Ronald „xronix” Lachowicz – nie tylko o tatuowaniu oczu

Pin It

Ronald Lachowicz znany również jako xronix to pierwsza osoba w Polsce i pewnie jedna z pierwszych na świecie, która tatuuje oczy. Zaczął od wytatuowania własnych gałek, po czym przyszedł czas na oczy znajomych. Roni to niewątpliwe jedna z najbardziej ekstremalnych postaci w Polsce. Poza tatuowaniem oczu, zajmuje się wszelkiego rodzaju modyfikacjami ciała. Im zabieg bardziej skomplikowany i im bardziej nietypowy, tym lepiej. Poza tym uwielbia ciuchy, również damskie oraz chodzenie po lumpeksach. Zajmuje się ręcznym robieniem różnego rodzaju gadżetów, np. kapeluszy czy albumów. W wolnych chwilach uczy się rysunku, bo chce w przyszłości zostać tatuatorem. Prywatnie Roni to bardzo ciepły, pozytywny i otwarty człowiek. Podczas wywiadu, na który udało mi się go namówić w pewne bardzo gorące popołudnie, opowiedział nie tylko o trudnym zabiegu tatuowania oczu, ale też o podzielonej polskiej scenie i niepotrzebnej agresji, której jest zdecydowanym przeciwnikiem.


Jako pierwszy człowiek w Polsce wytatuowałeś sobie oczy. Nie bałeś się sam robić sobie takiego zabiegu?
Roni:
Na początku, gdy robiłem sobie w myślach jego wizualizację, były nerwy. Musiałem jednak wprowadzić się w stan, w jakim miałem być  podczas zabiegu. Żeby wyciągnąć z siebie emocje, które mogą powodować ewentualny stres czy drżenie ręki. Robiłem to tyle razy w swojej wyobraźni, że w pewnym momencie stało się to w moim odczuciu normalne. Stwierdziłem, że mogę już to zrobić. W samym momencie wykonywania zabiegu już raczej emocji nie było. Brałem pod uwagę, że może mi zadrżeć ręka, ale starałem się o tym nie myśleć. Denerwujesz się i ponosisz porażkę. Brałem pod uwagę, że mogę oślepnąć, ale chęć zmienienia koloru oczu była na tyle duża, że stwierdziłem, że podejmę to ryzyko. Przygotowywałem się do tego zabiegu naprawdę długo.

Jak długo?
– Odkąd zobaczyłem wytatuowane oczy, chciałem też zrobić coś takiego. Dużo rozmawiałem z ludźmi, dużo czytałem, eksperymentowałem. Oglądałem w internecie portfolio człowieka, który to robi i filmik, jak to robi. Osobiście nie poznałem nikogo, kto by się tym zajmował. Takich osób jest na świecie niewiele – wiem o jednej i słyszałem o drugiej. Do wniosku, że jestem gotowy, doszedłem po około roku. I jak widać dało radę.

Jak wygląda taki zabieg?
– Początkowo eksperymentowałem, chciałem to zrobić przyrządem po podawania insuliny, ale igły okazały się za cienkie. Zdecydowałem się więc na strzykawkę. Zabieg polega na kilkukrotnym wstrzyknięciu tuszu, który potem rozchodzi się po oku.
Przy pierwszym oku robiłem to kilka dni, powolutku. Raz wstrzyknąłem tusz w jednym miejscu, drugi raz w innym, żeby zobaczyć, jak to się rozejdzie. Drugie oko poszło od razu. Cały zabieg trwał 10 minut, ponieważ robiłem go sam sobie. Tatuowanie oka kolegi zajęło mi kilka minut. Samo wstrzyknięcie trwa 3-4 sekundy jedno, a jest ich około sześciu.

Z czym miałeś największy problem wykonując ten zabieg?
– W trakcie zabiegu czuje się  podrażnienie, że coś się dzieje w oku, że coś tam jednak jest. Wtedy chcesz to oko zamknąć, ale nie możesz. Ponieważ sam sobie wbijałem igłę, obraz się nieco deformował, gdy tkanka się naprężała i zaczynała nachodzić na źrenicę. W tym momencie deformował mi się obraz. Musiałem korzystać tylko z drugiego oka. Czasami było to dość trudne i robiłem zabieg na wyczucie, wolno i delikatnie.  

