Po 10 latach kolekcjonowania eksponatów związanych z historią tatuażu, Piotr Wojciechowski wreszcie zdecydował się wypróbować ręczne narzędzia do tatuowania ze swojej kolekcji. Na początek sięgnął po instrument z Tajlandii, ponieważ wydawało mu się, że ręczne “kropkowanie”, tzw. “dotwork” jest najprostszy dla kogoś, kto przez całe życie tatuował tylko maszynką elektryczną. Po trzech godzinach wzór był już gotowy. Jak podkreśla Piotr, to dopiero początek. Wkrótce w ruch mają pójść inne eksponaty z jego kolekcji. Tymczasem oddajemy głos Piotrowi, by sam opowiedział o wrażeniach z tatuowania, a przy okazji również o swojej kolekcji.

Konwencja tatuażu jest naszą odskocznią od „muzycznej rutyny”. W porównaniu z innymi naszymi działaniami jest to impreza najdłuższa, najliczniej odwiedzana przez publiczność i wymagająca największych przygotowań – pisze o Tattoofestivalu jego organizator Sławomir Dukalski-Majchrowski. 19 i 20 lutego odbędzie się czwarta edycja łódzkiej imprezy. Oddajemy głos organizatorom.

„Czym jest ucho dla piercera? Na pewno nie tym, czym dla zwykłego człowieka. Pełno w nim zawijasów, zakrętasów, wgłębień i zagłębień. Jednym słowem ucho jest częścią ludzkiego ciała, gdzie piercer może wykazać się inwencją twórczą, a jego „pacjent” determinacją i nierzadko odpornością na ból” – pisze Wiola w nowym cyklu ABC Piercingu, w którym prezentować będziemy podstawowe informacje na temat przekłuć konkretnych części ciała. W części pierwszej ucho i podstawowe zasady wyboru piercera.
12, 13 i 14 sierpnia odbyła się kolejna edycja czeskiego festiwalu Brutal Assault. Co roku do twierdzy Josefov przyjeżdża coraz więcej osób, by napawać się ciężkim brzmieniem. Magnesem, który przyciąga ludzi nie tylko z Czech są głównie zespoły. W ciągu trzech dni na trzech scenach gromadzi się sporo ciekawych zespołów. W tym roku do Czech udał się wysłannik portalu Hardcore Tattoo – mARTinez, którego relację prezentujemy poniżej.
W ubiegłorocznej relacji z Gdańska, Rdza, która wystąpiła wtedy w roli reporterki Hardcore Tattoo, zastanawiała się, czy w Polsce jest miejsce na jeszcze jedną konwencję. Po wizycie w Gdańsku doszła do wniosku, że jest. Ja również byłam i nadal jestem takiego zdania. Mimo iż drugą edycję imprezy odwiedziło mniej osób niż w roku ubiegłym – ok. 2300 (dla porównania w 2009 roku było ok. 2500 odwiedzających), trudno sobie w tym momencie wyobrazić polską mapę konwencji bez Gdańska.