Skontaktuj się z nami!       Studio, Sklep: 534 797 224       Wytwórnia, Portal: 692 703 463 

Deskorolka wpisuje się w strukturę miasta – wywiad ze krakowskimi skaterami


Pin It

Są drugim pokoleniem skaterów w Krakowie i trzecim w Polsce. Śmigają na deskorolkach od kilkunastu lat. Najbardziej lubią jazdę na streecie, bo deskorolka świetne wpisuje się w strukturę miasta. Cenią sobie wolność i niezależność. Od siedmiu lat ozdabiają swoje ciała deskorolkowymi tatuażami. Zimą szaleją na snowboardzie, ale zgodnie podkreślają, że to deskorolka jest najważniejsza w ich życiu. O swojej pasji opowiadają Maciek Heczko (lat 28, jeździ na desce od 14 lat) i Piotrek Hryniów (lat 26, deska towarzyszy mu od 12 lat).


Pamiętacie, jak zaczynaliście przygodę z deskorolką?
Piotrek:
Miałem jakieś 14 lat, kiedy nauczyłem się jeździć. Razem z kolegą poświęcałem temu zajęciu dużo czasu i bardzo to lubiłem. Potem, razem z Maćkiem jeździliśmy pod teatrem Słowackiego i po Rynku Głównym. Wtedy była jeszcze na nim inna nawierzchnia.
Maciek: Pod Słowackim była ekipa starszych chłopaków, która pewnego dnia pozwoliła nam jeździć z nimi. To było coś. Jeździliśmy też wtedy busem do Myślenic do skateparku, bo w Krakowie nie było takiego miejsca.

Ktoś wam pokazywał, jak się jeździ?
Maciek:
Jedyną naszą inspiracją w tamtych czasach były VHS-y przegrywane po raz szósty. Muzykę z filmów deskorolkowych zgrywaliśmy z VHS-a na kasetę, żeby mieć do walkmena. Nauczenie się podstawowych ewolucji deskorolkowych zajmowało wtedy parę lat. Dziś media skate’owe są o wiele lepiej rozwinięte. Moją stronę skatenews.pl odwiedza 1500 unikalnych użytkowników dziennie. Dzieciaki uczą się szybciej, bo mają dobry sprzęt i ludzi, którzy pokazują im, jak się jeździ. My tego nie mieliśmy. Było nam o wiele trudniej zdobyć sprzęt. Poza tym był bardzo drogi. Zresztą nadal taki jest.

Ile dziś kosztuje deska?
Maciek:
Podstawowa deska to koszt ok. 600-700 zł: 150-250 drewno, kółka koło stówy, łożyska koło 50-150 zł, tracki (metalowe części) po 200 zł.
Piotrek: Można kupić w markecie za 99 zł, ale to jest parodia deskorolki. Tak naprawdę do 200 zł to nie jest dobra deska.
Maciek: Na szczęście deska ma dużo podzespołów. Jak się coś zepsuje, nie trzeba od razu kupować nowej. Wystarczy wymienić jeden element. Ja najczęściej wymieniam drewno, bo się łamie lub rozwarstwia.

Deski często się łamią?
Maciek:
Większość przypadków złamania deski to jest twój błąd. Jeżeli źle spadniesz na deskę podczas tricku, za bardzo na przód lub za bardzo na tył, wtedy jest większe prawdopodobieństwo, że się złamie.
Piotrek: Oczywiście dużo zależy też od jakości drewna.

Po ile macie desek?
Maciek:
Po jednej. Sprzęt dobiera się do tego, jak się jeździ. Na przykład po klasycznej rampie, basenach i bowlach lepiej się jeździ na szerszych deskach.

A kontuzje? Często się zdarzają?
Maciek:
Wbrew pozorom, to nie jest kontuzyjny sport. Wydaje mi się, że więcej wypadków zdarza się na w-fie w szkole. Każdy z nas miał oczywiście jakieś kontuzje, jak np. złamana ręka czy noga. Jednak najgorsze w takich sportach są kontuzje kolan, których w deskorolce jest mało. Częściej zdarzają się np. w snowboardzie.
Piotrek: Najważniejsze jest to, żeby się nauczyć upadać. I żeby nie przeceniać swoich umiejętności.
Maciek: Dziś ja już mniej skaczę, np. z wysokich schodów. Jak byliśmy młodsi, rzucaliśmy się ostro na ryj.
Piotrek:
Wtedy było więcej brawury niż umiejętności!

Ilu jest w tym momencie skaterów w Krakowie?
Maciek:
Około dwóch tysięcy. Nie widać ich, bo często są pochowani po osiedlach. Pod blokami mają zmontowane przez siebie rurki i boxy. Młodych ludzi jeździłoby o wiele więcej, gdyby mieli gdzie. Ale że nie mają, to rezygnują z jazdy. Krakowska scena byłaby mega mocna, gdyby ekipa, z którą jeździliśmy, nie przestała. Sam nie jeździłem przez 1,5 roku. Choć ostatnio sytuacja trochę się poprawia i skaterzy znów zaczynają wychodzić na ulice.