Czy tatuaż oka trzeba poprawiać?
– Jeśli pojawia się jakiś  prześwit, bo tusz zawsze może się rozejść nie tak, jakby się  tego chciało, to można potem dotatuować.

Chętni mogą się  już do ciebie zgłaszać na taki zabieg?

– Tak, jestem na tyle pewny swoich umiejętności, że mogę to robić. Ale na pewno nie zrobię  tego osobie, która przyjdzie do mnie z ulicy i powie: „cześć, chcę  mieć inny kolor oczu!” Nie każdy jest na to gotowy. Tak jak tatuatorzy odmawiają komuś wytatuowania szyi, twarzy czy dłoni. Ludzie często nie zdają sobie sprawy, na co się decydują. Miałem kiedyś klienta, który chciał mieć skaryfikację na twarzy. Poradziłem mu, żeby narysował sobie czerwone kreski i chodził tak po mieście przez kilka tygodni, żeby zobaczył, jak ludzie będą na to reagowali i sprawdził, czy zniesie to psychicznie. Już się później nie odezwał. Ale jeśli znajdzie się ktoś, kto naprawdę będzie chciał mieć wytatuowane oczy, kto będzie świadomy i odpowiedzialny, wtedy nie ma problemu!

Są według Ciebie bardziej ekstremalne modyfikacje niż tatuowanie oczu?
– Z technicznego punktu widzenia wytatuowanie oczu sobie było bardzo trudne. Tym bardziej jestem zadowolony, że udało mi się to osiągnąć. Kiedy rozmawiałem ostatnio z moją mamą, powiedziałem jej, że już tylko operacja zmiany płci może ją zaskoczyć. I tak jest według mnie – bardziej ekstremalna jest już chyba tylko operacja zmiany płci.

A co ty masz jeszcze do osiągnięcia na polu modyfikacji ciała?
– Byłbym w stanie zrobić  komuś amputację. Sobie nie, bo nie widzę takiej potrzeby, ale rozumiem i szanuję ludzi, którzy chcą pozbyć  się pewnej części ciała. Wiem, że to kontrowersyjny temat, ale mentalnie ogarniam go na tyle, że nie jest to dla mnie problem. Choć przyznam, że wolałbym, aby to lekarz robił takie rzeczy. Chciałabym też kiedyś  rozdwoić penisa. Wymaga to dużej wiedzy i umiejętności. Modyfikacje robi się  nie tylko dla wyglądu, ale po to, żeby polepszyć funkcjonalność swojego ciała.

Jak rozwinąłeś się  w robieniu implantów? Jeszcze dwa lata temu mówiłeś, że w nich raczkujesz.
– Współpracuję z Doktorem X. Wymieniamy się doświadczeniami, rozmawiamy z lekarzami, czytamy, wyciągamy wnioski. Jesteśmy w stanie zrobić implanty transdermalne i subdermalne. Już nie ma z tym problemu. Lekarz takiej rzeczy nie zrobi, bo zostanie wyklęty przez środowisko lekarskie, albo zażyczy sobie za zabieg taką ilość pieniędzy, że mało kogo będzie na to stać. Po to są tacy ludzie jak my. Jeśli jednak coś wykracza poza nasze kompetencje, nie zabieramy się za to. Ale zrobienie implanta to wejście pod skórę. Tu nasze kompetencje jeszcze sięgają. Nie zamierzam nikomu grzebać w organach wewnętrznych.

Czasem także podwieszasz –  siebie lub innych. Czemu grupa Suspension Team  przekształciła się w Hooked Friends?
– Nasze drogi z pewnymi osobami po prostu się rozeszły, bez spin i zawiści. Stwierdziliśmy, że mamy nieco inne priorytety. Teraz grupę Hooked Friends tworzymy ja, Kasia – Miss Venflon z Bielska-Białej, Ewa z Elbląga, która mieszka we Wrocławiu i Kubuś z Wrocławia. Było nas widać w Łodzi, teraz będziemy obecni w Gdańsku.

