Skontaktuj się z nami!       Studio, Sklep: 534 797 224, 511 991 135     

Wytwórnia, Portal: 519 772 220  

Eugene Green: Cieszę się, że jestem częścią polskiej sceny


Eugene Green poznałam zaledwie rok temu – w marcu 2019 r., kiedy przyjechał do Krakowa na otwarcie naszego drugiego studia połączonego ze sklepem z płytami – Hardcore Tattoo Studio & Record Store. Gościliśmy wtedy tatuatorów mocno związanych ze sceną hardcore/punk. Właśnie takich jak Eugene. Przyjechał raz i od razu się polubiliśmy. Teraz stale do nas wraca. To fajny, zaangażowany w scenę człowiek, który lubi bezinteresownie pomagać innym. To ostatnie najbardziej w nim cenię.

Eugene Green pochodzi z Ukrainy z miasta Połtawa. Od prawie trzech lat mieszka we Wrocławiu i tatuuje w Black Moth Tattoo & Piercing. Lubi pracować w szarościach z dodatkiem czerwieni i mrocznej tematyce. W jego wzorach często pojawiają się czaszki, noże, krew i płomienie.

Eugene spotkać można nie tylko z maszynką do tatuowania w ręku, ale też na hardcorowych koncertach. Jest wokalistą kapeli Brave Grave, która zagrała m.in. 4 stycznia 2020 r. na Kilofem W Łeb, trzeciej edycji imprezy organizowanej na Śląsku wspólnie przez Hardcore Tattoo i zespół Little Boy. Eugene słucha m.in. takich zespołów jak Terror, Get The Shot, Madball, Good Looking’ Out, Castet czy Slayer. W jego tatuażach często więc przewijają się też hardcorowo-punkowe motywy! Jest m.in. autorem okładki wydanego przez Hardcore Tattoo Records splita Good Lookin’ Out i Unbeaten. Udziela się też gościnnie w chórkach w kawałku Little Boy Silesia Hard Core Punk „Old Crazy Boys”, do którego w w czerwcu 2019 ukazał się klip.

Zauważyłam, że każdy inaczej wymawia twoje imię. Ja – Eugene (tak jak jest napisane), część osób – Judżin czy nawet Eugeniusz. Jak się do Ciebie zwracać?
– Każdy wymawia moje imię, jak chce i w sumie to dobrze. A zaczęło się od tego, że napisałem do studia, w którym teraz pracuję, jako Eugene, czyli „Judżin”, ale zaczęli na mnie mówić Eugen. I u wielu osób tak zostało.

Czemu wybrałeś akurat nasz kraj do życia?
– Urodziłem się na Ukrainie, ale rodzice pochodzą z Rosji. Niedługo przed moimi narodzinami przeprowadzili się do Połtawy. W jakimś sensie ja jestem i z Ukrainy, i z Rosji. Nie miałem dokładnego planu, gdzie wyjechać. Wróciłem z Chin i szukałem sobie miejsca, gdzie chciałbym mieszkać. Pomysłów było kilka, m.in. Drezno, Wrocław i Praga. Napisałem do kilku studiów tatuażu, że szukam pracy. Padło na Wrocław, bo właśnie stamtąd od razu mi odpisali.

A czemu akurat Wrocław, a nie inne duże, polskie miasto, np. Kraków, Poznań, Gdańsk czy Warszawa?
– Moja mama jeździła kiedyś służbowo do Zgorzelca i czasem wpadała stamtąd do Wrocławia. Zawsze mówiła, że to super miasto. Jakoś tak zostało mi to w głowie. Poszukałem trochę informacji na temat Wrocławia i postanowiłem spróbować. Myślałem też nad Krakowem, bo ma bardzo fajną architekturę i historię. A ja bardzo lubię, kiedy miejsce ma swoją historię i czuć w nim klimat. Właśnie coś takiego poczułem, kiedy przyjechałem do Wrocławia.

Mimo że mieszkasz w Polsce, interesujesz się sytuacją gospodarczą i polityczną na Ukrainie, gdzie spędziłeś całe życie?
– To dla mnie bardzo ciężki i wrażliwy temat. Ja jestem zdecydowanie przeciwko konfliktom i przeciwko tym, którzy prowokują konflikty, a na Ukrainie już od pięciu lat robią to właśnie ludzie sprawujący władzę. Prowokacja nienawiści do osób z innego kraju, propaganda wojny – to dla mnie niedopuszczalne. Smutne jest to, że dużo ludzi wierzy w propagandowe hasła i przez to zmienia swoje zachowanie, swoje priorytety i swoje ideały.

 

Jak oceniasz sytuację, w jakiej znalazł się Krym, Donbas czy Ługańsk?
– Na temat Krymu ciężko mi się wypowiedzieć. Jeśli ludzie, którzy tam mieszkają, chcieli stać się kawałkiem Rosji i są teraz z tego zadowoleni, to jest ok. Z perspektywy ekonomicznej i politycznej nie mogę nic na ten temat powiedzieć, bo się nie orientuję. Natomiast Donbas i Ługańsk to dramatyczny temat. Zbyt wielu ludzi już w tym konflikcie zginęło, wielu straciło bliskich, wiele osób nie ma domów. W tym wszystkim nie da się dostrzec żadnych pozytywów.

A jak oceniasz zabiegi nowego prezydenta o to, by nadać zbuntowanym republikom większą autonomię?
– Ja uważam, że ten konflikt powinien się zakończy już dawno. Jeśli nowy prezydent będzie potrafił to zrobić, to będę się z tego cieszył.

Myślisz, że potrafi? Działa w tym kierunku, żeby to zakończyć?
– Na to wygląda, ale nic więcej nie będę mówił, bo to wszystko może być tylko dobrą, aktorską grą. Czas pokaże, jaki będzie rezultat jego działań.

W Polsce jest coraz więcej osób z Ukrainy. Czemu ludzie tak masowo opuszczają swój kraj? Źle im się żyje, nie czują się bezpiecznie czy są może inne powody?
– Każdy ma swój powód. Ktoś wyjeżdża, żeby robić to samo, czym zajmował się na Ukrainie, ale za tą samą pracę ma w Polsce 4-7 razy więcej hajsu. Ktoś inny nie może żyć w społeczeństwie, gdzie jest sporo konfliktów i zazdrości, że ktoś lepiej żyje, w społeczeństwie, w którym ludzie okradają się nawzajem. Jeszcze ktoś inny chce budować swoje życie w lepszym miejscu.

Jak się żyje w Połtawie?
– Życie w Połtawie jest zwyczajne. Nie jest to wielkie miasto, nie za wiele się tam dzieje, choć oczywiście jeśli człowiek chce, to znajdzie wszędzie swoje miejsce. Dla mnie życie w Połtawie było po prostu nudne. Dlatego wyjechałem.

Dużo Ukraińców emigruje za pracą, jak kiedyś (obecnie zresztą to nadal trwa) Polacy. Polacy na emigracji często się ze sobą nie lubią. Jak jest pomiędzy Ukraińcami?
– Bardzo podobna sytuacja. Dużo osób, które przyjeżdżają do Polski do pracy, często zachowuje się tu niekulturalnie i agresywnie, nawet do ludzi ze swojego kraju, co jest dla mnie bardzo dziwne. Ja uważam, że zachowanie, również wobec swoich rodaków, zależy od osobistej kultury człowieka. Jeśli tej kultury ktoś ma bardzo mało albo w ogóle, wtedy zachowuje się nieodpowiednio.

A ty miałeś jakieś niemiłe sytuacje?
– Kiedyś wracałem z pracy późno wieczorem. Mieszkałem w sumie na końcu miasta, w okolicy, gdzie mieszkało dużo Ukraińców, którzy pracowali na budowie. Szedłem koło sklepu, obok którego stało 5-6 osób. Gdy je mijałem, jeden z nich uderzył mnie w nogę, tak dla beki. Zaczął się śmiać i wyzywać mnie. Gadał po ukraińsku, jak wszyscy, którzy tam byli. Kiedy usłyszeli, że ja wszystko rozumiem i też mówię po ukraińsku, to zaczęli z tego robić jeszcze większy problem. Na szczęście ostatecznie wszystko zakończyło się szybko i bez przemocy. Dla mnie to była zabawna sytuacja, ale jak na moim miejscu byłby jakiś inny człowiek, który nie chce lub nie potrafi dyskutować w ekstremalnej sytuacji, nie wiem, jakby się to dla niego skończyło. Bardzo często Ukraińcy wychodzą z założenia, że przyjechali do Polski do pracy, za jakiś czas wracają i mogą robić, co chcą i jak chcą. Choć oczywiście nie dotyczy to wszystkich.

Jak ostatnio jechaliśmy ze znajomymi do Dniepropetrowska, a właściwie po dekomunizacji już Dniepra zastanawialiśmy się, jak w tej bardziej odległej od Polski części Ukrainy, mniej turystycznej i mniej odwiedzanej przez Polaków będą się tamtejsi mieszkańcy odnosić do nas. Zaskoczyło nas, że byli bardzo pozytywnie nastawieni. Ukraińcy lubią Polaków?
– Dużo Ukraińców, szczególnie tych, którzy mieszkają dalej od wielkich miast, bardzo lubi ludzi z innych krajów. Cieszą się, jak mogą zaprosić ich do siebie na kolację, jak mogą pogadać. To jest część naszej kultury. Choć jest i druga strona – egoizm i zawiść. Uważam jednak, że większość to dobrzy ludzie, którzy zawsze pomogą, jak będzie taka potrzeba. Wierzę w to!
Ale w dużych miastach sytuacja wygląda już trochę inaczej. Tam ludzie bardziej myślą o sobie, a nie o tym, żeby komuś pomóc czy zachować się w porządku wobec osoby z innego kraju. Choć mam nadzieję, że sytuacja zmienia się na lepsze.

A jak twoim zdaniem Polacy odbierają osoby z Ukrainy?
– Bardzo różnie. Ja rozumiem negatywne odnoszenie się Polaków do Ukraińców, bo większość osób, które przyjeżdża do Polski, pokazuje się z nie najlepszej strony, ale też niesprawiedliwe jest sądzić tak o wszystkich. Zauważyłem np. tendencję, że jeśli w jakiejś okolicy mieszka tzw. patologia, to bardziej zwraca się uwagę na Ukraińców. A przecież każdy człowiek jest inny, ma swoją głowę i swoje wartości.

Ty jako osoba z Ukrainy czujesz się bezpiecznie w Polsce? Spotkałeś się u nas z jakąś wrogością wobec ciebie lub innych Ukraińców?
– Ja czuję się bezpiecznie i w Polsce, i na Ukrainie. Mam takie podejście, że jak coś ma się zdarzyć, to się zdarzy. Obojętnie gdzie i w jakim czasie. Miałem sytuacje, kiedy Polacy zachowywali się agresywnie tylko dlatego, że gadałem przez telefon nie po polsku. Z drugiej strony, miałem nieprzyjemności z Ukraińcami, bo gadałem po rosyjsku. Jak widzisz, podobne sytuacje tylko z innymi narodowościami, a wszystko to w jednym kraju. Ja się tym nie przejmuję, bo to problem ludzi, którzy tak myślą i tak się zachowują, a nie mój.

Ostatnio usłyszałam od ciebie historię o nieprzyjemnym starciu z polskimi naziolami. 
– Imprezowaliśmy z kumplami Polakami, miło spędzaliśmy czas. Jakiś facet usłyszał, że mam ukraiński akcent, mimo że mówiłem po polsku. Zaczął mnie wyzywać, krzycząc, żebym wypierdalał z tego kraju itp. Próbowałem z nim rozmawiać, dlaczego takie rzeczy gada, prosiłem i ostrzegałem, żeby mnie nie obrażał, ale on jeszcze bardziej się wtedy nakręcał. Wtedy mój ziomek nie wytrzymał i mu przyłożył. Szybka akcja. Wieczór więc skończył się nie najlepiej dla gościa, który mnie obrażał.

Ale nie masz dużo takich sytuacji mam nadzieję?
– Przez trzy ostatnie lata miałem może z 5-7 takich sytuacji z wymianą zdań, ale z fizyczną przemocą pierwszy raz. Mam nadzieję, że ostatni.

Czy widzisz dużo kulturowych różnic pomiędzy Polakami a Ukraińcami?
– Największa różnica dla mnie to odnoszenie się jednych ludzi do innych. W Polsce dostrzegam więcej osób, które gotowe są pomagać innym osobom, zwierzętom, otoczeniu. Na Ukrainie jest bardzo mało ludzi z takim podejściem.

Może to kwestia możliwości finansowych?
– Może być. Myślę, że może mieć na to wpływ wiele czynników, np. finanse czy choćby sytuacja polityczna w kraju, gdzie się mieszka.

Uchodźcom część Polaków nie chce pomagać. Zauważyłeś to w rozmowach z ludźmi?
– Tak, rzeczywiście czasami się z tym spotykam. Ludzie niestety często myślą, że ich problemy są ważniejsze, i skoro im nikt nie pomaga, to czemu oni mają pomagać. Takie osoby są w każdym kraju, w Polsce też, ale ja zawsze staram się dostrzegać ludzi pozytywnych i dobrych. I pomagać innym, jeśli tego potrzebują.

Czujesz się ukraińskim patriotą? Chciałbyś kiedyś wrócić na stałe do swojego kraju czy raczej uważasz się za obywatela Europy czy nawet świata i chcesz mieszkać w różnych miejscach?
– Na pewno nie jestem patriotą i nie widzę takiej opcji, żeby wrócić na Ukrainę. Ten kraj nie dał mi nic, żebym teraz chciał tam wracać i jakoś go wspierać. Jak zacząłem podróżować, zrozumiałem, że opcja obywatel świata odpowiada mi najbardziej. Cieszę się, że w innych krajach mogę spotykać dobrych ludzi, którzy oceniają człowieka za to, kim jest, za to, co robi, a nie za to, z jakiego kawałka ziemi pochodzi.

Często odwiedzasz Rosję, skąd pochodzą twoi rodzice?
– Byłem tam ze trzy razy, bo w sumie cała moja rodzina przeprowadziła się na Ukrainę. Ojciec urodził się bliżej Kaukazu, mama bardziej od strony Kazachstanu. Dokładnie nawet nie pamiętam, bo nie gadamy o tym.

Nie chcą wracać do przeszłości? Na Ukrainie jest im lepiej?
– Coś w tym stylu. Oni już są w tym wieku, kiedy nie widzi się innego życia w innym miejscu niż w tym, w którym się jest obecnie. Nie wiem, czy tak to wygląda z czasem u wszystkich, ale u moich rodziców tak.

Z tego co pamiętam, opowiadałeś mi, że prawie rok mieszkałeś w Chinach. Jak doszło do wyjazdu i co tam robiłeś?
– Dobrze pamiętasz. Mieszkałem tam rok. Miałem kumpla, który mieszkał i pracował w Chinach jako manager. Szukał ludzi do roboty. Zadzwonił do mnie i zapytał, czy może chciałby spróbować czegoś nowego i przyjechać tam do roboty. W ogóle się nawet nad tym nie zastanawiając, od razu powiedziałem „tak” i za jakiś czas już mnie nie było na Ukrainie. Pracowałem jako ochroniarz w klubie. Codziennie praca w nocy, szybko byłem zmęczony, ale nie była to najgorsza robota.

Tatuowałeś w Chinach?
– Czasami tak, ale tylko parę razy. W sumie może 10. Poznałem tam skate ekipę i oni pokazali mi studio, w którym mogę dziarać. Zrobiłem tam kilka tatuaży. Późnej trochę tatuowałem w hotelu i tyle.

W hotelu nie było chyba zbyt dobrych warunków?
– Totalny underground, ale cieszę się, że mam takie doświadczenie.

Miałeś chętnych Chińczyków na dziary?
– Było dużo chętnych, bo ja nie byłem Chińczykiem! 🙂 Ale ciężka to była współpraca, bo bardzo mało osób mówiło po angielsku, a nawet jak już ktoś znał trochę ten język, to bardzo słabo.

Jak w ogóle zaczęła się twoja przygoda z tatuażem? Pracowałeś na Ukrainie w jakichś studiach?
– Dziarami zacząłem się interesować już, jak byłem mały. Oglądałem różne teledyski i bardzo mi się podobały wytatuowane gwiazdy. Późnej oglądałem programy o tatuowaniu na Discovery Channel i sam próbowałem rysować jakieś proste projekty. Jak miałem 18 lat, poszedł do studia tatuażu i tam zrobili mi moją pierwszą dziarę. Projekt narysowałem sobie sam. Zacząłem też rysować projekty dla swoich kumpli i w końcu zaczęliśmy gadać o tym, że może ja ich będę trochę taniej tatuował, dzięki czemu oni zaoszczędzą, bo u innych tatuatorów płacili więcej, a ja się pouczę. I tak się zaczęło. To było cztery lata temu. Miałem 21 lat, kiedy pierwszy raz spróbowałem, jak to jest zostawić komuś farbę pod skórą. Początkowo pracowałem w lokalu, gdzie ziomki wynajmowały pokój i tam tatuowały. Późnej sam wynajmowałem pokój w barbershopie, a następnie pracowałem krótki czas w małym studiu. To było miejsce, gdzie każdy miał swoich klientów i pracował na wygodnych dla siebie warunkach. Taki lokal do dziarania.

Jak wygląda sytuacja tatuatorów na Ukrainie? Łatwo rozwinąć swój warsztat?
– Teraz to ja już nie wiem, jak wygląda tam sytuacja. Trzy lata nie jestem w temacie. Ale jak popatrzeć, ilu tatuatorów dalej wyjeżdża z Ukrainy, to myślę, że sytuacja nie jest za dobra. Polska to dla ukraińskich tatuatorów pierwszy kraj, do którego się kierują. Tak jak dla mnie. Polska scena tatuatorska to już scena europejska, więc tatuatorzy mają tu więcej możliwości.
Dla mnie osobiście, nauka tatuowania nie była problemem. Klientów mi nie brakowało. W sumie wszyscy moi kumple mieli dziary i chcieli coś nowego, więc kiedy zaczynałem tatuować, to już miałem kolejki na tatuaż. Ale znam osoby, dla których to był bardzo duży problem. Ciężko im było załatwić klientów na praktyki i sporo osób przez to zakończyło temat z tatuowaniem. W dużych miastach, jak np. Kijów jest łatwiej, bo jest więcej chętnych na tatuaże.
Wiadomo, jak artysta jest znany i robi dobre tatuaże, jak choćby Dmitriy Samohin, to ma klientów z całego świata i to dla niego nie problem.
Na temat swojego biznesu i otwierania studia nie mogę nic powiedzieć, bo nie mam w tym doświadczenia, ale myślę, że jak ktoś ma hajs, to nie będzie z tym problemu.

Dużo jest na Ukrainie dobrych tatuatorów?
– Dużo dobrych, utalentowanych tatuatorów pochodzi z Ukrainy, ale nie wiem, czy dalej tam mieszkają. Pracują nad sobą i swoim stylem, żeby robić coraz lepsze prace. Znam osobiście parę takich osób, m.in. Aleksei Kharchenko czy Dmitrij Khomisnky. To ludzie, który pokazali na swoim przykładzie, że nieważne gdzie i z kim pracujesz, ważne, że robisz to, co chcesz. Dzięki swojej ciężkiej pracy prezentują w tatuażu naprawdę wysoki poziom. Takich osób jest bardzo dużo.

Poznaliśmy cię, kiedy przyjechałeś na guest spota do naszego studia. Kilka razy byłeś też już gościem u Malina w Kings of Punk Tattoo. Wybierasz chyba raczej hc/punkowe studia na guest spoty?
– Na razie byłem u was, u Malina i w Poznaniu. To ostatnie to dobre studio z fajnymi ludźmi, ale nie z klimatu hardcore/punk. A ja postanowiłem sobie, że chcę i będę jeździł tylko do studiów, gdzie ludzie są częścią sceny hardcore. To dla mnie bardzo ważne, że ludzie ogarniają ten temat. Dlatego najlepszą opcją jest poznawanie ludzi, którzy jednocześnie siedzą w temacie tatuaży i sceny hardcore/punk. Dwa w jednym, można powiedzieć.

Skoro jesteśmy już przy scenie hc/punk… Jesteś wokalistą hardcorowej kapeli Brave Grave. Kto ją założył?
– Brave Grave istnieje dopiero rok. Na pomysł założenia zespołu wpadł nasz perkusista i ja. Potem pan perkusista wciągnął do zespołu swoich ziomków, z którymi wcześniej grał. I tak to poszło.

Jest w kapeli poza tobą ktoś z innego kraju czy tylko Polacy?
– Na pięć osób, tylko ja jestem z Ukrainy. Reszta to Polacy. Bardzo lubię ludzi z zespołu, to super mordy z dobrym poczuciem humoru i ogarnięci w temacie muzycznym. Wszyscy mają doświadczenie, jeśli chodzi o granie różnej muzyki, od metalcore po dethcore. Moim zdaniem to doświadczenie przynosi efekty.

Udzielałeś się wcześniej w jakichś kapelach hc/punk?
– Brave Grave to mój pierwszy zespół. Wcześniej byłem po drugiej stronie sceny, jako osoba, która wbija na koncerty i się na nich bawi.

Macie jakieś plany wydawnicze z Brave Grave?
– Na razie o tym nie myślimy. Teraz nagrywamy epkę i maksymalnie koncentrujemy się nad zrobieniem dobrego materiału. Na razie mamy tylko singla i do tego teledysk – nazywa się „Last Punch”. Mam nadzieję, że nagranie reszty długo nie potrwa, ale czas pokaże. Jak już materiał będzie gotowy, wtedy będziemy gadać z chłopakami, jak to najlepiej pociągnąć dalej. Ja nie mam w tym temacie doświadczenia, to będę słuchał osób, które takie doświadczenie mają.

Wybraliście już studio, w którym będziecie nagrywać materiał?
– My nagrywamy to w trochę inny sposób. Każdy ma swoje metody. Gitary chłopaki nagrywają osobno, bębny też, wokal ja nagrywam u kumpla. W ten sposób temat nam lepiej idzie.

Ty piszesz teksty Brave Grave?
– Na razie wszystkie napisałem ja. Od samego początku chciałem pisać o tym, co mnie spotyka w życiu i o tym, co mi się nie podoba. Na przykład o ludziach, którzy ignorują problemy innych, dla których liczą się głównie pieniądze i to jest ich sens życia, a nie duchowy rozwój. O tym, że strach przed policją jest dla niektórych większy, niż poczucie własnego bezpieczeństwa.

Z kapelą grywacie na charytatywnych koncertach, jak. np. wrocławskie More Than Music czy grudniowy koncert Dla Gabrysia. Ważne są dla was takie inicjatywy?
– Tak, dla nas bardzo ważne jest poznawanie ludzi, którzy robią coś takiego i biorą udział w takich akcjach. Tym właśnie jest dla mnie scena hc – ludzi zachowują się jak wielka rodzina i nie jest ważne, kto skąd pochodzi. Cieszę się, że jestem częścią tej sceny. Mam też nadzieję, że będziemy częściej brać udział w takich akcjach, a może nawet sami zorganizujemy coś podobnego.

Bardzo chętnie przyjeżdżasz na koncerty w nasze okolice – do Krakowa i na Śląsk. Jak oceniasz tutejszą scenę hc/punk?
– Tak, lubię was! Bardzo się cieszę, że was poznałem! 🙂 Krakowskich realiów za bardzo nie znam, ale w sumie z tego, co widzę, to Hardcore Tattoo buduje tam scenę. Wydajecie zespoły, organizujecie koncerty i różne akcje typu hardcore/punk walk in day czy koncert w studiu, np. Projekt Pudło. Bardzo mi miło, że znam takich ludzi i coś działam razem z wami! Z krakowskich zespołów lubię Strike You Down i Earthbound. Dobra muza i fajne ziomki. Osobiście znam Damiana, basistę i dziarałem u was Daniela, gitarzystę Earthbound.
Lubię też bardzo ziomków z Silesia Attack. To bardzo dobra scena, z fajną atmosferą i wzajemnym wsparciem. Dzięki tobie i Malinowi poznałem sporo osób ze Śląska, m.in. chłopaków z zespołów Little Boy, Castet czy Good Lookin’ Out. Ostatnio graliśmy razem z You Better Run. Też bardzo fajni ludzie i muza. Cieszę się, że jestem częścią tego wszystkiego. To wielki, bardzo ważny kawał mojego życia.

Jak wygląda scena hc/punk na Ukrainie? W okolicy Połtawy i Charkowa są jakieś fajne hardcorowe kapele?
– Z moich okolic mogę polecić 5 Тon Serchu (po polsku – 5 Ton Z Góry), Suxapn23 (po polsku – Suchary23) i Bad Attitude, z innych miast: Bluesbraker, Homesick czy Zrada. Nie wiem, czy wszystkie te zespoły nadal istnieją, ale kiedyś lubiłem się na nich pobawić pod sceną albo po prostu ich posłuchać.
Kiedy mieszkałem na Ukrainie, była tam spoko scena hc/punk, ale bardziej undergroundowa. To mi się podobało. Kapele się nawzajem wspierały, były fajne festy, jak np. Majak Fest. Szkoda tylko, że bardzo rzadko przyjeżdżały do nas kapele z innych krajów. Nie mam pojęcia, jak to teraz wygląda, nie mam kontaktu z tymi osobami i nie interesuję się już tym za bardzo. Wole udzielać się w miejscu, gdzie jestem i gdzie sam mogę działać.

Myślimy ze znajomymi, żeby pojechać kiedyś na Kharkiv Hardcore Fest. Byłeś? Warto się tam wybrać?
– Wiem o tym festiwalu od was. Wcześniej nigdy o nim nie słyszałem. Może za rok pojadę, może nawet razem pojedziemy? 😉

Jak najbardziej możemy jechać razem! To mamy plany na przyszły rok! 🙂 O ile jeszcze będziesz mieszkał w Polsce… 😉 Planujesz tu zostać w najbliższym czasie czy masz plan wkrótce ruszyć dalej w Europę?
– Planuję zostać tutaj. Mam dużo planów i ambicji, które mogę realizować w Polsce, m.in. dzięki temu, że mam znajomych takich jak wy. Bardzo mi się podoba miasto, w którym mieszkam, bardzo lubię ludzi, których tu znam, a jeździć gdzieś zawsze można stąd. Myślę, że znalazłem swój dom. A co dalej? Czas pokaże.

Rozmawiała KaśkaHCT

* Wywiad ukazał się w numerze 20 “Chaos w mojej głowie” z grudnia 2019