Ale skateparków nadal brakuje?
Maciek:
W Polsce są bardzo małe parki, przez co jesteśmy w dupie. O ile nieźle już jeździmy na streecie czy miejskich murkach i ludzie wrzucają już naprawdę dobre tricki, to jak jadą na jakiekolwiek europejskie zawody i jak ktoś jest 36 na np. 100 zawodników, to jest zajebiście.
Jesteśmy coraz bliżej, ale nadal bardzo daleko, np. za skaterami ze Stanów. W Polsce nie ma ani jednej dużej rampy. Kiedy jedziemy do Pragi do Mystic Parku, przez trzy dni ogarniamy prędkość, z jaką jeździ się po dużych przeszkodach.
Piotek: Ja jeżdżę np. do Berlina, gdzie jest potężny skatepark, ogromna rampa na kilka metrów, bowl. Jest wszystko. I takich obiektów jest tam kilka. Wszyscy dookoła praktycznie już mają takie parki, tylko w Polsce ich nie ma.

To gdzie jest w tym momencie najlepszy polski skatepark?
Maciek:
We Wrocławiu na starej zajezdni tramwajowej. Jest tam jedyny kryty skatepark w Polsce. Zajebista część deskorolkowa jest też w skateparku w Poznaniu. Minus jest taki, że są to miejsca płatne i trzeba w nich jeździć w kaskach. Zajebisty skatepark miała też Warszawa w Blue City. Miasto nie kiwnęło przy nim palcem, skaterzy sami go zrobili we współpracy z firmami. Udało im się dogadać z hipermarketem, żeby mieć dobry czynsz. Ale minęły cztery lata, umowa wygasła i hipermarket jej nie przedłużył. Warszawa to jedyna europejska stolica bez krytego skateparku. Nawet na Ukrainie są takie miejsca.

A są jakieś duże zawody w Polsce?
Maciek:
Teraz nie. Były w 2005 roku – Etnies European Open na hali Wisły. Cieć powiedział mi wtedy, że nigdy nie było tam tyle osób, nawet na koszykówce. Na trzydniowe zawody zjechali najlepsi skaterzy z całego świata. Gazety rozpisywały się o tym wydarzeniu, miasto bardzo chętnie się pod nim podpisało. Ale problem jest w Polsce taki, że nawet jak jest coś ciekawego, to później nie ma na to pieniędzy. Były plany, żeby zrobić kolejną edycję. Minęło sześć lat i nic.
Duże zawody były kiedyś w Toruniu – Mentor Skateboarding Session na hali Tor-Tor. Ogromny, cudowny skatepark. Ludzie z całej Europy przyjeżdżali tam jeździć. Też już go nie ma.

Gdyby były w Polsce dobre skateparki, mielibyście szanse zaistnieć w zawodach jako dobrzy skaterzy?
Maciek:
Nie mamy możliwości rozwoju, bo nie ma miejsc do jazdy. Prosta sprawa. Ale zawody nie są kryterium wyznaczającym poziom w deskorolce. Najważniejsze są dla skaterów filmy wideo, które kreują całą deskorolkę. Ludzie nie zdają sobie sprawy, że nagranie 2-3 minutowego materiału do filmu trwa nawet 2-3 lata. To jest ciężka praca. Nie jest łatwo nakręcić gościa skaczącego z 15 schodów.

Co najbardziej lubicie w deskorolce?
Piotrek:
Niezależność. To jest sport, który powstał na ulicy. To ty decydujesz, jak jeździsz. Ty ten sport wymyślasz. Nie masz określonych zasad, jak np. w piłce nożnej. Nikt ci nie mówi, jak masz trenować. Tylko od ciebie zależy, czy wjedziesz na krawężnik, czy nie lub jak z niego zjedziesz. Każdą przeszkodę możesz pokonać, jak chcesz.
Maciek: Deskorolka świetne wpisuje się w strukturę miasta. Miasto jest z betonu, na deskorolce też możesz jeździć po betonie, po równej nawierzchni. I masz nieskończoną ilość tricków. Możesz jeździć 30 lat i nie będziesz umieć niektórych rzeczy. Ale mnie najbardziej ostatnio cieszy sama jazda po ulicy. Deskorolka jest z ulicy i tam na zawsze pozostanie. Skateparki to jest tylko możliwość trenowania nowych trików. Jeżeli chcesz zjechać po poręczy przy schodach, to dobrze się tego nauczyć w miejscu, które jest do tego stworzone.

Wychodzicie z domu bez deski?
Maciek:
Czasem… Ale przez tyle lat jazdy na desce, lepiej się czujesz, jak jedziesz niż jak idziesz. Ostatnio łapię się na tym, że do sklepu za rogiem jadę na desce, bo nie chce mi się łazić. Poza tym na deskorolce jest szybciej.

Jak się jeździ po Krakowie?
Maciek:
Ciężko, bo wszędzie jest kostka. Urzędnicy lubią kostkę, bo jak się zepsuje, to łatwo ją wymienić. Ale przez to my połowy ulic nie możemy przejechać na deskorolce. Kiedyś dało się jeździć nawet po Rynku.