Jak oceniasz rynek polskich konwencji tatuażu? Ich jakość i ilość?
– Jeśli chodzi o poziom tatuażu, w Polsce jest bardzo dobrze. Jeśli natomiast chodzi o sam klimat na konwencjach, to mam wrażenie, że ludzie za granicą są bardziej otwarci. U nas też nie jest źle, ludzie w większości są pozytywni. Niestety są też gwiazdeczki, które srają wyżej niż głowy mają. Ale to chyba uroki artystycznych zawodów.
Dla mnie konwencje mogłyby się odbywać raz w miesiącu. Ale to musi być impreza ciekawa. Nie może być tak, że ktoś mówi sobie, zrobię konwencję i ją robi bez żadnego pomysłu. Reklamuje ją jako super imprezę, a ty potem przychodzisz i widzisz, że było więcej szumu niż to wszystko warte.
Ogólnie staram się być poza tą polską sceną tatuatorską i piercerską. Scena jest, bo jest, ale nie traktuję jej jak rodzinę. Są ludzie których szanuję i lubię. To wszystko. Wkurza mnie, że ludzie zamiast się wspierać i pomagać sobie, robią sobie jakieś podjazdy. Jeszcze gorzej, jak klepią się po pleckach, widząc, że ktoś ewidentnie przesadza albo robi coś niewłaściwie. Niestety, to są tylko ludzie.

W Polsce brakuje imprez typu sus con. Czemu tak się dzieje?

– Co do samych sus conów, wyjaśnię pewną zasadniczą kwestię. Sus pochodzi od suspension, con od convention. W Krakowie podobno odbył się sus con, z tym że była to bardziej impreza, na której można się było po prostu podwiesić niż faktyczny konwent suspension. Nie przyjechały grupy z zagranicy i nie spotkały się polskie teamy, żeby współpracować. Także wydaje mi się po raz kolejny ktoś tu użył zbyt dużego słowa.
Takich imprez u nas brakuje i jeszcze pewnie przez chwilę będzie brakować. Niestety, jesteśmy w Polsce bardzo podzieleni.

W Polsce nie ma też studiów samego piercingu.
– Polska nie jest jeszcze krajem na tyle otwartym na modyfikacje ciała, żeby to przeszło. Studia utrzymują  się głównie z tatuażu. Kolczyki są bardziej traktowane jako dodatek. Poza tym w Polsce jeszcze aż tak dużo ludzi się nie kolczykuje.
Piercerzy są ciągle spychani na drugi tor. Czasem są w ogóle pomijani. Jeśli na największej polskiej konwencji w Krakowie może przekłuwać tylko piercer organizatora albo goście z zagranicy, a reszta ma zakaz (czyli my, Polacy!), to wydaje mi się to nie do końca fair. Jeśli mówimy o wspieraniu sceny, to trzeba się zastanowić, czy naprawdę chcemy ją wspierać, czy chodzi tylko o kasę i o promowanie samych siebie!
Mi organizator mówi, że jest zakaz przekłuwania na konwencie. Od znajomych z zagranicy dowiaduję się jednak, że oni takiego zakazu nie mają. Czyli wychodzi na to, że jestem gorszy od ludzi z innych krajów, bo jestem Polakiem. Tak się przynajmniej poczułem. Polak gnojący Polaka, bardzo przykre! Rozumiem, że jestem z konkurencji i że mieszkam w tym samym mieście, ale bez przesady! Ja i moje studio tak nie patrzymy na ludzi. Jestem taki zbuntowany, że i tak nakleiłem sobie karteczkę „piercing” na boksie. Na szczęście obeszło się bez rękoczynów czy nazywania mnie szmatą. A szkoda, bo to lubię! 🙂 Chcę zwrócić uwagę na to, jak polscy piercerzy są traktowani na niektórych imprezach.

Za ile lat jest szansa na zmiany w traktowaniu piercerów?

– Nie wiem, czy moje prawnuki tego dożyją. Idzie to niestety bardzo wolno.

Niektórzy uważają,  że piercing to nie sztuka. Może tu tkwi problem?
– Artystyczny makijaż, odpowiedni ubiór, tatuaż – każdą zmianę ciała i wyglądu można nazwać sztuką. Dobór odpowiedniego kolczyka i dobór miejsca połączony z urodą klienta. Dla mnie to jak najbardziej sztuka.

Od dwóch lat mieszkasz w Krakowie. Dlaczego się przeprowadziłeś?
– Poznań nie podobał  mi się jako miasto. Mam tam bardzo dobrych przyjaciół, ale Kraków jest bardziej otwarty. Przyjechałem tu kiedyś i pomyślałem, że fajnie byłoby tu mieszkać. Nadarzyła się okazja pracy w 9th Circle. No i jestem! Choć nie wykluczam dalszych przeprowadzek.

Od dwóch lat coraz chętniej i częściej przebierasz się w damskie i/lub gotyckie ciuchy. Czy to Kraków tak na ciebie działa?

– Nie przebieram się! To jest ubiór, nie przebranie. Ostatnio przebrałem się na konwent w dżinsy i zwykły t-shirt. Ciuchy z typowych sklepów są dla mnie po prostu nudne i nijakie. Każdy chodzi tak, jak mu wygodnie, a dla mnie takie właśnie ciuchy są wygodne i dobrze się w nich czuję. Te wszystkie damskie ciuszki to tzw. crossdressing. Nie ma tu spełnienia seksualnego czy emocjonalnego – chyba że ktoś płaci ;). Ty zakładasz spodnie i bluzę, nie myśląc o tym. Ja wyciągam z szafy mini szpile i jest podobnie. Nie jest mi potrzebna przynależność do żadnej płci. To są po prostu ubrania. Jeśli założę damskie majteczki, to też musi mi być w nich wygonie. Nie założę przecież stringów, żeby mi coś dyndało po kolona 🙂

Ale ubierasz się tak coraz częściej.
– Na gotyckim festiwalu w Niemczech spotkałem cross dresserów – facetów zachowujących się  „normalnie”, ale w damskich ciuchach. Idealnie dobrane dodatki, piękne makijaże – pomyślałem „jacy piękni ludzie”. A co jeszcze lepsze, szło z nimi normalnie porozmawiać. Bo to, że ktoś się wyróżnia wyglądem po to, że niby nie ma świecić czym innym, to dziwny stereotyp. To samo spotyka zresztą ludzi wytatuowanych. Dlatego nie rozumiem osób z branży, którzy zarzucają mi, że wyglądem chcę zwrócić na siebie uwagę. Sami mają tatuaże, które tak samo zwracają uwagę.
Wracając do wątku, na tym gotyckim festiwalu zrozumiałem, że coś takiego siedzi we mnie od wielu, wielu lat. Wróciłem do domu i stwierdziłem, że zaryzykuję, że najwyżej będę męczennikiem, którego ktoś zabije na ulicy. I tak wyszedłem na konwencję w stroju lolity.

Uważasz, że Polacy są  bardziej otwarci niż na przykład dwa lata temu?

– Pomijając świat nożowników, to tak. Kiedyś w małym mieście, z którego pochodzę, wychodząc na ulicę z dredami i kolczykami, słyszało się głównie głupie opinie, że nie chce mi się myć, że jestem gąbeczką  na szpilki itp. Teraz pojechałem do domu na Boże Narodzenie w czarnych lateksowych kozakach po uda, gorsecie, mini i nie spotkałem się z agresją. Podchodziły do mnie obce osoby i rozmawiały ze mną o moim wyglądzie. Staram się otwierać umysły ludziom i czasem mi się to udaje. Oczywiście nic na siłę. Są osoby, którym to się nie podoba i nie potrafią przejść obojętnie, ale nie przejmuję się tym. Są to głównie łyse główki, które nie wiedzą, jak reagować na inność.

Nie masz ochoty wtopić się czasem w tłum?
– Oczywiście, że mam. I czasem to robię. Ale teoretycznie nie ma takiej opcji. Jeśli mam ochotę  wyjść ubrany jak „śmierć”, to ludzie raczej nie przejdą obojętnie. Ale zdarza się, że mam częściowo zasłoniętą twarz, bo mam na przykład woalkę. Wtedy ludzie najczęściej myślą, że jestem aktorem lub performerem. Pytają, dlaczego jestem przebrany. Wtedy odpowiadam, że to nie przebranie, ale ubranie. Za granicą mi się to jeszcze nie zdarzyło. Charakteryzacja jest bardzo ciekawą dziedziną sztuki. Jakbym chciał, mógłbym wyglądać normalnie. Choć na co dzień unikam używania określeń, co jest normalne, a co nie jest. Dla mnie norma jest w tym momencie rzadkością.

