Skontaktuj się z nami!       Studio, Sklep: 534 797 224, 511 991 135     

Wytwórnia, Portal: 519 772 220  

Rafał Księżyk „Dzika rzecz. Polska muzyka i transformacja 1989-1993” – recenzja


„Dzika rzecz” to podróż trwająca 400 stron, którą rozpoczynamy wraz z pierwszymi zdaniami książki. Podróż w przeszłość, nie tylko muzyczną. Któż z nas nie pamięta bowiem bazaru u podnóża Pałacu Kultury i Nauki? Starych rozpadających się bud i straganów? Jednak kiedyś to było „coś”! Szczególnie jak się pochodziło z małego miasteczka, a do stolicy przyjeżdżało od tzw. święta. Tenże bazar stał się symbolem transformacji, symbolem przełomu, symbolem zmian. Zmian, które zapoczątkowały m.in. ciekawe zjawiska artystyczne w polskim undergroundzie. Transformacji, która miała miejsce na przełomie lat 80-tych i 90-tych, a dokładnie w latach 1989-1993.

W takiej scenerii miejskiego bazaru rozpoczyna się też nasza muzyczna podróż. Początek lat 90-tych i koncert Izraela w centrum Warszawy. Zaczynają się burzliwe czasy przełomu. „Nowa epoka zaczyna się od fajerwerków, które wystrzeliwują nagle i poza kontrolą” – trafnie zauważa autor Rafał Księżyk. Środowiska alternatywne jednoczą się podczas różnego rodzaju akcji protestacyjnych, m.in. przeciwko budowie elektrowni atomowej w Żarnowcu, wojnie czy działaniom rządu. Wraz z Księżykiem cofamy się do czasów happeningów z własnoręcznie przygotowanymi transparentami czy rysowania sprayem szablonów na murach. I mimo że od opisywanych przez autora wydarzeń minęło już ponad 30 lat, czujemy się jakby to było dziś, protestując chociażby w obronie praw kobiet.

A pośród tego wszystkiego jest oczywiście muzyka. Jest dziś, była kiedyś i będzie zawsze. Bo muzyka ma niezwykłą moc sprawdzą, wpływa na nasze życie i emocje. Jest wyrazem naszych nastrojów, uczuć i poglądów. W czasach PRL często występy zespołów połączone były z zaangażowanymi happeningami i mocnym słownym przekazem. Książek zwraca uwagę m.in. na zespół Kormorany z Wrocławia. Ale i w dzisiejszych czasach nie trzeba daleko szukać tego typu sztuki. Oryginale występy zespołów sprzed 30 lat można porównać do tego, co prezentuje dziś chociażby Siksa.

Książka „Dzika rzecz” to także fascynująca opowieść o tym, że mimo iż nie było pieniędzy, brakowało możliwości czy sprzętu, to młodzi ludzie nadrabiali to wszystko niesamowitą energią, wyobraźnią i zaangażowaniem w to, co robili. Zespoły projektowały swoje loga ręcznie na papierze. Potem robiło się do tego szablon np. ze starych zdjęć rentgenowskich. Na bazie tychże szablonów odbijało się wzory na koszulkach czy miejskich murach. Dzięki odwadze i przebojowości kapele mogły zrobić coś fajnego, znaczącego. Czasem, żeby być muzykiem, trzeba było się poświęcić. „Dzika rzecz” to książka doskonała dla dzisiejszych 40 i 50 latków, którzy doskonale pamiętają te czasy. Czasy punkowej zasady Do It Yourself, czyli zrób to sam. Ba! Pamiętają nie tylko czasy, ale przede wszystkim działające wtedy zespoły, a nawet znają osobiście członków tychże kapel.

„Dzika rzecz” to skarbnica zespołowych anegdot, jak np. historia dwóch występów grupy Los Loveros z sierpnia 1987 r. Raz, jako zupełnie nieznana kapela wkręcili się przed koncert amerykańskiego zespołu Swans i dostali zaproszenie do Stanów. Niestety w czasach PRL nie było dla nich szans na taki wyjazd. Drugi koncert grali na przyczepie rolniczej, gdzie było tak mało miejsca, że ugryziony przez komara perkusista spadł z przyczepy, ale reszta grała dalej. Mamy w „Dzikiej rzeczy” ciekawą opowieść o nieformalnej komunie artystycznej działającej w Stanclewie na Warmii, gdzie narodziło się studio nagraniowe Roberta Brylewskiego i gdzie powstała m.in. znana płyta „Legenda” zespołu Armia czy „Tehno terror” Maksa i Kelnera. Możemy przeczytać o pierwszych skinach, którzy wyszli na wrocławskie ulice na przełomie lat 80 i 90-tych i zaczęli atakować punkowe koncerty, pierwszych warszawskich klubach – Fugazi z koncertami co wieczór i Filtry z muzyką taneczną, a także o przeżywającym rozkwit piractwie i przegrywanych kasetach, które były obecne wszędzie – na bazarach, w kioskach, a nawet w sklepach muzycznych. W PRL-u działały wypożyczalnie/nagrywalnie płyt – można było w takim punkcie zlecić przegranie kasety lub wypożyczyć daną pozycję i przegrać ją samemu. Sporo miejsca poświęcił autor początkom rave’ów w Polsce. Pierwsza nielegalna impreza z 1991 odbyła się w Warszawie w ruderze przy Chmielnej z prądem pociągniętym z latarni ulicznej. Potem elektroniczno-imprezowy boom rozlał się na całą Polskę. Możemy prześledzić m.in. powstanie kolektywu Wunder Wave, dzięki któremu z czasem Łódź stała się jednym z ważnych miejsc koncertowych sceny hardcore/punk w Polsce. Z „Dzikiej rzeczy” dowiadujemy się też, jak nagrywane były wtedy płyty, jak wyglądały studia nagraniowe (wytłumione np. kocami i materacami), jak w edytorze programowało się rytm znakami geometrycznymi czy jak wyglądały próby grane m.in. w foliowych tunelach, w których rosły pomidory. Te niesamowicie barwne historie doskonale obrazują ducha ówczesnych czasów.