 

SKATERZY I DESKOROLKOWE TATUAŻE – GALERIA

A są jakieś ulubione miejscówki skaterów?
Maciek:
Takim miejscem był bowl w hotelu Forum. Co prawa była to zamknięta przestrzeń, ale nie ograniczała cię, bo dróg w bowlu jest tysiące. To było miejsce, gdzie się spotykali skaterzy. Zawsze ktoś tam był, było mnóstwo imprez. Teraz można iść do parku Jordana i potykać się o dzieciaki.
W Katowicach było takie miejsce przy pomniku Trudu Górniczego. Teraz ten teren przebudowują. Miał być tam market czy baseny, ale poszły petycje i budują tam ogromną skateplazę za kilka milionów złotych. Śmiejemy się, że to będzie najlepsza miejscówka w Krakowie, bo jest tylko 70 km stąd.

Jak ważna jest dla skatera muzyka?
Maciek:
Nie wyobrażam sobie wyjścia z domu bez słuchawek. Jak wychodzę na deskę na ulicę sobie pośmigać, szczególnie wieczorkiem, kiedy jest mniejszy ruch, to słucham szybszej gitarowej muzyki, bo to mnie nakręca. Jeżeli chilluję sobie w jakimś parku, ze znajomymi, to słucham czegoś laijtowego, żeby się wyluzować. Zależy od dnia i nastroju.

W Stanach kultura skate od początku związana była z punk rockiem. W Polsce przez długi czas większość skaterów słuchała hip hopu. Czemu tak?
Maciek:
Duża część skaterów w Polsce słuchała hip hopu, bo ta muzyka była swojego czasu bardzo modna. Spora część polskich raperów kiedyś jeździła na desce. Ale nigdy nie było tak, że każdy skate słuchał hip hopu. W Stanach od początku wyglądało to inaczej, bo tamtejsi skaterzy wyszli z surfingu, zresztą tak jak cała deskorolka.
Piotrek: Szeroko pojęta kultura skate w Polsce to był początkowo rzeczywiście głównie hip hop i deskorolka. Ale z czasem to się zaczęło zmieniać. Dziś każdy z nas słucha innej muzyki i inaczej się ubiera. Jest skate w opuszczonych spodniach słuchający rapu, ale są też tacy, którzy słuchają punka i mają wąskie spodnie.
Maciek: Dziś skaterów łączy jedno – jazda na deskorolce.
Piotrek: Dokładnie! Różni ludzie, jedna pasja. To, że ktoś chce jeździć na desce, nie znaczy, że musi słuchać konkretnej muzyki.

A tatuaże? Ważna rzecz dla skaterów?
Maciek:
Tak, na pewno. Parę lat temu rozmawiałem na ten temat z Robsonem. Powiedział mi wtedy, że chce dotrzeć do skaterów, bo to jest środowisko, które kiedyś będzie chciało się tatuować. Miał rację. Właśnie teraz zaczynają to robić. Sam mam wszędzie deskorolkowe tatuaże.

Deskorolkowe tatuaże to jakie?
Maciek:
Związane ze skateboardingiem. Deskorolki, dużo napisów, logówki, np. oldschoolowych skate’owych firm. Trochę się temu dziwię. Osobiście wolę niepowtarzające się motywy. Ale coraz więcej skaterów się tatuuje. Jak się jedzie na zawody, to już jakieś 50 proc. osób ma tatuaże, większe lub mniejsze.
Piotrek: Jak będziemy starzy i brzydcy, popatrzymy na naszą skórę i wspomnimy, że kiedyś mieliśmy fajne życie z deskorolką.

Większość krakowskich skaterów tatuuje się u Robsona. Czemu akurat tam?
Maciek:
Tattoo Familia przyciągnęła do siebie większość skaterów, bo Robson sponsoruje dużo zawodów deskorolkowych. Poza tym, ludzie przestali chodzić do Kultu, bo skaterzy nie lubią takich dziwnych, medialnych miejsc. Wolimy ciszę, spokój i atmosferę, która jest u Robsona, a dokładniej, którą tworzy ekipa Tattoo Familia z ul. Floriańskiej.

Czy da się dziś w Polsce utrzymać z jazdy na deskorolce?
Maciek:
Niestety nie. Polski przemysł deskorolkowy jest za mały. To kraj dystrybutorów nie producentów. Choć ja i tak mam tzw. good life. Mam pracę, w której się spełniam. Organizuję imprezy skejtowe, wyjeżdżam na tripy, czasem coś pogadam do mikrofonu na zawodach. Zajmuje się, nazwijmy to, promocją skateboardingu w Polsce. Współpracuję też z firmą Techramps przy wielu ich przedsięwzięciach. Jeśli chodzi o finanse, raz jest lepiej, raz
gorzej, ale jak na razie nie chcę zajmować się czymś innym. Nie wyobrażam sobie na przykład pójść pracować do banku.

Rozmawiała Katarzyna Ponikowska

Zdjęcia: Andrzej Banaś (więcej jego zdjęć można obejrzeć na BLOGU)

{googleAds}