„Trans. Wyznania anarchistki, która zdradziła punk rocka” to nie tylko książka o dysforii, zaburzeniach tożsamości płciowej i procesie tranzycji (korekcie płci). To głębokie przemyślenia o poszukiwaniu samego siebie, o walce ze sobą i z tym, jak postrzega cię otoczenie, ale to także opowieść będąca chwilami rozliczeniem ze sceną punk rockową. (więcej…)

O istnieniu Boruty wiedzą tylko członkowie zespołu, ich rodzice i niżej podpisany autor recenzji. Chłopaki z Białej Podlaskiej zagrali niby kilka gigów, między innymi ze Schizmą, Faust Again i Drown My Day, ale istnieją głównie w internecie, gdzie udostępnili do pobrania swoje najnowsze EP „We Are All Cursed”. To właśnie w wirtualnym świecie dopieszczają swój wizerunek – mają konkretne logo, kozackie okładki dotychczasowych dwóch epek, pro-fotki. Nawet klip nakręcili! Sęk w tym, że za wegetowanie w eterze nie zbiorą oklasków, a jedynie kilka komentarzy na forum.
Najprościej jest określić coś mianem gówno. Jako recenzent zacieram rączki – sens słowa „gówno” zawieram w zdaniu, parafrazuję je x razy, a na koniec oceniam czyjeś starania na jedynkę albo ironicznie, na zachętę, na jedynkę z plusem. Wymarzony scenariusz. Jak każdy prawdziwy Polak lubię wyrażać opinie na temat rzeczy, których nie lubię. No Time To Waste miało być idealną ofiarą, bo grają coś, czego nie lubię: niby-hardcora. Krążek ląduje w odtwarzaczu, zaczyna się kręcić, uszy zalewa pierwsza fala dźwięku… I cały scenariusz psu w dupę.
Na przełomie 2001/2002 roku warszawski zespół Coalition swoją debiutancką płytą „Coalition” powalił na kolana praktycznie całą hardcorową scenę w Polsce. Zespół wniósł spore ożywienie w szeregi polskiego hardcora i szybko został okrzyknięty „prawdziwym objawieniem ostatnich lat na polskiej scenie hardcore/punk”. Niecała dekadę po tych wydarzeniach Spook Records robi ukłon w kierunku zespołu i jego wiernych zwolenników w postaci specjalnego wydawnictwa. Album „Archiwum” zawiera materiał z debiutu „Coalition”, który od kilku lat nie był już nigdzie dostępny.
Nie chcę zostać sklasyfikowany jako kretyn, więc na wstępie zaznaczę, że wielkim znawcą rapu jako takiego, a już tym bardziej polskiego, nigdy nie byłem. Słucham tego, co uznam za przyjemne dla odmiany, traktuję to jako odskocznię od łomotu. Ale do rzeczy! Ubiegłoroczna solówka Vienia „Etos 2010” mi się zwyczajnie nie podoba. Dobrze, że album odszedł w moją niepamięć, bo inaczej ominąłbym nagrany wraz z Way Side Crew „Wspólny Mianownik” szerokim łukiem, czego bym później nawet trochę żałował.
Całkiem niedawno ukazał się 3-way split z udziałem warszawskiego Nothing Between Us. Tonedown (Berlin) i Broken Fist (Moskwa) – kapele dzielące wydawnictwo z warszawiakami nie są może towarzystwem na miarę tego z materiałów Sunrise/Liar czy Schizma/L’Esprit Du Clan, ale trzeba mieć na uwadze fakt krótkiego stażu polskiej załogi. Wydanie wspomnianego kolektywnego krążka stanowi idealny pretekst do zbadania „wypocin” stołecznego NBU, które swoje trzy grosze dorzucone do splita postanowiło udostępnić w internecie jako pięcioutworowe EP pod tytułem „Lions Among Snakes”.