Książka Księżyka to 21 rozdziałów, które są osobnymi historiami, w których jednak powtarzają się niektóre postaci. Są też rozdziały tematyczne, jak choć ten o narkotykach czasu transformacji. Zresztą z piosenek można dowiedzieć się, jakie narkotyki były akurat w modzie. O ile w latach 80-tych było sporo tekstów o marihuanie, to w następnej dekadzie bohaterem kawałków została amfetamina. A jeszcze później, kiedy coraz większą popularnością cieszyły się rave’y, popularne stały się kwasy. Inny rozdział z kolei opowiada o tym, że undergroundowa muzyka przebijała się do ogólnopolskich, oficjalnych mediów. Autor wymienia m.in. Lalamido, czyli porykiwania szarpidrutów – program muzyczny, który zagościł w telewizyjnej Dwójce czy program Zadzwońcie po milicję w Programie Pierwszym Polskiego Radia, gdzie można było posłuchać Dezertera, No Means No czy śledzić relacje z działań ruchów anarchistycznych i ekologicznych.

Należy jednak podkreślić, że Rafał Księżyk nie skupia się w swojej książce na całej muzycznej scenie tamtego okresu, ale głównie na alternatywie, typu rock i punk. Zahacza też o hip-hop czy elektronikę. Sporo miejsca autor poświęcił takim zespołom jak np. Izrael, Apteka, Houk, Armia, Max i Kelner, Brygada Kryzys czy Kazik Staszewski. Czasem są to całe rozdziały, czasem spore fragmenty. Osobiście brakuje mi jednak trochę punk rocka. Zdecydowanie przydałoby się poświęcić więcej miejsca Dezerterowi, nie tylko przy okazji opisu postaci pierwszego wokalisty – Skandala, który od punk rocka poszedł w kierunku psychodelicznych rave’ów. Przydałoby się też zwrócić większą uwagę na Post Regiment, który został w książce wspomniany dosłownie tylko w dwóch zdaniach: przy okazji wyliczanki koncertów w kultowym klubie Fugazi i na początku rozdziału o kobietach na scenie niezależnej. Chętnie przeczytałabym też coś choćby o Apatii czy Inkwizycji, których członkowie niewątpliwie mieliby dużo do powiedzenia na temat czasów transformacji.

Dziś straganów pod Pałacem już nie ma. Nie ma już z nami także kilku bohaterów tejże książki. Nie tylko tych, których pamięci dedykowane jest to wydawnictwo. O śmierci Pawła „Kelnera” Rozwadowskiego, wokalisty m.in. takich zespołów jak Deuter, Izrael, Max i Kelner dowiedziałam się akurat, kiedy w moje ręce trafiła książka „Dzika rzecz”. Wraz z odejściem Kelnera zakończyła się kolejna historia. A takich zakończonych historii jest w książce dużo więcej…

Czas przemian to podsumowując: uliczny handel, brud, piractwo, przestępczość, przemoc, narkotyki, to przeobrażanie się milicji w policję. Symbolem czasu przemian może być też przytoczony w książce festiwal w Jarocinie w 1993 r., który stał się „największą koncertową demolką w nowej Polsce”. Chodzi o zadymę na małej scenie, kiedy to punkowa publika nie chciała puścić ze sceny zespołu Smar SW. Punkowcy weszli na scenę i nie chcieli z niej zejść, zrywali wielkie reklamy Malboro, sponsora festiwalu. W ruch poszły bejsbole czy deski wyrywane z ławek i poręczy. W Jarocinie w 1993 r. nastąpiło „zderzenie amerykańskiego snu z polskimi realiami”, narastającym bezrobociem i społecznym rozwarstwieniem.

Ten czas przemian doskonale widać we wspomnianym w książce klipie Kazika Staszewskiego „Jeszcze Polska”. Patrząc jednak na Kazika idącego przez nieistniejący już gdański bazar w towarzystwie milicjanta i słuchając słów „coście skurwysyny uczynili z tą krainą”, ma się wrażenie, że kolejna dzika rzecz dzieje się również tu i teraz!

Książka „Dzika rzecz” ukazała się nakładem Wydawnictwa Czarne w 2020 roku.