Masz plany na dalszą  modyfikację swojego ciała?
– Kiedy zobaczyłem film „Avatar”, stwierdziłem, że chcę się zmienić w kogoś  pomiędzy Avatarem a Nightcrawlerem z „X-Men’ów”. Będą to anatomicznie dopasowane tatuaże, coś jak człowiek-kot czy człowiek-jaszczurka. Muszę to jeszcze jednak dokładnie opracować, żeby każdy element pasował do siebie. Od początku chciałem coś takiego zrobić, ale patrząc na ludzi z tatuażami, stwierdziłem, że może wytatuuję sobie portret czy coś podobnego. Doszedłem jednak do wniosku, że to będzie pójście na łatwiznę, bo ludzie mają takie rzeczy i wtopię się w ten sposób w otoczenie, dopasuje do sceny ;). A ja chcę się zmienić w kogoś nieprzypominającego człowieka. A jednocześnie wewnętrznie być bardziej ludzkim niż niejedna osoba, która wygląda jak „normalny” człowiek. Bo z wyglądem musi iść oczywiście w parze rozwój intelektualny i mentalny. Sam staram się zrozumieć ludzi, ich tok myślenia. Być na tyle otwarty, a jednocześnie na tyle ortodoksyjny w swoich przekonaniach, żeby móc to połączyć. Wiem, że dam radę, bardzo dużo pracuję nad sobą.
Nie rozumiem osób, które nazywają mnie medialną dziwką. Dlaczego medialną? Bo udzielam wywiadów? Uważam po prostu, że jeżeli mam coś do powiedzenia, to czemu nie? Dzięki temu, że się o tym tyle w mediach mówi, ludzie zaczynają inaczej patrzeć na tatuaże czy modyfikacje ciała. Otwierają się. Dzięki temu artyści mogą się rozwijać. Wychodzą ze swojego małego undergroundowego getta i obalają mur, który jest nam niepotrzebny. Po co ludzie szukają głupich podziałów? Czuję to na sobie. Idę na gotycki koncert to jestem zmodyfikowanym pedałem, idę na konwencję tatuażu – jestem pedałem gotyckim, idę do pedalskiego klubu – jestem gotyckim zmodyfikowanym dziwakiem. Są to trzy bliskie mi sceny, a tak naprawdę nie zawsze są tam bliskie mi osoby. A  znam swoją wartość. Każdy ma prawo do swoich poglądów. Według mnie można mieć nawet wytatuowaną nazistowska swastykę na czole. Radzę poczytać o znaczeniu swastyki, bo jest to o dziwo bardzo pozytywny symbol.

A jak ktoś z tą  swastyką przenosi swoje agresywne działania na ulicę?

– To już nie jest ok. Ja nie biegam za nikim i nie mówię, że ma zostać pedałem lub weganinem. Każdy ma prawo do swoich poglądów, o ile tymi poglądami nikomu nie szkodzi. Nawet do poglądów nazistowskich. Mam takich znajomych, rozmawiam z nimi i nie mam noża w plecach, mimo iż nie jesteśmy sobie jakoś szczególnie bliscy. Z każdej strony można znaleźć inteligentnych ludzi. Jeśli jednak ktoś okazuje agresywnie swoje poglądy, to już nie jest ok. I to już osobiście mi przeszkadza.

Pogawędkę z Ronim ucięła sobie KaśkaHCT

GALERIA ZDJĘĆ RONIEGO

WESPRZYJ STRONĘ, KLIKNIJ W REKLAMĘ!

{googleAds}
<script type=”text/javascript”><!–
google_ad_client = „pub-8321618055603731”;
/* 468×60, utworzono 09-01-18 */
google_ad_slot = „7635850052”;
google_ad_width = 468;
google_ad_height = 60;
//–>
</script>
<script type=”text/javascript”
src=”http://pagead2.googlesyndication.com/pagead/show_ads.js”>
</script>
{/googleAds}        

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *