciągle odwlekana chęć otworzenia studia. I tak oto przyszedł czas na powrót.

Tatuując, gustujesz raczej w czerni i szarościach niż w kolorach.

– Tatuaże, które lubię wykonywać są  ukierunkowane na realizm. Coś co posiada dużo cienia, kontrastu i mało linii. Od zawsze ołówek był moim głównym narzędziem. Od zawsze też przemawiały do mnie bardziej realistyczne prace wykonane ołówkiem, tuszem, kredkami czy sangwiną niż prace malarskie. Kiedy zacząłem tatuować, automatyczne potraktowałem maszynkę podobnie jak wcześniej ołówek. Niesamowita jest dla mnie możliwość przedstawienia czegoś w sposób trójwymiarowy na płaskiej powierzchni. Preferuję raczej prace czarno-szare, aczkolwiek od jakiegoś roku staram się dorzucić trochę koloru. I kto wie, może się kiedyś rano obudzę i stwierdzę, że od dziś będzie bardzo kolorowo? Never say never!

Podkreślasz, że traktujesz tatuowanie na równi z graniem na gitarze. Mimo to postanowiłeś opuścić szeregi jednej z najpopularniejszych hardcorowych kapel w Polsce – 1125. Dlaczego?

– O ile dobrze pamiętam, doszedłem do chłopaków po około roku ich grania. Czasu, który z nimi spędziłem, nigdy nie zapomnę. Dla mnie była to rewelacja. Ostatnio właśnie włączyłem sobie pierwszą płytę Jedenastek i jak usłyszałem „Złotowski rap” to mnie powaliło, że tacy byliśmy zdolni! 🙂
Nie było mi łatwo rozstać się z chłopakami. Dużo różnych rzeczy wtedy się działo w moim życiu i może moją winą było, że nie mogłem sobie ze wszystkim w 100 procentach poradzić. W tym okresie zaczynałem też tatuować. Po części może i to przeważyło. Myślę jednak, że w końcowym efekcie nie stało się źle. Może przez to, że nie dawałem rady wszystkiego ogarnąć, hamowałbym zespół? A tak mogli się dalej rozwijać. Ja tymczasem mogłem poświęcić się rysowaniu i tatuowaniu. Miałem wtedy też okazję pograć w innej kapeli StampDown. Nagraliśmy nawet jedną płytkę.

Masz teraz w zanadrzu jakieś pomysły na muzyczne projekty?

Przez kilka lat po rozstaniu z 1125 odstawiłem gitarę trochę na boczny tor, ale już to powoli nadrabiam. Pogadałem sobie z Lalą o tym, jak razem graliśmy i pomyśleliśmy, że można by zrobić jakiś luźny secik dla przypomnienia. Zagraliśmy jeden, później drugi, trzeci… Granie na gitarze z Lalusiem i chłopakami w Złotowie to jest po prostu piękna sprawa!!! Daje mi to energię do dalszego działania. Mamy też z chłopakami mały plan muzyczny. Będzie fajnie, mocno i szybko. Materiał będzie dość melodyczny, jednak z ciężkimi gitarami. Niektórym będzie pewnie przypominał Projekt. Moim zdaniem jednak będzie to materiał bardziej dojrzały. Nie mogę się już doczekać studia i nagrywania. Kilka kawałków mamy już zrobionych i wiosna powinna przynieść plony tej pracy.
        
Jak oceniasz dzisiejszą złotowską scenę hc? Trzyma się mocno?            
– Jest bardzo dobra i postawna. Rozwija się już od ponad dziesięciu lat i ciągle rośnie. Jestem pełen podziwu, że nie tylko duża ilość młodych zaczyna grać i słuchać muzyki, ale także cała brygada „starych” jest wierna temu, co lubi. Mimo że prawie każdy ma już rodzinę, to jednak trzyma się to towarzystwo na bardzo przyzwoitym poziomie. Bardzo fajnie panowie i panie!!! Naturalnie przeważająca część ekipy jest już wymalowana tu i ówdzie większymi lub mniejszymi pracami całego przekroju tatuatorów (i nie tylko niestety). Ale mam nadzieję, że i mi dadzą szansę wykazania się i zrobienia dla nich paru fajny rzeczy.

 {googleAds}
<script type=”text/javascript”><!–
google_ad_client = „pub-8321618055603731”;
/* 468×60, utworzono 09-01-18 */
google_ad_slot = „7635850052”;
google_ad_width = 468;
google_ad_height = 60;
//–>
</script>
<script type=”text/javascript”
src=”http://pagead2.googlesyndication.com/pagead/show_ads.js”>
</script>
{/googleAds}  

   
   

Więcej: My Life My Way

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *