Skontaktuj się z nami!   +48 511 991 135

Czy Casteta słuchasz w klopie? – recenzja “Baśnie tysiąca i jednej trasy”


Castet jaki jest, każdy widzi. „Baśnie tysiąca i jednej trasy” to 5 pełny studyjny album Ślązaków. Na płycie znajdziemy 15 numerów utrzymanych w stylu, w którym chłopaki konsekwentnie działają od lat.

Na próżno na tej płycie szukać nowości i odkrywania kolejnych muzycznych horyzontów. Ale w żadnym wypadku nie jest to zarzut. Nikt chyba nie oczekiwał, aby nowy Castet był rewolucyjny i namieszał w gatunku. Jak za każdym razem numery są szybkie, proste i pozbawione zbędnych ozdobników, które mogą tylko wkurwiać. W przypadku warstwy tekstowe, Castet kolejny raz celnie punktuje rzeczy, które wielu irytują, wkurwiają lub po prostu śmieszą w tzw. scenie HC/punk. Są to rzeczy, o których inni wstydzą się lub boją głośno mówić wprost. Oni jednak nie pierdolą się w tańcu i o wszystkim mówią bez ogródek. Są także tzw. „życiówki”. W końcu kto z nas nie czyta po kiblach. Do tej pory pamiętam, jak po koncercie Street Chaos w Rudzie Śląskiej, Fakir zapytany o inspiracje do tekstów, bez chwili zastanowienia odpowiedział: „życie”.
„Baśnie…” to album, który świetnie sprawdza się na słuchawkach (idealna długość, w sam raz na drogę do pracy) jak i na koncertach. Na początku miałem względem jej mieszane uczucia, jednak po kilku przesłuchaniach siadła bardzo.
Płyta bardzo ładnie wydana, świetna grafika na okładce. Mogę się przyczepić tylko do jednego. Ten font na froncie… Ale zapewne było to zamierzone działanie. Bo co by nie mówić, mam wrażenie, że wszystko co Castet robi, chociaż mogło by się wydawać inaczej, jest bardzo mocno przemyślane.


 

Losowe zdjęcia

konwencja_tatuau_w_budapeszcie_2011_20110326_2078694453 rearrange_20100815_2078901254 roman_21_20090427_1607090106 sickfellas_2_20130225_1847002597 the_last_charge_17_20121109_1596617907 london_tattoo_convention_2009_40_20091025_1031160877 giloo25 32456568_1773457662692938_599528828376711168_n 0617_norman